Luis Enrique zawsze był skłonny do rywalizacji. Jako piłkarz pokazywał kombinację swojego charakteru i piłkarskich umiejętności, a jako trener zaszczepia w graczach ambicję i ciągły głód zwycięstw.
Rewanżowy mecz z Valencią nie był inny, mimo że w pierwszym spotkaniu Barça wygrała 7:0, a na boisku grali niemal wyłącznie zmiennicy. Widoczne to było w 32. minucie, kiedy to po dobrym rozpoczęciu pojedynku drużyna zbytnio się rozluźniła. Szansa pobicia rekordu spotkań bez porażki, który wyrównany został w wygranym 2:0 meczu z Levante, powoli malała. Dla trenera było to niedopuszczalne.
Najpierw doszło do dogodnej sytuacji bramkowej dla Miny po dośrodkowaniu Piattiego. Ten strzał udało się jednak wybić Mathieu. Później w 32. minucie Villaba uderzył z wolnego miejsca na boisku i jego strzał prześlizgnął się po poprzeczce bramki ter Stegena. Reakcja Luisa Enrique była natychmiastowa. Asturyjczyk rzucił butelką o ziemię i wybiegł z ławki rezerwowych, klnąc i krzycząc do piłkarzy: "dalej!". Drużyna zaczęła momentalnie przesuwać formacje i wychodzić spod nieśmiałego pressingu Valencii.
Mimo to nieuwaga środkowych obrońców doprowadziła do wbiegnięcia Negredo w pole karne i jego bramki na 1:0. Napastnik wyszedł sam na sam z ter Stegenem i szczęśliwie pokonał Niemca.
Komentarze (25)