Ligowy alarm na Anoeta

Daniel Olbryś

9 kwietnia 2016, 19:40

2518 komentarzy

Po bardzo słabej grze Barça przegrała na Estadio Anoeta z Realem Sociedad 0:1. Bramkę już w piątej minucie meczu zdobył Mikel Oiarzabal. Potrzebna jest natychmiastowa poprawa gry i formy Azulgrany, w przeciwnym razie rywale z Madrytu będą znów mogli realnie zacząć myśleć o podjęciu walki o tytuł.

Mecz rozpoczął się dokładnie tak, jak można się było tego spodziewać. Wysoki pressing ekipy z Donostii i cierpliwe rozgrywanie piłki przez Barçę. Taki stan nie trwał jednak długo: już w piątej minucie prawym skrzydłem wbiegł Prieto i dośrodkował piłkę wprost na głowę Mikela Oiarzabala. Strzał był tak precyzyjny, że Claudio Bravo nie mógł zbyt wiele zrobić i już na początku Barça przegrywała 0:1. Kolejne minuty nie wzbudziły jednak w podopiecznych Luisa Enrique pożądanej reakcji. Wciąż grali oni ospale, rozgrywając piłkę jakby bez pomysłu. Szczególnie niedokładnością raził Arda. Jednak to właśnie Turek miał najlepszą okazję na wyrównanie stanu meczu: około trzydziestej minuty Neymar zgrał piłkę do tyłu w polu karnym, a Turan uderzył bardzo mocno, lecz wprost w bramkarza gospodarzy. Txuri-Urdin często groźnie kontratakowali, wzbudzając zamieszanie w defensywie Blaugrany. Do końca pierwszej części spotkania wynik nie uległ jednak zmianie i na przerwę gospodarze zeszli z jednobramkowym prowadzeniem.

W drugiej połowie gra Barçy uległa minimalnej poprawie. Wszedł Iniesta, który odrobinę rozruszał grę w środku pola, oraz Jordi Alba, który pozwolił na większe rozciągnięcie defensywy rywali. Wciąż jednak ataki gości przypominały walenie głową w mur. Mur, który nie pękał nawet wtedy, gdy wydawało się, że droga do bramki stoi już otworem. Wszystko za sprawę Geronimo Rulliego, który zaliczył kilka naprawdę wybornych interwencji. Inna sprawa, że Leo Messi w formie zakończyłby ten mecz z co najmniej jedną bramką na koncie. Leo w formie jednak nie jest i mecz zakończył się tak, jak zakończyła się pierwsza połowa - zwycięstwem gospodarzy.

Swoje trzeba niestety wrzucić do ogródka Luisa Enrique. O ile szkoleniowiec Barçy do tej pory doskonale zarządzał rotacjami w drużynie, o tyle dziś zwyczajnie przekombinował. Totalne przemeblowanie środka pomocy i bezproduktywny Munir na środku ataku przy jednym z najcięższych wyjazdów w lidze - takie posunięcia miały małe szanse powodzenia. Od czasu Klasyku dostrzegalny jest również wyraźny spadek formy fizycznej, po części zapewne związany z przerwą na reprezentacje i ciągłą grą co trzy dni. Nie usprawiedliwia to jednak porażki z ligowym średniakiem, do meczu z którym sami piłkarze podchodzili z dużą ostrożnością. Na chwilę obecną nic nie jest stracone: w lidze Atlético traci do Barçy trzy punkty, Real cztery. Jednak na Vicente Calderón w środę musimy zobaczyć odmienioną Dumę Katalonii, jeśli marzenia o obronie potrójnej korony mają pozostać żywe. Wiary nam nie zabraknie; ta drużyna dała nam zbyt wiele radości, by w ciągu tygodnia przestać ufać jej umiejętnościom. Leo Messi i spółka muszą się po prostu obudzić.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (2518)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy