Remis oddany bez walki

Daniel Olbryś

20 marca 2016, 15:10

1903 komentarze

Villarreal CF

VIL

Herb Villarreal CF

2:2

Herb Villarreal CF

FC Barcelona

FCB

  • Cedric Bakambu 57'
  • Jérémy Mathieu 63' (sam.)
  • 20' Ivan Rakitić 
  • 40' (k.) Neymar Jr 
  • Niedziela, 20 marca 16:00
  • El Madrigal
  • Eleven

Po znakomitej pierwszej i bardzo słabej drugiej połowie spotkania Barça zremisowała z Villarrealem 2:2. Bramki dla gości zdobywali Rakitić i Neymar, dla gospodarzy trafiali Bakambu i Mathieu (samobój). Blaugrana powiększyła tym samym swą przewagę nad drugim w tabeli Atlético Madryt, ale niedosyt pozostaje, gdyż była szansa na niemalże zapewnienie sobie mistrzostwa.

W spotkanie lepiej weszli gospodarze, którzy zaledwie minutę po rozpoczęciu zawodów po groźnej akcji z lewej strony trafili w słupek. Zdecydowanie widać było, że El Madrigal to jeden z najtrudniejszych terenów w La Lidze - z czołowych zespołów wygrała tam tylko Celta Vigo. Po kilku minutach Barça odzyskała jednak rytm i zaczęła groźnie atakować, korzystając z faktu, że podopieczni Marcelino nie zamknęli się we własnym polu karnym i zostawiali sporo miejsca na swojej połowie. Gol padł jednak nie po płynnej akcji, a po stałym fragmencie gry. W 20. minucie dośrodkowywał Messi, piłkę zablokował Trigueros, a ta spadła pod nogi Rakiticia, który płaskim strzałem otworzył wynik. Mecz szybko wymknął się spod kontroli również sędziemu, który najpierw dostrzegł niewidzialną rękę Piqué, a później w sytuacji, gdy Katalończyk ewidentnie zagrał piłkę tą częścią ciała, zignorował to. Równie niezrozumiała była żółta kartka dla Ardy. Prawdziwe emocje miały jednak dopiero nadejść... Po dłuższym okresie dominacji Barçy w 40. minucie znakomite prostopadłe podanie do Neymara posłał Messi, Brazylijczyk próbował minąć Sergio Asenjo i... padł w polu karnym. Wszyscy spojrzeli na sędziego Martíneza, a ten bez wahania wskazał na wapno. El Madrigal zagotowało się, ale o zmianie decyzji nie mogło być mowy. Do piłki podszedł sam poszkodowany i w stylu a'la Panenka skierował piłkę do bramki, podwyższając prowadzenie Azulgrany. Do przerwy było zatem 2:0 i wszystko rysowało się w różowych barwach.

Pierwsze minuty po przerwie nie wskazywały na to, by sytuacja miała ulec jakiejkolwiek zmianie. Barça komfortowo utrzymywała się przy piłce, wymieniała podania i próbowała stworzyć sobie kolejne okazje. W 54. minucie chcący dać swym piłkarzom odrobinę odpoczynku Luis Enrique wpuścił na boisko Jérémy'ego Mathieu i Daniego Alvesa w miejsca odpowiednio Gerarda Piqué oraz Ardy Turana. Od tego momentu zaczął się rollercoaster... Dosłownie chwilę później, w 57. minucie, stratę zaliczył Dani Alves, Villarreal rozegrało szybką akcję, na pozycję wyszedł Denis Suárez i oddał strzał, obroniony przez Claudio Bravo. Na dobitkę czekał jednak Bakambu i zrobiło się 2:1. Coś niedobrego stało się z katalońską defensywą - cały blok zaczął popełniać szkolne błędy i pozwalać piłkarzom z El Madrigal na przeprowadzanie kolejnych groźnych akcji. Po jednej z nich piłkę na rzut rożny wybił Sergio Busquets. Dośrodkowanie Denisa Suáreza spadło wprost na rękę... Mathieu, który skierował piłkę do własnej bramki. Remontada stała się faktem. Gospodarze zagrali agresywnym pressingiem, zdecydowanie odzyskali rytm gry i w drugiej połowie stali się nie do powstrzymania dla "śpiącej" Barcelony. Magiczne tridente również niewiele mogło zdziałać przeciw świetnie dysponowanej tego dnia defensywie Submarino Amarillo. Ostatecznie do końca meczu, mimo wielu ataków z jednej i z drugiej strony, nie padły już bramki i Barça wywiozła z El Madrigal zaledwie remis.

Oczywiście nie miałoby sensu rozpaczanie nad grą Barçy, ponieważ tego typu spotkania zdarzają się każdej drużynie. Dość powiedzieć, że z terenu Villarrealu mało która drużyna z czołówki wywoziła punkty. 39. kolejny mecz bez porażki stał się faktem, imponująca seria trwa, jednak gra Barçy w drugiej połowie mogła zastanawiać. Zachowawczo, bez drygu, bez prób destabilizacji obrony rywala... Dobrze, że zbliża się przerwa na mecze reprezentacji, ponieważ w grę Dumy Katalonii zaczęła wkradać się pewna stagnacja. Oby za dwa tygodnie było lepiej i oby piłkarze Blaugrany rozpoczęli kwiecień z wysokiego "C", pokonując Real Madryt w El Clásico na Camp Nou. Od tamtej pory nie będzie bowiem miejsca na błędy i przypadkowe straty punktów, zarówno w lidze, jak i w rozgrywkach pucharowych.

Poleć artykuł

Komentarze (1903)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Rozumiałbym Wasze lamentowanie, gdyby wczoraj wygrało Atletico, ale teraz? Gramy z czwartą drużyną ligi, na wyjeździe, po cholernie ciężkim okresie z grą co trzy dni. Zmiany Lucho beznadziejne. Pomylił się, ale kto nie popełnia błędów?

@Eto'o9 R10: Sezonowcy na La Rambla :D

@Eto'o9 R10: Zmiany Enrique nie były beznadziejne, a logiczne. To, że Mathieu nie wszedł w mecz to już zupełnie inna sprawa.
« Powrót do wszystkich komentarzy