Okiem FCBarca.com: Podsumowanie Copa América

Redakcja

9 lipca 2016, 18:15

5 komentarzy

Od finału w East Rutherford, NJ minęło kilka dni. Do dziś rezonuje on głośnym echem. Druga z rzędu wygrana Chilijczyków, decyzja Messiego i dalsza przyszłość argentyńskiej drużyny wywołują wielkie emocje fanów na całym świecie.

Turniej, w którym istotne role odegrali obecni i byli piłkarze FC Barcelony, zasługuje na odpowiednie podsumowanie na FCBarca.com. Opinie naszych redaktorów poniżej. Zachęcamy do przedstawienia własnych i dyskusji w komentarzach!

Co się najbardziej podobało w Copa América?

Magdalena Żywicka (Eoren):  W tym roku nie było inaczej niż w poprzednich edycjach. W tym turnieju zawsze najbardziej podobał mi się specyficzny rys południowoamerykańskiego futbolu. Począwszy od całej kibicowskiej otoczki, aż do sposobu gry reprezentacji. Ten turniej budują błędy, przebłyski indywidualności, kontrowersje, często wręcz afery. Pamiętacie casus Vidala z zeszłego roku? Urok Copa América porównać można jedynie do Pucharu Narodów Afryki, choć oczywiście jest to porównanie mocno wyolbrzymione. W Ameryce Południowej pozostała jeszcze w piłce nożnej pewna wolność i emocje, które w Europie coraz bardziej poddają się komercjalizacji. Cała kultura piłkarska tego kontynentu jest tym, co może przyciągnąć do oglądania CA znacznie silniej niż poziom sportowy reprezentowany przez kadry.

Challenger: To, że turniej był tak intensywny. Mnóstwo goli, niespodzianki, emocje, piłkarze zawsze grający „na stówę”, sporo – zgodnie z lokalnym obyczajem – czerwonych kartek. Obrona bywała dziurawa, ale to specyfika tamtejszego futbolu. Ludzie nie chadzają do opery posłuchać dnb.

No i ten mecz Chile-Meksyk! Ktoś powie, że po którymś golu Meksykanie przestali grać. To deprecjonowanie zdobyczy zwycięzców. Widziałem drużynę, której w meczu wychodziło absolutnie wszystko. Vidal, Jara, Aranguiz, Beausejour, Puch, Vargas, Alexis wszyscy zagrali świetnie. Meksyk przystępował do gry jako zwycięzca grupy C. Wyrzucili Urugwaj. W fazie grupowej byli jedną z najlepszych ekip turnieju. Chile ich zdmuchnęło. Wielkie widowisko.

Co się najbardziej nie podobało?

Magdalena Żywicka (Eoren):  Może zabrzmi to trywialnie, ale godziny spotkań. Oczywiście Copa zawsze rozgrywana była w nocy czasu europejskiego, jednak tym razem godziny spotkań były jeszcze późniejsze. W poprzednich latach ukłonem w stronę głównych odbiorców futbolu obok Latynosów, czyli Europejczyków, była przynajmniej godzina finału. Tym razem nawet tego zabrakło.

Organizatorzy odcięli się od podjęcia jakichkolwiek prób rozpropagowania imprezy na Starym Kontynencie, skupiając się na próbie podbicia nowego rynku Ameryki Północnej. Moim zdaniem próbie o tyle bezcelowej, co nielicującej z ideą turnieju na uczczenie stu lat tych rozgrywek. Copa América Centenario sama zepchnęła się na boczny tor poprzez organizację kluczowej fazy turnieju w trakcie mistrzostw Europy. Jasne, "Centenario" oznacza, że Copa musiała odbyć się w roku 2016, jednak pod względem wzbudzenia zainteresowania turniejem wśród kibiców piłkarskich mniejsze straty przyniosłyby rozgrywki odbywające się symultanicznie z igrzyskami olimpijskimi niż z Euro.

Challenger: Poziom finału. Obie ekipy zagrały zbyt asekuracyjnie. Zamiast porwać widza w namiętną bachatę, odstawiły smętny square dance. Nie dzięki, takich dziewczyn nie lubię.

Osobna sprawa to sędziowanie. Uważam, że nie wypaczyło wyniku turnieju, ale było absurdalnie nierówne. Ten sam faul, który u jednego sędziego kończył się żółtym kartonikiem, dla innego arbitra nie stanowił nawet pretekstu do odgwizdania faulu. CONMEBOL musi coś z tym zrobić. Inaczej turniej będzie tracić sympatyków zamiast zyskiwać nowych.

Największe zaskoczenie?

