Przy Canaletes mówią. Degrengolada, demobilizacja, degradacja

Mateusz Bystrzycki

31 lipca 2015, 14:17

67 komentarzy

W zakończonej niedawno kampanii wyborczej hasło „Barça B” prekandydaci, chętnie i z trudną do ukrycia swadą, odmieniali przez wszystkie możliwe przypadki. Żaden z nich jednak nie pokusił się o merytoryczną diagnozę oczywistego kryzysu sportowego drugiej drużyny Barcelony. Ba, to m.in. decyzje podjęte w przeszłości przez zwycięskiego ostatecznie Josepa Marię Bartomeu były jednymi z kluczowych czynników na drodze ku upadkowi niedawnej chluby Dumy Katalonii.

Przed kampanią 2007/08 podjęto decyzję o likwidacji trzeciej drużyny Barcelony. Jej najzdolniejszych piłkarzy przesunięto do drugiej ekipy Blaugrany, której ster przejął Pep Guardiola. Szkoleniowiec z Santpedor odpowiadał za selekcję, a następnie rozwój i występy w czwartej de facto klasie rozgrywkowej najlepiej rokujących zawodników z bezpośredniego zaplecza drużyny seniorów. Awans drugiej drużyny do rozgrywek Segunda B oraz promocja jej najlepszych piłkarzy do teamu, który rok później wywalczył historyczny tryplet, zapoczątkowało narosły wokół Barçy B i La Masíi bezprecedensowy etos. Jego siłę wzmocniły kolejne sukcesy Barcelony Guardioli oraz reprezentacji Hiszpanii przepełnionej katalońskimi canteranos. Ponadto na podium Złotej Piłki za 2010 rok po raz pierwszy w historii w komplecie stawili się absolwenci jednej tylko akademii. To był ostateczny i niekwestionowany triumf tożsamości, wartości i filozofii Barçy oraz jej szkółki. W międzyczasie Luis Enrique pokonał z rezerwami kolejny szczebel rozgrywek, a Guardiola - właściwie całą swoją osobą i działalnością na poziomie instytucjonalnym - wzmocnił klubowe przekaz i narrację, wizerunkowo i marketingowo doskonale wpisujące się w hasło „więcej niż klub”. To ułatwiło polaryzację piłkarskiej Hiszpanii na „tę dobrą Barcelonę” - z wychowankami, wartościami i wręcz niewinnymi Messim i Guardiolą - i „ten niedobry Real” - z celebryckim przepychem, obrzydliwą mamoną i antypatycznym Mourinho. Do Barcelony i jej bohaterów, także tych najmłodszych, wzdychał cały futbolowy świat.

