FC Barcelona przegrała z Realem Madryt 1:2 w meczu 31. kolejki La Liga. Prowadzenie gospodarzom dał Piqué, ale gole Benzemy i Cristiano pozwoliły gościom odnieść cenne zwycięstwo na Camp Nou. Gra i morale drużyny Luisa Enrique nie napawają optymizmem przed wtorkowym spotkaniem z Atlético.
Mecz lepiej rozpoczęła Barcelona, która starała się grać szybkim atakiem pozycyjnym. Real ustawiał się bardzo wysoko, dlatego gdy tylko miał piłkę, piłkarze Luisa Enrique stosowali pressing, aby po przechwycie długim podaniem uruchomić któregoś z napastników. Pierwszą dogodną sytuację miał w 9. minucie Suárez, ale w dogodnej sytuacji nie oddał strzału. Kolejne okazje pod bramką Navasa mieli Rakitić (obronił bramkarz Realu) oraz Messi, który był faulowany przez Ramosa na linii pola karnego. Sędzia nie użył jednak gwizdka i nie podyktował stałego fragmentu gry dla Barçy.
W 30. minucie obudził się Real za sprawą Cristiano, który będąc w polu karnym oddał groźny strzał. Portugalczyk miał później jeszcze szansę z rzutu wolnego, a pod koniec pierwszej połowy w dogodnej sytuacji znalazł się Benzema, lecz fatalnie przestrzelił. Barcelona wymieniała sporo podań, ale wraz z upływem minut w pierwszej połowie miała problem z zagrożeniem bramce Navasa. Gdony odnotowania był jednak strzał Alvesa w 41. minucie, który huknął z narożnika pola karnego, lecz minimalnie za wysoko. Do przerwy 0:0.
Pierwszy kwadrans po przerwie to kilka ataków i dwie bramki. Barça przycisnęła i po rzucie rożnym, w 55. minucie, Piqué dał jej prowadzenie. Z korzystnego wyniku Katalończycy cieszyli się jednak tylko siedem minut, bo zamiast iść za ciosem, pozwolili rywalowi rozwinąć skrzydła. W 62. minucie goście wyprowadzili szybką kontrę, piłka trafiła do Kroosa, ten wstrzelił piłkę w pole bramkowe Bravo, a tam świetnie do strzału złożył się Benzema doprowadzając do wyrównania.
Kolejne 15 minut to przestój w grze obu zespołów, za to ostatni kwadrans obfitował w wydarzenia. Najpierw mocno przycinsął Real, bramkę zdobył nawet Bale, ale sędzia uznał, że Walijczyk faulował Jordiego Albę. Chwilę później za ostry faul na Suárezie drugą żółtą kartkę zobaczył Ramos i wydawało się, że od tej pory Barcelonie będzie łatwiej. Ataki gości od dłuższego czasu były jednak groźniejsze i kolejna taka akcja zakończyła się golem. Z prawej strony boiska piłkę dogrywał Bale, Alves nie dał radę Ronaldo, a ten spokojnie przyjął piłkę i trafił do bramki mimo rozpaczliwej interwencji Bravo. Na Camp Nou zimny prysznic. Do końca spotkania Barça nie zdziałała już niczego i poniosła pierwszą porażkę od października ubiegłego roku.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Barcelona nie włożyła w to spotkanie maksimum zaangażowania, serca i intensywności. Być może było to spowodowane nadchodzącym meczem z Atlético, ale i on nie może usprwiedliwiać indolencji, jakiej dzisiaj byliśmy świadkami - zwłaszcza po przerwie. Real odrobił trzy punkty i do Barcelony traci siedem. Atlético, po dzisiejszym zwycięstwie z Betisem, już tylko sześć. Na siedem kolejek przed końcem Ligi znów zastanawiamy się, czy sprawa mistrzowskiego tytułu wciąż jest otwarta.
Komentarze (2900)