Claudio Bravo udzielił wypowiedzi tuż po zakończeniu meczu piątej kolejki kwalifikacji do Mistrzostw Świata 2018, w którym Chilijczycy ulegli Argentyńczykom na własnym stadionie 1:2.
– Wyszliśmy na prowadzenie, ale nie potrafiliśmy wytrzymać. W takich meczach szczegóły drogo kosztują, a to skończyło się straceniem dwóch goli. Był to dla nas dziwny pojedynek, nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy utraty dwóch graczy w pierwszej połowie. My nie potrafiliśmy wykorzystać korzystnego wyniku, a potem wydarzyły się różne rzeczy, takie jak przy drugim golu, gdy mieliśmy na murawie jednego piłkarza mniej, ponieważ nie zdążyliśmy dokonać zmiany. To szczegóły, które pomagają zyskać przewagę. Stawiliśmy czoła w obliczu wszystkich kontuzji, jakie mieliśmy, i wciąż graliśmy w ten sam sposób – dokonał analizy spotkania przeciwko Argentynie chilijski bramkarz Barçy.
– Było to wspaniałe spotkanie, ładny spektakl dla widzów, jednak niestety pozostaliśmy ze smutkiem spowodowanym porażką. Sam mecz był na wysokim poziomie. My daliśmy z siebie wiele, tak, jak robimy to za każdym razem. Argentyna starała się grać z kontry. Wiele razy neutralizowaliśmy jej ataki, jednak czasem mieliśmy pecha przy niektórych zagraniach, które kosztowały nas cały mecz – powiedział Bravo.
– Przez prawie całe spotkanie graliśmy na połowie rywala. Jesteśmy zadowoleni, ponieważ pomimo wielu kontuzji zespół funkcjonował bardzo dobrze i stawiał czoła w każdym momencie. Nie widzieliśmy, aby Argentyna była lepsza, jednak to gole dają punkty – zaznaczył dumny ze swojego zespołu kapitan Chile.
Na koniec Bravo wyraził swój smutek z powodu sankcji, jaką będzie musiał odbyć podczas najbliższego spotkania przeciwko Wenezueli (bramkarz Chile zobaczył drugą żółtą kartkę w kwalifikacjach, co skutkuje przymusowym odpoczynkiem). – To smutne, ponieważ każdy zawsze chce grać, tym bardziej po rozegraniu setnego meczu w reprezentacji (starcie z Argentyną było dla Bravo spotkaniem numer sto w barwach La Rojy - przyp.red.). Pamiętam, że w poprzednich kwalifikacjach pokazano mi kartkę w pierwszym meczu, a potem nie otrzymałem ani jednego napomnienia. Liczyłem, że teraz będzie podobnie, jednak to ryzyko, jakie się podejmuje, gdy w ostatniej minucie chce się zdobyć gola, jednak zagranie nie wychodzi po twojej myśli.
Komentarze (10)