Niedoskonałe perpetuum mobile

W 2010 roku stanowisko prezydenta Barçy zajął Sandro Rosell, który postanowił błyskawicznie zaznaczyć swoją obecność w klubie. Niestety rozpoczął od przesadnego gmerania przy esencji Barcelony, jaką jest (była?) La Masía. Jej dyrektorem, w miejsce Alexanko, uczynił Guillermo Amora, którego kilka lat później wskazał jako winnego sankcjom FIFA i wyrzucił na bruk Josep Maria Bartomeu. Ponadto Barcelonę II włączono w strukturę futbolu profesjonalnego, a Andoni Zubizarreta postanowił, że odchodzącego do Romy Luisa Enrique zastąpi jeden z członków legendarnego „Dream Teamu” Johana Cruyffa Eusebio Sacristán. Były członek sztabu trenerskiego Franka Rijkaarda nie okazał się szkoleniowcem wiernym ideom swoich dawnych mistrzów. Postawił raczej na futbol siłowy, prosty i niewystawny, co natychmiast zahamowało indywidualny rozwój wkraczających do seniorskiego futbolu młodzieńców. Powyższe, wraz z odejściem z Camp Nou Guardioli, spowolniło przepływ canteranos do pierwszego zespołu. Co ważne, na przestrzeni kilku lat rezerwy Blaugrany opuścili zawodnicy jakościowi i bardziej doświadczeni, jak np. Marc Valiente, Víctor Vázquez, Nolito, Jonatan Soriano, Sergi Gómez czy Javier Espinosa. W połączeniu z odejściem do innych klubów kilku dobrze rokujących (m.in. Iago Falqué, Rubéna Rochiny, Oriola Romeu, Marca Muniesy czy Antonio Sanabrii) poskutkowało to znaczącym obniżeniem średniej wieku drużyny, ale również i jej jakości sportowej. Jeszcze w sezonie 2013/14 doskonała runda rewanżowa sprawiła, że ekipa o średniej wieku nieznacznie przekraczającej 19 lat wspięła się na 3. miejsce w tabeli. W letnim okienku transferowym Jordiego Masipa, Gómeza, Denisa Suáreza, Edu Bedię, Ilie Sáncheza czy Espinosę zastąpili m.in. Alen Halilović (18 lat), Gerard Gumbau (19), Bicho (18), José Aurelio Suárez (18) czy też Robert Costa (20). Średnia wieku Barçy B spadła więc do wartości na poziomie 18,91 (dane za transfermarkt.de). Trudno oprzeć się wrażeniu, że przesadnie uwierzono w siłę taśmy produkcyjnej La Masíi. Barcelona B miała być samowystarczalnym perpetuum mobile, napędzanym jedynie przez dopływ piłkarzy własnego wyrobu, incydentalnie wspieranym posiłkami z zewnątrz. Degradacja jakości sportowej dostrzegalna była zwłaszcza w tyłach, gdzie momentami wręcz groteskowe występy notowali Edgar Ié, Macky Bagnack, Diawandou Diagné, Robert Costa czy - nie ukrywam, mój „ulubieniec” - Patric (szczęśliwie jest już piłkarzem Lazio).

Spadek to nie tragedia

Zbiorowisko niedoświadczonych piłkarzy, w części opromienionych zwycięstwem w barwach Juvenilu A w młodzieżowej Lidze Mistrzów, potrzebowało szczególnej opieki i odpowiedniego prowadzenia. Już jesienią barcelonismo otrzymało niepokojące sygnały o postępującej erozji talentów rezerw Blaugrany. Żarty skończyły się we wrześniu, kiedy po trzech kolejnych zwycięstwach ekipa z Mini Estadi zanotowała serię raptem dwóch wygranych na dystansie aż 17 meczów! Szczególnie dotkliwa była porażka z Realem Valladolid aż 0:7. Eusebio bił na alarm, jako winnych kryzysu wskazując… swoich piłkarzy. - Część z naszych zawodników myślami jest już w pierwszym zespole. Bardziej dbają o swoje interesy niż o interes drużyny. Muszą skupić się na pracy w rezerwach, dopiero później będą mogli marzyć o grze u boku Messiego czy Neymara - mówił w styczniu szkoleniowiec z La Seca. Jego rozpaczliwe wołania przyniosły odwrotny od zamierzonego skutek. Niedoświadczona drużyna, nieustannie targana chaotycznymi zmianami personalnymi (np. w bramce czy na lewej obronie) i taktycznymi, sprawiała wrażenie zagubionej, rozdartej i pozbawionej pewności siebie. Dopiero w lutym, po przegranej z Realem Saragossa 0:4, szukający stabilizacji po styczniowym trzęsieniu ziemi sekretariat techniczny postanowił zwolnić Eusebio. Zarządzający La Masíą Jordi Roura doradzał Bartomeu zatrudnienie doskonale radzącego sobie z Juvenilem B Garcíi Pimienty. Bartu postawił jednak na Jordiego Vinyalsa, z pewnością kierując się świeżym wspomnieniem triumfu jego drużyny w młodzieżowej Lidze Mistrzów, nie zaś ówcześnie osiąganymi rezultatami, które pozostawiały sporo do życzenia. Co ciekawe sternik katalońskiego klubu bagatelizował dochodzące zza wypłowiałych murów Mini Estadi sygnały. - Barça B jest drużyną do formowania zawodników. Nam nie chodzi o sukcesy i wyniki. Spadek nie będzie tragedią. Wielu z aktualnych piłkarzy pierwszej drużyny awansowało do niej z trzeciej ligi - mówił w marcowym wywiadzie dla Canal+ Bartomeu. Wcześniej podobne słowa wypowiadał… zwolniony w styczniu Zubizarreta.