Magdalena Żywicka (Eoren): Coś, co nie wydarzyło się od 19 lat, czyli odpadnięcie Urugwaju przed fazą pucharową. W końcu podopieczni Tabareza kreowani byli, obok Chile i Argentyny, na największego faworyta tych mistrzostw. Nie byli to już ci Celestes, którzy sięgnęli po tytuł w 2012 roku, jednak wciąż nie można było im odmówić piłkarskiej jakości. Wydawało się, że mimo początkowej nieobecności Suáreza kwestia wyjścia z grupy będzie formalnością. A jednak. Tabarez przekombinował i zaniepokojony wysoką porażką z Meksykiem postawił w meczu z Wenezuelą na skład zbyt asekuracyjny i zbyt defensywny. W efekcie tych decyzji Urugwajczykom zabrakło jakości w kreacji gry, zaś Wenezuelczykom wystarczył jedna bramka by posłać rywali za burtę.

Challenger: Nadmierna przewidywalność taktyczno-personalna pewnych ekip. Niektórzy zamiast zaskoczyć rywala, wychodzili składem znanym przed meczem i grali w sposób do przewidzenia dla dzieci. A co dopiero dla sztabu, piłkarzy rywala.

Brak elementu zaskoczenia miał decydujący wpływ na wyniki Brazylii, Urugwaju i Ekwadoru. W mniejszym stopniu także Argentyny. Moim zdaniem wynik Albicelestes mógł być lepszy z innym składem ostatniego meczu. Chile też nie zaproponowało na finał nic nowego, ale Argentyna nie umiała tego wykorzystać. W każdym razie turniej dał mocne potwierdzenie starej prawdy, że taktycznie Ameryka Południowa daleko za Europą.

W kategorii zaskoczeń umieszczam też bezużyteczną „formę” ze strony Agüero. Wyglądało mi to na foch do trenerów za brak miejsca podstawowym składzie. Najbardziej stracił zespół.

Co sądzisz o decyzji Messiego?

Magdalena Żywicka (Eoren):  W pełni ją rozumiem, choć mam nadzieję, że ulegnie ona zmianie. Nie zgodzę się (przynajmniej nie w pełni) z opinią Challengera. Słowa Leo wypowiedziane tuż po porażce i zmarnowanym rzucie karnym uważam za wyraz emocji. Jednocześnie jestem jednak pewna, że nie są one jedynie wynikiem tej jednej chwili, ale efektem atmosfery, która otaczała Messiego w Argentynie od wielu lat. Media oraz kibice Albicelestes nie potrafili docenić tego, co daje im ich najzdolniejszy rodak od czasów Maradony. Zamiast cieszyć się jego grą rozpoczęli nagonkę. Wypominanie Messiemu, jakoby nie angażował się w występy w reprezentacji - facetowi, który za jednym pstryknięciem palców mógłby komfortowo grać w kadrze Hiszpanii, a jednak zdecydował się reprezentować swoją ojczyznę - trudno nazwać inaczej niż bezczelnością. Dodatkowo z Messiego uczyniono lidera, przekazując mu opaskę kapitańską po Mascherano, co moim zdaniem też nie było trafioną decyzją. Zamiast postarać się zdjąć presję z najlepszego zawodnika dołożono mu na plecy sto kilo oczekiwań. Myślę, że Messiemu skończyła się cierpliwość do kibiców, jednocześnie naprawdę czuje się winny tej porażki. Przyjmuje, że jest za nią odpowiedzialny i Argentyńczykom ulży, gdy odejdzie. Kto wie, może sam uwierzył w opowieści, że w Barcelonie daje z siebie więcej? Jednak różnica między Barceloną a Argentyną jest drobna, acz znacząca. Podczas gdy w Katalonii po spudłowanym karnym Leo otrzymuje owacje i wyrazy wsparcia od trybun, w ojczyźnie czekają na niego gwizdy i kubeł pomyj.

Przy całym zrozumieniu dla decyzji Messiego jestem też przekonana, że ją zmieni. Nie tylko przez pielgrzymki, które naród argentyński już rozpoczął na kolanach, w jego kierunku. Po prostu w końcu zrozumie lub ktoś mu wytłumaczy, że jego odejście będzie ogromnym ciosem dla kadry. Większym niż jakikolwiek przegrany finał. A wbrew temu, co sugerowano w mediach, Leo bardzo zależy na reprezentacji Argentyny.

Challenger: Bardzo mądra decyzja. Chce mi się śmiać słysząc, że została podjęta pod wpływem chwili, pochopnie. Być może z takim zamiarem Messi zaczął ten turniej. Presja, jaka spotyka go w kraju za wyniki kadry dawno przekroczyła granicę rozsądku. Każdy miałby dość. Brakowało mi tylko nagłówków, że Messi jest winny pudłom Higuaína, bo źle mu podał. Moźe pojawiły się takie hasła w komentarzach.

To zdrowe, że Messi postanowił zdystansować się od tego cyrku. Trzeba umieć to zrozumieć. Ludzie w Argentynie wreszcie nauczą się go doceniać, co zresztą już się zaczęło i to z jakim echem! Gdy wróci za jakiś rok, narracja jego gry w reprezentacji będzie zupełnie inna niż dotychczas. Będzie mu się grało lżej, być może z korzyścią dla drużyny na mundialu. Widzę też w tym potencjalną szansę dojrzenia w kadrze takich graczy, jak Higuaín, Agüero, Banega, Pastore, Gaitan i inni. Wielu Argentyńczyków ma zwyczaj chować się pod spódnicę Leo, gdy nie idzie drużynie. Muszą nabrać większej odpowiedzialności za wynik i grę w trudnych chwilach, jeśli ten zespół ma kiedyś odnieść jakiś sukces... Z każdej strony, z jakiej patrzę, przerwa Leo to optymalny wybór dla wszystkich stron.

