Być może starsi użytkownicy pamiętają tę serię, ale dla niektórych będzie to zupełna nowość. 5-10-15 to cykl, w którym przypominamy spotkania FC Barcelony z najbliższym ligowym rywalem, na stadionie, gdzie przyjdzie rozgrywać mecz, odpowiednio 5, 10 i 15 lat temu. Specjalnie na El Clásico postanowiliśmy odkurzyć serię.
Cofniemy się między innymi do mistrzowskiego sezonu 2010/2011, kiedy Pep Guardiola toczył wojnę z José Mourinho, a na Santiago Bernabéu padł remis 1:1. W końcu przeniesiemy się do czasów Ronaldinho i jego magicznego wieczoru, kiedy otrzymał owację na stojąco od kibiców Królewskich. Na samym końcu prześledzimy Klasyk z sezonu 2000/2001, kiedy Katalończycy do ostatniej kolejki walczyli o Ligę Mistrzów, a ostatecznie zapewnił im ją Rivaldo po niezapomnianej przewrotce w starciu z Valencią. Jak to wszystko się rozgrywało? Dowiecie się w specjalnej edycji 5-10-15.
16 kwietnia 2011 „Festiwal rzutów karnych”
Tło
Jeżeli myślimy o Klasykach z sezonu 2010/11, to z całą pewnością na początku przywołujemy kosmiczny mecz na Camp Nou, kiedy Barcelona rozgromiła Real Madryt prowadzony przez José Mourinho 5:0.
target="_blank">La Manita przejdzie do historii jako kolejne upokorzenie największego rywala przez Dumę Katalonii Pepa Guardioli.
Od listopadowego Klasyku obie drużyny całkowicie zdominowały Primera División. O ile zespół Guardioli był niemal perfekcyjny i miażdzył swoich rywali jak rozpędzony walec, o tyle Realowi zdarzały się wpadki - przede wszystkim porażki z
target="_blank">Osasuną i
target="_blank">Sportingiem. Przed El Clásico w 32. kolejce na Santiago Bernabéu Barcelona miała aż osiem punktów przewagi nad Realem Madryt. „Nie wygraliśmy ligi. Jeśli w Madrycie uzyskamy dobry wynik, to zrobimy ogromny krok do mistrzostwa. Oczywiście mamy osiem punktów przewagi, ale mam wrażenie, że aby wygrać ligę, musimy wygrać na Bernabéu”, uspokajał przed meczem Pep Guardiola. Sygnał był jasny - w Madrycie liczyło się tylko zwycięstwo.
El Clásico
Kwietniowe starcie na Santiago Bernabéu było dopiero początkiem sagi, która czekała kibiców na całym świecie przez najbliższe dni. Liga, finał Pucharu Króla, a na końcu dwumecz o finał Ligi Mistrzów. Cztery Klasyki w tak krótkim okresie musiały skutkować wieloma kłótniami, napiętą atmosferą (ciągle podgrzewaną przez José Mourinho) i nieporozumieniami w reprezentacji Hiszpanii. To była wojna.
Ten pierwszy Klasyk z całą pewnością miał najmniejszą wagę. Liga była niemal rozstrzygnięta, a finał Pucharu Króla i półfinał Ligi Mistrzów miały dopiero nadejść. Mimo wszystko obie drużyny zagrały w niemal najmocniejszych składach, a Barcelona była dodatkowo wzmocniona powrotem po kontuzji Carlesa Puyola.
Real Madryt: Iker Casillas; Sergio Ramos, Raúl Albiol (51’ czerw. kartka), Ricardo Carvalho, Marcelo; Pepe, Sami Khedira, Xabi Alonso (66’ Álvaro Arbeloa), Ángel Di María (66’ Emmanuel Adebayor), Cristiano Ronaldo; Karim Benzema (56’ Mesut Özil)
FC Barcelona: Víctor Valdés; Dani Alves, Carles Puyol (57’ Seydou Keita), Gerard Piqué, Adriano (79’ Maxwell); Xavi Hernández, Sergio Busquets, Andrés Iniesta; Pedro Rodríguez (65’ Ibrahim Afellay), Leo Messi, David Villa
Po pierwszym gwizdku sędziego widać było, że najważniejsze mecze dopiero mają nadejść. Duma Katalonii kontrolowała przebieg spotkania i bardzo szybko uzyskała ogromną przewagę w posiadaniu piłki. Sytuacji jednak brakowało. Podopieczni Pepa Gaurdioli od święta pozwalali na dotknięcie piłki gospodarzom, co udowadniały statystyki. 75%-25% na korzyść mistrza w tak prestiżowym meczu to sytuacja doprawdy niespotykana. Defensywna taktyka José Mourinho opłaciła się - do przerwy bramek nie oglądaliśmy.
Druga połowa rozpoczęła się od idiotycznego zachowania w polu karnym Raúla Albiola, który ewidentnie sfaulował Davida Villę, za co szybko wyleciał z boiska. Na Santiago Bernabéu był tylko jeden człowiek, który faulu nie widział - José Mourinho. Jedenastkę wykorzystał Leo Messi, a Barcelona mogła w końcu cieszyć się z prowadzenia. Po dominacji Barcelony dość nieoczekiwanie inicjatywę przejęli osłabieni gospodarze. Skutki utraty kontroli na meczem okazały się opłakane. W 81. minucie fatalny błąd popełniła katalońska defensywa. W polu karnym Dani Alves faulował Marcelo i arbiter bez chwili wahania wskazał na wapno. Jedenastkę bardzo pewnie wykorzystał Ronaldo i było 1:1. Dla Barcelony ten remis oznaczał niemal pewne mistrzostwo Hiszpanii, natomiast w jakiej kondycji był Real Madryt może świadczyć fakt, że dla Królewskich ten podział punktów był jak mistrzostwo świata.
Po meczu
José Mourinho w sezonie 2010/11 narzekał na niemal wszystko. Terminarz był zły, sędziowie byli źli, prognoza pogody była zła, a o układzie gwiazd lepiej nie wspominać. Dlatego na pomeczowej konferencji prasowej nie było zaskoczenia, kiedy portugalski szkoleniowiec zaatakował arbitra. „To, czego chcemy, to takie same traktowanie obu drużyn. Zasady są takie same, a ja jestem zmęczony grą w dziesięciu. Raúl Albiol opuści finał Pucharu Króla za faul, którego nie było. Jak zwykle, gdy dziesięciu gra przeciwko jedenastu, to bardzo trudne rywalizować wtedy z Barceloną. Arbiter powinien pokazać czerwoną kartkę Alvesowi. Chciałbym kiedyś zagrać z Barceloną, gdy ta ma do dyspozycji dziesięciu zawodników”, mówił Mourinho. Jego wojenki opłaciły się w
target="_blank">wygranym 1:0 finale Copa de Rey po golu Cristiano Ronaldo. Rewanż Barcelony nastąpił w półfinale Ligi Mistrzów. Znów nie obyło się bez kontrowersji, bez płaczu Mourinho, a do historii przejdzie jedna z konferencji Portugalczyka i słynne „
target="_blank">por que?”. My zapamiętamy przede wszystkim
W sezonie 2005/06 byliśmy świadkami Klasyku na Santiago Bernabéu, który przejdzie do historii. Klasyku, do którego będziemy wracać latami, żeby podziwiać nie tylko geniusz Ronaldinho, ale również piękne zachowanie madryckiej publiczności. 19 listopada 2005 roku zapisał się na kartach tej świętej wojny jako dzień magiczny, zwłaszcza dla kibiców Barcelony.
Przed El Clásico w 12. kolejce Primera División Barcelona zajmowała drugie miejsce w ligowej tabeli, mając na koncie 22 punkty. Real Madryt miał zaledwie jedno „oczko” mniej i plasował się na trzeciej pozycji. Liderem dość niespodziewanie była wówczas Osasuna, w której rozwijał się między innymi talent Raúla Garcíi.
Warto pamiętać, że to nie była liga, w której Real Madryt i Barcelona wyraźnie dominowały, a reszta stawki była tylko tłem. Do Klasyku Duma Katalonii przystępowała z bilansem sześciu wygranych, czterech remisów i jednej porażki, natomiast Królewscy siedem razy zwyciężali, ale aż czterokrotnie uznawali wyższość rywali. W tabeli panował nieprawdopodobny ścisk. Klasyk? Jako ciekawostkę można napisać, że hiszpańska prasa zapowiadała go jako pojedynek dwóch młodych gwiazd, czyli Robinho kontra Messi. Występ tego ostatniego do samego końca stał jednak pod znakiem zapytania, ponieważ Argentyńczyk miał problemy z uzyskaniem licencji na występy w Primera División. „Zawsze znajdą się ludzie, którzy zrobią wszystko, by nam przeszkodzić. Leo to rozumie, jest to piłkarz, który zamiast niepotrzebnie spierać się czy dyskutować woli dać z siebie wszystko na boisku”, komentował całe zamieszanie Frank Rijkaard.
El Clásico
Barcelona wracała na Santiago Bernabéu z żądzą rewanżu. W poprzednim sezonie podopieczni Franka Rijkaarda przegrali na tym stadionie 2:4, dlatego tym razem chcieli zrobić wszystko, żeby pokonać odwiecznego rywala. Jedynym osłabieniem Katalończyków był brak Marka van Bommela, ale dużym wzmocnieniem był młodziutki Leo Messi, który ostatecznie dostał pozwolenie na występ w ligowym spotkaniu. Natomiast Vanderlei Luxemburgo w końcu mógł liczyć na Zidane’a, Ronaldo oraz Julio Baptistę. Poza składem znalazł się Jonathan Woodgate, ale to raczej niespodzianką nie było. Historię kontuzji Anglika doskonale pamiętamy.
Real Madryt: Iker Casillas; Míchel Salgado, Sergio Ramos, Ivan Helguera, Roberto Carlos; Pablo García (66’ Julio Baptista), David Beckham, Zinedine Zidane, Raúl (63’ Guti); Robinho, Ronaldo
FC Barcelona: Víctor Valdés; Oleguer, Carles Puyol, Rafa Márquez, Gio; Edmilson, Xavi Hernández, Deco, Leo Messi (70’ Andrés Iniesta); Ronaldinho, Samuel Eto'o
Od pierwszego gwizdka Iturralde Gonzáleza mecz na Santiago Bernabéu był bardzo chaotyczny, a walka rozgrywała się przede wszystkim w środku pola. Nie brakowało ostrych starć, sporej liczby fauli, a piłkarze nie mieli zamiaru myśleć o odstawianiu nóg. Do głosu szybko doszły dwie młode gwiazdy obu drużyn, czyli Robinho i Leo Messi. Z całą pewnością to Argentyńczyk prezentował się dużo lepiej i już wtedy było widać, że dysponuje kosmicznym talentem. Tamten Klasyk miał jednak innego bohatera…
Ronaldinho, bo o nim mowa, od początku sezonu znajdował się w świetnej formie, ale na Santiago Bernabéu eksplodował i rozegrał swój jeden z najlepszych meczów w koszulce Barcelony. Po raz pierwszy błysnął już po niecałych dziesięciu minutach, kiedy obsłużył Samuela Eto’o niezwykłym podaniem, ale napastnik Barçy w sytuacji sam na sam z Casillasem strzelił obok bramki. Pięć minut później Kameruńczyk już się nie pomylił. Akcję, którą później będzie powtarzał setki razy, przeprowadził Leo Messi, piłka nieco przypadkowo trafiła pod nogi Samuela Eto’o, a ten w takich sytuacjach jest bezbłędny (dla Eto'o była to jedenasta bramka w sezonie).
Real Madryt kompletnie nie potrafił się pozbierać, grał fatalnie i popełniał kolejne błędy w defensywie. Świetne zawody rozgrywał wspomniany Leo Messi, ale Argentyńczykowi brakowało szczęścia i skuteczności, żeby pokonać Ikera Casillasa. W drugiej połowie Barcelona była bardziej bezlitosna dla słabo dysponowanego rywala, a swoją magię zaprezentował Ronaldinho. Koncert rozpoczął się w 60. minucie, kiedy przeprowadził typową dla siebie indywidualną akcję. Jak tyczki minął dwóch obrońców Królewskich, którzy mogli poczuć się jak dzieci we mgle, a następnie nie dał szans Casillasowi, który swoją drogą jako jedyny z Realu Madryt nie został na ten mecz w szatni. W 78. minucie Ronaldinho błysnął po raz drugi. Ówczesna „dziesiątka” Barcelony znów ośmieszyła defensywę Los Blancos i po indywidualnej akcji podwyższyła na 3:0. Santiago Bernabéu nie pozostało nic innego jak nagrodzić Ronniego owacją na stojąco. To była
„To było coś niezwykłego. Myślę, że takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często w karierze piłkarza”, powiedział po meczu Ronaldinho. „Nieprawdopodobne. Muszę podziękować madryckiej publiczności, ponieważ tego wieczora była wyjątkowa. Dzisiaj wygrał spektakl. Nic dziwnego, że obok naszego zwycięstwa najwięcej mówi się o kibicach zgromadzonych na Santiago Bernabéu. Byłem w szoku, tak samo jak inni piłkarze Barcelony. Dziękuję”, mówił strzelec pierwszego gola Samuel Eto’o. Z całą pewnością właśnie takie momenty zapisują się w historii, dzięki takim momentom kochamy futbol. Ronaldinho pokazał nieprzeciętny talent, ale tego wieczora błysnął jeszcze inny piłkarz, Leo Messi. Argentyńczyk dopiero rozpoczynał wielką karierę. Jego chwila dopiero miała nadejść. Co było dalej? Barcelona sięgnęła po drugie mistrzostwo Hiszpanii z rzędu, a do tego dorzuciła wielki
Po zdobyciu wicemistrzostwa Hiszpanii (Barcelona w lidze przegrała jedynie z Deportivo) i odpadnięciu w półfinale Ligi Mistrzów z katalońskim gigantem pożegnał się Louis van Gaal. Razem z odejściem Holendra na Camp Nou przeprowadzono małą rewolucję kadrową, a najgłośniejszym transferem z całą pewnością było przejście Luisa Figo z Barcelony do Realu Madryt. W statystykach zapisał się jako najdroższy piłkarz na świecie, w oczach fanów Realu jako nowy idol, a w pamięci socios jako największy zdrajca i sprzedawczyk. To właśnie ze względu na osobę Portugalczyka pierwsze El Clásico z sezonu 2000/01 rozgrywane na Camp Nou zapisało się w historii, a
Szkoleniowcem Barcelony w sezonie 2000/01 był Lorenzo Serra Ferrer, który od samego początku musiał sobie radzić z ogromną presją. Duma Katalonii przez cały sezon nie zachwycała, z Ligą Mistrzów pożegnała się już w fazie grupowej, a na domiar złego zawodzili ściągnięci za duże pieniądze Marc Overmars i Emmanuel Petit. Przed Klasykiem w 25. kolejce Primera División Barça zajmowała czwartą pozycję i do prowadzącego Realu Madryt traciła aż dziewięć punktów.
El Clásico
To jeden z tych Klasyków, które jeszcze przez długie tygodnie po końcowym gwizdku arbitra będzie wywoływać ogromne kontrowersje. Nie ze względu na wspaniały mecz, ale przez sędziego, który ukradł Barcelonie zwycięstwo, a Rivaldo hat-trick na Santiago Bernabéu. To mogła być bramka, która przywróciłaby do życia przechodzącą kryzys Dumę Katalonii, tymczasem rzeczywistość była kompletnie inna.
Lorenzo Serra Ferrer, wiedząc, że Barcelona może uratować sezon tylko zwycięstwem na Santiago Bernabéu, rzucił na murawę wszystko, co miał najlepsze. Ciekawostką na pewno będzie obecność w pierwszej jedenastce Pepa Guardioli i Luisa Enrique, czyli późniejszych szkoleniowców Barçy. Vicente Del Bosque w końcu mógł skorzystać z usług Claude'a Makelele, a miejsce w wyjściowym składzie, w porównaniu do wcześniejszych kolejek, stracił Guti.