I tak zniechęceni i pogrążeni w sportowym kryzysie młodzi zawodnicy Barcelony B otrzymali od klubowych włodarzy demobilizujący przekaz. Z jednej strony piłkarze niby ciągle wierzyli w możliwość pozostania na drugoligowym froncie, o czym świadczyły m.in. zamieszczane przez nich na portalach społecznościowych komunikaty, z drugiej zaś ich przełożeni wtłaczali im do głów, że przecież degradacja do Segunda B nie będzie oznaczała końca świata.

 Ciosy również od swoich

Początkowo Vinyals wspierał swoich nieopierzonych podopiecznych w ich „don kichotowskiej” walce z widmem spadku. Jednak wraz z kolejnymi porażkami jego wystąpienia na konferencjach prasowych niebezpiecznie zbliżały się do tyrad Eusebio. 51-letni Katalończyk wskazywał na „brak dyscypliny poza boiskiem” oraz „mniejsze zaangażowanie i skupienie na pracy niektórych piłkarzy”. Niedoświadczony narybek Barçy B otrzymywał więc ciosy nie tylko od swoich ligowych rywali, ale również od tych, którzy przynajmniej w wystąpieniach publicznych powinni ich bezwzględnie bronić i wspierać. Jednocześnie z samej góry uzyskiwali regularnie odklepywaną mantrę - w rezerwach kształcimy i wychowujemy, a nie wygrywamy; spadek to nie dramat; nic się nie dzieje. Vinyals, czego w sumie należało się spodziewać, nie tchnął w drużynę nowego ducha. Ba, chwilowo odsunął od niej Sergiego Sampera, najzdolniejszego na zapleczu pierwszej drużyny, lidera zespołu i jednego z kapitanów, poniekąd wskazując palcem tego najbardziej winnego. Można tylko przypuszczać, jak ponure, smętne myśli przetoczyły się przez głowę 20-latka. Vinyalsowi nie po drodze było również z Adamą Traoré i Haliloviciem. Na minuty i występy w podstawowym składzie mogli za to liczyć dużo mniej uzdolnieni Gumbau, Juan Cámara, Pol Calvet, David Babunski czy Jean Marie Dongou. To nie mogło skończyć się inaczej - ostatnie miejsce w tabeli, raptem 9 zwycięstw, 24 porażki, 83 stracone bramki i 36 punktów, aż 5 straty do ostatniego bezpiecznego miejsca. Spadek z głośnym hukiem.