Zawodnik, który zrobił na mnie największe wrażenie...

Magdalena Żywicka (Eoren): Na tym turnieju pod względem personalnym znacznie więcej było rozczarowań, niż pozytywnych zaskoczeń. Nie wiem czy stwierdzić, że Messi zrobił największe wrażenie skutecznie holując Argentynę do finału, będzie właściwe. W końcu to pewne status quo jeśli chodzi o jego poziom.

W ostateczności postawię chyba na Vargasa. Nie tylko ze względu na tytuł króla strzelców, ale przede wszystkim na to, że na tle innych napastników nie zawiódł. Ci, którzy przed turniejem kreowani byli na potencjalnych goleadorów - jak Bacca czy Guerrero - zdecydowanie rozczarowali. Chilijczyk stanął na wysokości zadania i trudno przejść obok tego obojętnie.

Challenger: Lamela. Nie w kategorii odkrycia, ale tego, ile wniósł do drużyny. Grał mało, ale bardzo treściwie. Przełomowy sezon w klubie potwierdził bardzo udanym dla siebie turniejem.

Muszę też poświęcić uwagę Alexisowi. Momentami grał za trzech. Był wszędzie, gdzie potrzebował go zespół. Cofał się po piłkę, rozgrywał, schodził na skrzydła. Zawsze aktywny w pressingu. Mniej widoczny w finale, bo Mercado wyszedł na boisko z zamiarem „wyfaulowania” rywala do szpitala. Za jeden z celowych kopniaków, po którym Sánchez długo kulał, Argentyńczyk powinien dostać karę na miarę suarezowej. Sánchez musiał zejść w dogrywce żeby ocalić zdrowie, mimo to poprowadzenie drużyny do drugiego triumfu z rzędu, zaakcentowane nagrodą dla najlepszego gracza turnieju trzeba uznać za jego wielki sukces.

Podzielasz opinię, że Chile grało najlepiej z uczestników?

Magdalena Żywicka (Eoren): Najlepiej w destrukcji, najlepiej w kolektywie. Jednocześnie najagresywniej. Czy lepiej od Argentyny? Tego nie jestem w stanie rozstrzygnąć ponieważ to dwie ekipy prezentujące zupełnie inną piłkę, które do finału dotarły po odmiennej grze. Którakolwiek z nich nie zgarnęłaby złota zasłużyłaby na nie, jeśli wziąć pod uwagę ich postawę na przestrzeni całego turnieju. To pytanie wkracza zbyt głęboko w kwestie osobistych preferencji piłkarskiej estetyki. Dlatego niech pozostanie otwarte, choć z pewnością zwycięstwo Chile było zasłużone.

Challenger: Moim zdaniem najlepiej. A jeśli ktoś ma inne, zgodzimy się na pewno, że najefektywniej. Nie było ekipy, która zasłużyła bardziej, aby na koniec pić szampana.

Czy Tata Martino jest winny kolejnej porażki Argentyny na dużym turnieju?

Magdalena Żywicka (Eoren):  I tak, i nie. Zawsze to trener ponosi największą odpowiedzialność za efekty pracy, bo to on jest, i powinien być, głównodowodzącym.

Sama w sobie porażka Argentyny nie wynikała jednak bezpośrednio z pracy Martino. Zabrakło kilku rzeczy, które przesądziły o takim, a nie innym wyniku. Skuteczności, agresji, pewności w starciu z Chilijczykami. I szczęścia. Gdyby choć jedna z nich pojawiła się w finale prawdopodobnie to Argentyna byłaby triumfatorem.

Challenger: Tylko częściowo. W każdym z trzech swych finałów ostatnich lat Argentyńczycy zostawiali na boisku mniej potu i zaangażowania od rywali. Martino przywrócił stabilizację. Ekipę rozbitą po finale z Niemcami poprowadził do finału CA w pierwszym roku swojej pracy. Na 29 meczów za swojej kadencji przegrał trzy. W tegorocznym turnieju popełnił błędy ("przechomikowanie" Pastore cały turniej na ławie, za mało minut Lameli, Biglia w finale), ale kierowanie oskarżeń do Martino jest niesprawiedliwe. Znacznie więcej odpowiedzialności za ten wynik ponoszą piłkarze. Tak anemiczna postawa w kolejnym finale to wstyd dla drużyny z tym stężeniem jakości indywidualnej. Niech biorą przykład z Chilijczyków. Gwiazd mniej, oddania więcej. Dali z siebie wszystko i mają efekt.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (5)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze