Absolutnie szalone spotkanie Barçy z Rayo zakończyło się wysokim zwycięstwem gospodarzy 5:2. Wynik może być cokolwiek mylący, gdyż to goście jako pierwsi wyszli na prowadzenie i mieli wiele okazji na zdobycie bramek. W ogólnym rozrachunku drużyną zdecydowanie lepszą była jednak ekipa z Camp Nou, mająca w swym składzie genialnego tego wieczoru Neymara, który popisał się tzw. "pokerem", czyli czterema trafieniami w jednym meczu.
Przedmeczowe zapowiedzi były jednoznaczne: Rayo przyjeżdżało na Camp Nou w roli skazańca, czekającego na jak najniższy wyrok. Wybitnie ofensywna taktyka Paco Jémeza, który ani myślał ustawiać autobusu przeciwko Barçy, z pewnością miała znaleźć odzwierciedlenie w końcowym rezultacie.
I tak faktycznie się stało, jednak początek był w wykonaniu ekipy z Madrytu imponujący. Rayistas biegali, walczyli za dwóch, zakładali pressing i tworzyli groźne akcje, niekoniecznie po kontratakach. Przypłacali to głupimi błędami w obronie, których Barça w pierwszych dziesięciu minutach nie była jednak w stanie wykorzystać. W 15. minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym piłkarze Rayo dośrodkowali w pole karne, a tam z bliska piłkę do siatki wpakował Javi Guerra. Nikt nie miał wątpliwości, że to "wypadek przy pracy", jednak na trybunach zapanowała lekka konsternacja. Nie minęło jednak siedem minut, a Duma Katalonii doprowadziła do wyrównania. Rzut karny bardzo pewnie (w przeciwieństwie do niedawnego spotkania z Las Palmas) wykorzystał faulowany chwilę wcześniej Neymar i było 1:1. W 32. minucie sytuacja wróciła do normy - kolejne genialne zagranie Neymara zakończyło się kolejnym faulem i kolejną jedenastką dla Blaugrany. Do strzału znów podszedł fenomenalny tego wieczoru Brazylijczyk i nie dał szans ratującemu do tej pory Rayo Toño. Do przerwy wynik pozostał bez zmian i drużyny skierowały się do szatni przy wyniku 2:1. Był to dopiero przedsmak tego, co miało czekać nas w drugiej części.
Ta również rozpoczęła się dość ospale w wykonaniu podopiecznych Lucho, którzy pozwolili Rayo na kilka naprawdę groźnych akcji. Wystarczy wspomnieć, że w przekroju całego spotkania piłkarze Paco Jémeza oddali tyle samo strzałów co zawodnicy z Camp Nou - 13. W 69. minucie po raz kolejny piłkarze z Madrytu zapłacili za swą wybitnie ofensywną postawę niebywałym gapiostwem w defensywie. Na małej przestrzeni piłkę rozegrał Neymar z Suárezem, Urugwajczyk oddał piekielnie mocny strzał, który Toño odbił, ale wobec dobitki Neya był już bezradny i na tablicy wyników zabrzmiał rezultat 3:1. To nie wystarczyło Brazylijczykowi, który minutę później wykorzystał "patelnię" od Suáreza i ponownie skierował piłkę do siatki. Taki przebieg wydarzeń zdecydowanie zniechęcił Rayo do dalszych ataków, które owszem, pojawiały się, ale z dużo mniejszą częstotliwością. Swój perfekcyjny występ uwieńczył za to Neymar, który znakomicie dośrodkował na piąty metr, a popularnemu Luisito nie pozostało nic innego, jak tylko przyłożyć nogę i zdobyć gola na 5:1. Przebieg boiskowych zdarzeń był na rękę Lucho, który dał odpocząć Busquetsowi i Alvesowi, wprowadzając w ich miejsce o dwie klasy gorszych Gumbau i Douglasa. Wynikiem tego był totalny chaos w poczynaniach defensywy Barçy pod koniec meczu i gol "na otarcie łez" dla Rayo, strzelony przez Jozabeda. Do ostatniego gwizdka nie wydarzyło się już nic szczególnego i Barça mogła cieszyć się z ważnych trzech punktów.
Bez wątpienia był to szalony pojedynek w wykonaniu obydwu drużyn, najważniejsze są jednak dziś (zawsze, ale dziś szczególnie) trzy punkty. Sam styl absolutnie nie powalił na kolana, gdyż Rayo zaprezentowało się znakomicie i tylko brak odpowiedniej jakości w ich szeregach poskutkował tym, że mecz zakończył się wynikiem 5:2, a nie na przykład 6:5. Z pewnością martwi postawa defensywy Blaugrany, która po raz kolejny pokazała ogromną niepewność i pozwoliła rywalowi wręcz "szaleć" pod bramką (dla odmiany) wracającego do dobrej formy Claudio Bravo. Cieszy postawa Neymara i Luisa Suáreza, którzy pod nieobecność Leo Messiego "ciągną" grę zespołu z przodu. Szczególnie ten pierwszy dał dziś popis magii i jeśli utrzyma taką skuteczność do powrotu La Pulgi, o ofensywę Barçy nie będziemy musieli się martwić. Teraz Barçę czeka teoretycznie łatwiejsze starcie na wyjeździe z BATE Borysów, w którym będzie ona musiała powalczyć o jak najwyższe zwycięstwo w kontekście późniejszej walki o pierwsze miejsce w grupie Ligi Mistrzów.
Komentarze (2701)