Odtrutką na regres i olbrzymiego kaca Barçy B miało być zatrudnienie w roli szkoleniowca Garcíi Pimienty, który przez kilka ostatnich tygodni sezonu 2014/15 pracował z Juvenilem A. Wspierany przez Rourę 40-latek zaplanował kadrę na nową kampanię, opracował system przygotowań oraz dobrał odpowiednich dla katalońskich rezerw sparingpartnerów. Okazało się jednak, że Bartomeu wycofał się ze złożonej wcześniej obietnicy i postanowił, że w przypadku zwycięstwa w lipcowych wyborach prezydenckich nowym coachem drugiej drużyny Blaugrany będzie Gerard López (czyli coś na kształt wolty Rosella wobec Óscara Garcíi z 2010 roku). W ferworze kampanijnej walki Bartu pokusił się nawet o określenie przyczyn regresu Barçy B: „o niektórych graczach zrobiło się zbyt głośno. Musimy wrócić do dyskrecji. Zbyt wiele mówi się o La Masíi. (…) Niektórzy piłkarze zbyt często trenują z pierwszą drużyną. Być może należałoby również ograniczyć liczbę ich występów w meczach Pucharu Króla”. Tym samym 52-latek ostatecznie (bo nie pierwszy raz) dowiódł, że nie powinien wypowiadać się na temat szkolenia młodzieży i futbolu formacyjnego, o podejmowaniu wiążących i strategicznych orzeczeń nie wspominając. Najpierw przyłożył rękę do zmian wprowadzanych przez Rosella, Zubizarretę i Amora, następnie niemal maniakalnie powtarzał, że Barcelona B powinna kształcić, a ewentualna degradacja nie jest czymś szczególnie przygnębiającym, po czym dwukrotnie zlekceważył stanowisko teoretycznie bardziej kompetentnego i decyzyjnego Roury, aby na końcu winę za degradację Barçy B przypisać szlachetnym wartościom klubu, promowanemu przezeń etosowi La Masíi i kruchej psychice zdolnych małolatów (w wielu przypadkach kuszonych wysokimi pensjami przez zagraniczne kluby, głównie te z Anglii). Co więcej postawiona przez Bartomeu w rozmowie z Mundo Deportivo teza jest zupełnie nietrafiona - otóż najlepiej rokujący canteranos powinni jak najczęściej uczestniczyć w treningach pierwszej drużyny. Nie zawsze i nie całą ławą, bo to mogłoby zaburzyć rytm pracy i obniżyć jakość zajęć seniorów. Ponadto możliwość uczestniczenia w sesjach pierwszej drużyny musi być nagrodą za dobre występy na boisku oraz właściwe zachowanie poza nim. Podobne kryteria powinny rządzić procesem powoływania młodocianych canteranos na mecze Pucharu Króla. Zwłaszcza we wstępnej fazie rozgrywek uczestnictwo utalentowanych adeptów z La Masíi powinno być jak największe. Bo niby kiedy mają zbierać ostateczne szlify? Gdzie mają uczyć się futbolu na najwyższym poziomie? Gdzie powinni oswajać się z presją związaną z występami w pierwszej drużynie? I wreszcie co ma być finalną weryfikacją ich umiejętności i przydatności w zespole, jak nie mecze w barwach tej najważniejszej Barçy?

53 mln euro za wychowanków

Jeszcze do niedawna wierzyłem, że zakaz transferowy wlepiony Barcelonie przez FIFA może mieć pozytywne aspekty. Liczyłem, że odblokuje on nieco zatęchły i zastały przepływ wychowanków do pierwszej drużyny. Bo w poczekalni do seniorów tłamsi się zbyt wielu utalentowanych młokosów. Jak się jednak okazało, naiwnie sądziłem, że Blaugrana ponownie zbliży się do wartości promowanych m.in. przez Oriola Torta, Laureano Ruiza, Cruyffa czy też Guardiolę. Tak się nie stanie, głównie dlatego, że Barça kieruje się dziś filozofią, która w 2003 roku doprowadziła do odejścia z Les Corts Cesca Fàbregasa, a rok później także Gerarda Piqué. Ich ponowne sprowadzenie na Camp Nou, wraz z odzyskaniem Jordiego Alby, kosztowało Dumę Katalonii 53 mln euro. Powrót do polityki kadrowej sprzed ponad 10 lat, sugerowana przez nowego dyrektora sportowego klubu Roberta Fernándeza strategia polegająca na sprzedawaniu młodych piłkarzy z opcją odkupienia zamiast wysyłania ich na wypożyczenie oraz wyraźna niechęć Lucho do wychowanków i zdolnych szczeniaków sprawiły, że m.in. Álex Grimaldo, Halilović, Samper czy Adama planują swoją najbliższą przyszłość z dala od Camp Nou. Z korzyścią dla rywali i szkodą dla unikalnej i niestety przebrzmiałej już tożsamości klubu, La Masíi i Barçy B. Być może za chwilę Barcelonę od Realu Madryt odróżniała będzie tylko historia.

Mateusz Bystrzycki, autor książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou”.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
konto usunięte

Degrengolada, demobilizacja, degradacja. Taka sytuacja.

Ja to bym chciał lucasa romero

ja bym kupił żeby się ogrywali młodych Brazylijczyków do Barcy B
typu Malcolm, Kennedy czy Barbosa a za 1-2 lata do pierwszego zespołu ^_^ chciałbym u nas Richairo Zivkovica i Federico Bonazzoliego zobaczyc jak sobie poradzą

Tyle się mówi o tym, że Barcę "w nagrodę" za tryplet tępi Madryt, sądy i UEFA, a najbardziej Barcelonę niszczy jej własny zarząd...

Skąd pomysł że LE nie lubi wychowanków?

