Za nami pierwsze spotkania ćwierćfinałowe najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek świata, w których nie zabrakło emocji, bramek oraz niespodzianek.
Wczoraj jako pierwsze na murawę wybiegły zespoły Bayernu i Benfiki oraz Barçy i Atlético. Na Allianz Arenie doszło do małej niespodzianki, ponieważ ekipa Guardioli, która od początku była stawiania w roli zdecydowanego faworyta na tle drużyny z Lizbony, ledwo wymęczyła minimalne zwycięstwo. Bawarczycy rozpoczęli i zakończyli strzelanie w 2. minucie meczu, kiedy do siatki trafił Arturo Vidal. Do końcowego gwizdka rezultat nie uległ zmianie. Gospodarze byli stroną przeważającą, choć zbyt wolno konstruowali swoje akcje. Z kolei przyjezdni mogli doprowadzić do wyrównania, lecz w świetnych sytuacjach mylił się Jonas, który na dodatek nie zagra w rewanżu z powodu zawieszenia. Minimalny wynik i dobra postawa Portugalczyków sprawiają, że losy rywalizacji wciąż pozostają sprawą otwartą, a awans Bayernu nie jest tak oczywisty jak zakładano wcześniej.
Na Camp Nou Barça zdołała dokonać remontady w meczu z Atlético i odpowiedzieć dwoma trafieniami Luisa Suáreza na gola Fernando Torresa z 25. minuty. „Od bohatera do zera” – tak można opisać drogę Hiszpana, który zaledwie dziesięć minut później został wyrzucony z boiska za obejrzenie dwóch żółtych kartek. Trzeba natomiast przyznać, że znaczny wpływ na przebieg spotkania miał niemiecki sędzia Felix Brych, który dopuścił się wielu poważnych błędów. Można wyróżnić tu brak wyrzucenia Luisa Suáreza za bandyckie boiskowe zagrania. Wynik 2:1 sprawia, że w rewanżu na Calderón emocje sięgną zenitu, a walka prawdopodobnie będzie toczyła się do ostatniego gwizdka.
Znacznie większe niespodzianki przyniosły dzisiejsze mecze, w których mierzyły się ze sobą Wolfsburg z Realem oraz PSG z Manchesterem City. Do wielkiej sensacji doszło na Allerpark, gdzie Niemcy pokonali ekipę Zidane’a 2:0. Gole Rodrígueza (18’) i Arnolda (25’) zmuszają Hiszpanów do dokonania remontady na Bernabéu. Fakt jest jednak taki, że z taką grą, jaką dzisiaj zaprezentowali Ronaldo i spółka, bardzo ciężko będzie Realowi o odwrócenie losów rywalizacji. Zwycięzcy sobotniego Klasyku pokazali się dzisiaj z bardzo słabej strony. Los Blancos zabrakło niemal wszystkiego. Dokładności, wykończenia, pressingu, intensywności, chęci i woli walki. Znacznie większe zaangażowanie zaprezentowała ósma drużyna Bundesligi, która udowodniła wszystkim kibicom, że w ¼ finału Ligi Mistrzów nie ma już „ogórków” ani „pachołków”.
Dosyć zaskakujący rezultat przyniosło spotkanie PSG z Manchesterem City. Słabo spisujący się w tym sezonie Anglicy byli znacznie niżej notowani od ekipy, która jakiś czas temu zapewniła sobie mistrzostwo Francji. Mimo to to właśnie drużyna Pellegriniego wyszła na prowadzenie za sprawą trafienia Kevina de Bruyne w 38. minucie Warto powiedzieć, że wcześniej Zlatan Ibrahimović nie wykorzystał rzutu karnego. Szwed zrehabilitował się jednak pod koniec pierwszej połowy, kiedy zdobył kuriozalną bramkę, nadającą się bardziej do rozgrywek B klasy aniżeli ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Po przerwie Rabiot dał prowadzenie gospodarzom, lecz ostatecznie Fernandinho doprowadził do wyrównania i ustalił wynik meczu na 2:2. Anglicy wracają do domu z bardzo dobrym rezultatem. Spora dawka emocji na Etihad Stadium jest zatem gwarantowana.
Pierwsze mecze ¼ finału Ligi Mistrzów:
Bayern – Benfica 1:0
FC Barcelona – Atlético 2:1
Wolfsburg – Real 2:0
PSG – Manchester City 2:2
Rewanżowe mecze:
12 kwietnia:
Real – Wolfsburg
Manchester City – PSG
13 kwietnia:
Benfica – Bayern
Atlético – FC Barcelona
Komentarze (98)