Real Madryt: Iker Casillas; Míchel Salgado, Fernando Hierro, Aitor Karanka, Roberto Carlos, Claude Makelele, Ivan Helguera, Luis Figo, Steve McManaman (76’ Pedro Munitis); Fernando Morientes (60’ Guti), Raúl González
FC Barcelona: Pepe Reina; Michael Reiziger, Frank de Boer, Philip Cocu, Sergi; Gabri, Josep Guardiola (81’ Xavi Hernández), Luis Enrique (70’ Alfonso), Rivaldo; Patrick Kluivert, Marc Overmars (86’ Gerard)
To był szalony Klasyk, a Barcelona jeszcze raz pokazała, że może zawodzić przez cały sezon, jednak na Santiago Bernabéu i tak zobaczymy inną drużynę. Duma Katalonii od pierwszej minuty postawiła gospodarzom trudne warunki, ale w kapitalnej dyspozycji był Iker Casillas. Na nieszczęście w siódmej minucie błąd popełnił Pep Guardiola, a centrostrzał rodem z ekstraklasy Roberto Carlosa na bramkę zamienił Raúl González. Wyrównanie nadeszło w 36. minucie. Frank de Boer zagrał do Patricka Kluiverta, ten sprytnie przepuścił piłkę do Luisa Enrique, a Hiszpan idealnie zagrał do Rivaldo. Brazylijczyk z zimną krwią minął Casillasa i trafił na 1:1. 60 sekund później defensywa Barçy popełniła kolejny katastrofalny błąd. Serię niefortunnych zdarzeń dopełniła niefrasobliwa interwencja Pepe Reiny, a Raúl zdobył jednego z najłatwiejszych goli w swojej karierze.
Jeszcze przed przerwą Barcelona mogła wyrównać za sprawą Patricka Kluiverta, ale strzał głową Holendra w niezwykły sposób obronił Casillas. Co nie udało się w pierwszej połowie, powiodło się w drugiej części gry. Ataki Dumy Katalonii przyniosły wyrównanie w 70. minucie, a o swoim geniuszu przypomniał Rivaldo, czyli człowiek, który w pojedynkę ratował beznadziejny sezon swojego zespołu. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się remisem 2:2, przyszła
target="_blank">jedna z najbardziej kontrowersyjnych akcji w historii El Clásico. Rivaldo przyjmuje przed polem bezpańską piłkę po czym oddaje strzał, który odbija się od Ivana Helguery i wpada do siatki. Sędzia jednak odgwizduje pozycję spaloną… Dezorientacja. Jak się później okazuje, arbiter uznał, że piłka odbiła się od zawodnika Barcelony, nie Realu Madryt. Futbol jeszcze raz pokazuje swoją okrutną stronę. Rivaldo kończy z dubletem, a Barça z zaledwie jednym punktem.
Po meczu
O kradzieży na Santiago Bernabéu będzie się mówić jeszcze długo, ale konsekwencje tego remisu będą dla Barcelony dużo bardziej bolesne. To właśnie od Klasyku w 25. kolejce Primera División rozpocznie się czarna seria podopiecznych Ferrera. W dziewięciu kolejnych spotkaniach Duma Katalonii wygra zaledwie raz, remisując aż siedmiokrotnie. To sprawi, że w ligowej tabeli spadnie za Valencię i do ostatniej kolejki będzie musiała się bić o miejsce w Lidze Mistrzów. Ostatecznie o wszystkim zdecyduje bezpośrednie starcie z Nietoperzami na Camp Nou. Barcelonie tylko wygrana dawała awans z piątej na czwartą pozycję w Primera División, natomiast Valencii wystarczał remis. Ten upragniony dla gości podział punktów utrzymywał się do 89. minuty spotkania 38. kolejki. Wcześniej na dwa gole Rivaldo odpowiadał Ruben Baraja.
target="_blank">Magiczna 89. minuta była już chwilą kosmiczną w wykonaniu brazylijskiego gwiazdora Barcelony. Przyjęcie piłki na klatkę piersiową i nieprawdopodobny strzał z przewrotki. Camp Nou oszalało. Prawie jakby stawką było mistrzostwo Hiszpanii.
Komentarze (124)