Przecież wprowadził paru młodych... ktoś mnie oświeci skąd takie wnioski?

A poza tym tekst super.

Jeżeli przestaniemy stawiać na wychowanków to nie będzie kim zastąpić naszych zawodników... Gratuluję Realowi ,że przeprowadził transfery młodych i perspektywicznych zawodników :)

no i lucho preferuje twardszy odbiór w środku pola, dlatego przyszedł arda, a Ci 19-20 latkowie są dobrzy technicznie ale w odbiorze zasłabi fizycznie, taki pogba ma 22 lata i wygląda dobrze ale nie super fizycznie...

niestety ale wtedy był xavi i iniesta oraz messi, reszta można było dokoptować do tej drużyny, wymienieni wyżej zawodnicy kreowali tak grę, jak nikt na świecie, wiec jak busqutes czy pique obok puyola, albo pedro obok messiego, eto, villi, henry jak grał to nie było tego tak widać...teraz genialnej dwójki w środku pola nie mamy, gramy inaczej, szybciej, wiekszy pressing, kontry...teraz nie wolno nam popełniać za dużo błedów, bo gramy szybką piłką....a wcześniej kreowanie gry przez 2 karłów było niebotyczne, i jak grał jakiś nowicjusz to nie było tego tak widąc, nieodstawał od reszty....

Dlaczego wielu twierdzi ze nie ma miejsca na promowanie wychowankow bo sa lepsi?
Busuqets i Pique mieli lepszych od siebie i na poczatku wcale tak dobrze nie grali a jednak dalo sie ich wprowadzic i jeszcze 6 pucharow wpadlo.

Plusy i minusy Barcelony Enrique, choć zarzut niechęci do wychowanków jest chyba lekko przesadzony. Może po prostu woli pracę z bardziej doświadczonymi i ukształtowanymi piłkarzami, albo ma "wytyczne" od kierowników klubu o zdobywaniu trofeów ponad wszystko inne. Jeśli tak, nic dziwnego, że woli Turana, niż Halilovicia czy Mathieu zamiast Grimaldo. Mam tylko nadzieję, że klub zaopiekuje się młodymi zawodnikami, a trener rezerw będzie potrafił uporządkować to, co ma. Można o szkółce rozpisywać się godzinami, ale wszystko podsumowuje to, że jeśli klub ma stracić takich zawodników jak Samper, Adama, Halilovic i inni, chciałbym, mimo trofeów, żeby drużynę poprowadził ktoś, kto będzie potrafił wykorzystać potencjał tych zawodników, których ma.
konto usunięte

konto usunięte

Moim zdaniem autor ma trochę mylny obraz Barcelońskiej szkółki.
Zacznę od tego że do Realu Barcy jeszcze "troszke" brakuje.
Czy to chodzi o sprzedawanie z zyskiem zawodników czy o częstotliwość kupowania transferowych "gwiazd". A przede wszystkim sprzedawanie swoich wychowanków którzy potem ogrywa Real w pół finale LM.

Druga sprawa.
W La Masii nie będą co roku pojawiać się takie talenty jak Messi, Xavi czy Iniesta, tak złota generacja nie będzie pojawiać się co dwa lata,bo gdyby tak było Barca nie wydawałaby ani centa zdobywając tryplet co roku.
Nikt przecież nikt nie powie: " co tam tytuły, ważne że mamy samych wychowanków, hurra!!"

Według mnie teraz jest jeden główny problem. Od czasów Pepa staliśmy sie globalna marka, dorownalismy pod tym względem Realowi, do tego w 21 wieku jestes najlepszym zespołem. Presja zostania na szczycie jest ogromna co widać było po lamentach w trakcie dwóch sezonów po Pepie. Stawianie teraz regularnie na wychowanków to ogromne ryzyko, sadze ze pewien przymus liczenia sie z mniejsza ilością pucharów. Problem jednak ze ani kibice ani zarząd tego nie chcą. Bardzo musi wygrywać teraz nie potem. Tego właśnie chcą. Jak to ktoś powiedział LE nie buduje drużyny na lata tylko na teraz. Pytanie czy Bartomeu i naszemu trenerowi wystarczy odwagi by wbrew oczekiwaniom kibiców postawić na LA Masie?

Tylko dobry trener może pomóc im powrócić tam skąd spadli, bo skład nie jest zły. Obrona to kulała okropnie. Soriano to teraz jest grajek, tyle co on bramek ładuje i ma asyst. Dobrze mu zrobiły przenosiny do Austrii.

Ja osobiscie uwazam, ze przyczyna spadku nie jest niski potencjal czy male umiejetnosci druzyny tylko brak obroncow przez duze "O".
Mam na mysli kompletny brak atletyzmu w szeregach naszej mlodej druzyny jesli patrzymy na obrone. Niestety pozycja sr obroncy wymaga sily fizycznej jak zadna inna. Napastnik, pomocnik czy skrzydlowy nadrobia swe braki szybkoscia, sprytem badz technika ale obronca na dluzsza mete nie da sobie rady. Najlepsi SO jak Ramos, Hummels, Silva czy Pique to niezle "dziady" I to im pomaga.
Dlatego tyle bledow widzimy ze strony Masche a nasz zdolny Marc nie potrafi wygrac z nim rywalizacji z podobnych powodow.
Kiedy w Barcy B grali tacy gracze jak Bartra, Fontas, Gomes, Montoya czy Patric mielismy sporo wzrostu I sily z tylu a teraz mamy Portugalczyka Ca ktory jest dosc spory ale inteligencja nie grzeszy.
Potrzebujemy wychowankow ktorzy beda mezczyznami a nie wieszakami Muniesa . Nie wymagam od 20 latka by wygladal jak Sol Campbell ale z drugiej strony dlaczego polowa z nich wyglada jak szczapa?
Widzialem sporo meczy Barcy B I prezentowali to co pokazuja statystyki. Dobra gra w ataku I zenada w obronie. To co nasi obroncy wyprawiali w wiekszosci spotkan to byla komedia. Trenerzy takze nie pomagali.... no coz... V e B!!!

Czemu nie jestesmy tradycjonalistami w sprawach najwaznieszych jak tak? Przeszkadzaja nam reklamy na koszulkach, poziome pasy ale ladowanie gigantycznych pieniedzy w armie zaciezna juz nie. Naprawde malo kto podejmuje temat gdy pojawia sie kolejny artykul o Pogbie czy innym glosnym nazwisku. Czytam duzo o uwypukleniu problemu, ale o jego rozwiazaniu niemal wcale. Czytam, ze Laporta by zrobil co nalezy, ale wlasciwie co by zrobil? A dzialac trzeba bo czasy gdy na murawe wybiegala niemal jedenastka canteros byly czyms niezwyklym, czyms czego kazdy nam zazdroscil. Smutne to, ale naprawde za kilka lat gdy zegnac bedziemy Messiego czy Busquetsa moze pozegnamy jednoczesnie ostatniego liczacego sie wychowanka.

Barca jest ofiarą swoich własnych sukcesów. Jeżeli chce się co kolejkę ligową zgarniać 3 pkt to trzeba stawiać na doświadczonych graczy, chłopaki z rezerw zawsze mogą popełnić jakiś głupi błąd, zawalić bramkę lub nie wykorzystać 100% okazji bramkowej. Wprowadzenie szeroką ławą zawodników z rezerw do pierwszej drużyny mogłoby być okupione mniejszymi sukcesami, bo ci chłopacy muszą się jeszcze wiele nauczyć i na pewno nie będą tak pewni jak zawodnicy pierwszej drużyny. I tu pojawia się dylemat czy stawiać na pewniaków i ogranych zawodników czy wprowadzać wychowanków i liczyć się z ewentualnymi stratami punktów.

Piłka jest coraz bardziej wymagająca. Transfery coraz bardziej wystrzałowe ze względu na jakość. Ceny piłkarzy przekraczają sumy przyzwoitości. jak Grimaldo ma grać w najlepszym klubie na świecie? W seniorach, z dorosłymi ? Czasy Iniesty, Messiego, Pique już mijają. Barca kiedyś miała odwagę postawić na młodych. Teraz może to się wiązać ze stratą pkt, a później mistrzostwa. Zobaczcie na Montoye, Bartre, Munira.... Trzeba wychowywać młodych, sadzać ich na ławie i wpuszczać na ogony w meczach gdzie wynik nie jest zagrożony. Tylko tyle ! Zrobisz błąd, rywale to wykorzystają. Najlepsza opcja jaka jest to transfer młodego do seniorów ( Sevilla, Malaga, jakaś drużyna z EPL itd. ) i sprawdzenie jego jakości w tych klubach. Jeżeli się wyróżnia z innych, u nas będzie średniakiem, jednak już z szansami na godne zastępstwo gracza podstawowego. Zobaczcie Gerarda Deulofeu... Kozak, crack na niego mówili, gdzie jest teraz ? Jest młody, ma czas aby forma mu explodowała ale zegar tyka... Jakby Barca miała na niego czekać, to byśmy grali bez Suareza do dzisiaj i wiecznie czekali na explozje formy naszych wychowanków. Talent na miano Barcy widać od razu i takie koty nie będą sprzedawane bez przyczyny. ( mowa o sprzedaniu, ograniu gdzie indziej i odkupieniu ogranego zawodnika )

Tej drużynie potrzeba trenera, który ich ustawi do pionu ! Każdy patrzy tam na siebie, teraz spadek i połowa chce uciekać powinni wziąć się do roboty !

Autor artykułu jest lekko zaślepiony nie akceptacją obecnego prezydenta.
Piłka to dzisiaj spory biznes, nie wiem czy możemy sobie pozwolić na większe
korzystanie ze szkółki w sytuacji kiedy nie ma odpowiednich piłkarzy.

Messi i Iniesta nie rodzą się co 2 lata.
Jak się pojawi jakiś super talent to co J.M.B. zamknie mu drzwi przed nosem ?
Otóż nikt taki się nie pojawia i to jest problem.
Piłkarze na miarę dzisiejszej Barcy nie rosną jak grzyby po deszczu.

Nie ma w szkółce to się kupuje, chyba że jesteście gotowi na 2-3 miejsce w lidze
przez kilka lat.
Wyjmijcie z tej ekipy Messiego i zobaczcie ile by wygrała bez niego przez ostatnich
10 lat, na wet mając w składzie Iniestę czy Xaviego.
Trochę zdrowego rozsądku by się przydało a nie tylko romantyczne marzenia o super wychowankach...

Główna przyczyną jest gwiazdorzenie młodych piłkarzy. Fakt są dobrzy, ale nie należy przesadzać z pochwalami. Kto to widział, żeby wcześniej dawać na okładkę gazety jakiegoś małolata, który strzelił bramkę w pucharze z drużyną typu Elche ( po wygranym męczu, któraś z katalonskich gazet umieściła Adame na okładce).

To jest główną przyczyną, rozgłos La Masii w ostatnich latach. Chłopak dojdzie do przed ostatniego szczebla i już mu się wydaje że będzie nowym Messim, Xavim czy Pouyolem. Tak to nie działa.

Najwięcej się uczą Ci którzy mają pokorę. A im najwyraźniej się w dupach poprzewracało.

Faktycznie gwiazdorstwa było za dużo np. w przypadku Munira, który błyszcząc jedynie w presezonie dostał od razu powołanie od del Bosque. W mediach było wokół niego więcej szumu niż o wszystkich zawodnikach Barcy razem wziętych. Sodówa uderzyła do głowy i możliwe że kiedy musiał wrócić do Barcy B po zakończeniu sankcji El Pistolero mogło mu się to nie podobać.

To nie jest tak do końca , że La Masia całkowicie obumarła, po prostu nikt nie ma odwagi by postawić na nasze talenty...

A może spójrzmy prawdzie w oczy? Skoro Luis Enrique nie widzi miejsca w pierwszym zespole dla młodziaków z Barcy B, to może ta generacja wychowanków jest po prostu, zwyczajnie ZA SŁABA? No bo przepraszam bardzo, skoro chłopcy nie potrafią zabłysnąć w niższej klasie rozgrywkowej, a nawet nie potrafią się w niej utrzymać, to na co Oni liczą? Że dobry wujek Enrique w ciemno da im szanse, jak nawet w presezonie żaden z nich niczym specjalnym się nie wyróżnia? Młodzi gniewni się znaleźli...

Hmmm... Może spójrzmy na to z drugiej strony.
Jesteś zawodnikiem Barcy B. Marzysz o występach w pierwszym zespole. Codziennie na treningach starasz się, dajesz z siebie wszystko. Nagle kilku z Twoich kolegów otrzymuje powołanie (np. Sandro). Chłopak wchodzi w meczu Villarreal, prezentuje się bardzo dobrze, dojrzale, strzela bramkę na 1-0, po czym w nagrodę... zostaje odesłany na zaplecze. Z drugiej strony - widzisz Munira, który ewidentnie miota się w dorosłej piłce - ten dostaje jednak więcej szans.
Co sobie wtedy pomyślisz? Ano to, że wybór piłkarza z zaplecza nie jest wynikiem Twojego wkładu, pracy, a indywidualnych upodobań trenera.

W ogóle - widząc sytuację Bartry, Montoyi, Roberto, Rafinhi - wychowanków - czy zasadnym jest myśleć, że "mi się uda"?
Dostaniesz powołanie, porozmawiasz na treningu chwilę z Montoyą, z Roberto, którzy zapewne w sytuacji 1 vs 1 z młodszym kolegą sugerują poszukanie szczęścia w innym klubie... Co dalej myśleć? Grać zespołowo, czy może pokazać magie (a może jakiś zespół mnie dostrzeże, zobaczy, że wyróżniam się na tle innych)?

I tym sposobem chłopaki nie tworzą drużyny, choć indywidualnie są jednymi z najlepszych w swoim wieku.

A jak warto zapamiętać - w piłce nożnej liczy się DRUŻYNA a nie indywidualne umiejętności. Za przykład posłużyć może Barcelona z sezonu 07/08, która w składzie z Puyolem, Xavim, Yaya Toure, Iniestą, Eto'o, Henrym'm, Ronaldinho, Deco, Messim, Thuramem, Zambrottą - prezentowała się mizernie.
konto usunięte

Mi się wydaje, że o ile Lucho świetnie prowadzi seniorską drużynę, to do młodych zbyt dobrej ręki nie ma i stawia na nie na tych, co trzeba. Moim zdaniem Samper, Adama i Sandro w pierwszej kolejności powinni być brani pod uwagę, jeśli chodzi o włączenie/grę w I drużynie, a nie Halilović, Roberto czy Munir. No chyba, że on widzi w nich coś, czego postronny kibic nie dostrzega, jednak na dzień dzisiejszy taki Sandro Munira zjada i "wypluwa" z drugiej strony. Może faktycznie dla ich rozwoju korzystniejsze byłoby wypożyczenie, bo jeśli mają przegrywać rywalizację z tego pokroju rywalami, to szkoda ich marnować.

To zaczyna być niepokojące. Wśród czołowych klubów europejskich, co raz większą rolę zaczynają odgrywać młodzi zawodnicy urodzeni po 1990r. (vide: Hazard, James, Sterling, Pogba, Verratti, nawet Morata, czy Dybala).

Tymczasem w pierwszym składzie mamy tylko jednego (1!) zawodnika urodzonego po 1990r. - Neymara. Pomijam Bartra, MAtS-a i Rafinię, bo tak naprawdę żaden z nich nie jest zawodnikiem pierwszego wyboru, a włodarze Barcelony zdają się nie zauważać, że średni wiek pierwszej drużyny zaczyna powoli, aczkolwiek systematycznie rosnąć.

Ktoś (Laporta? Cruyff? Ktokolwiek?) powinien ich uświadomić, że trzeba zacząć dawać więcej szans młodzieży, bo wkrótce obudzimy się z ręką w nocniku, kiedy zawodnicy pierwszego zespołu będą kończyć karierę, a nie będzie ich miał kto zastąpić, bo młodych albo nie będzie bo widząc politykę klubu ruszą do Europy w poszukiwaniu klubów zainteresowanych ich usługami, albo będą kompletnie nieprzygotowani do gry na najwyższym poziomie rozgrywek.

Mam nadzieję, że problem szkółki nie zostanie zignorowany i w niedalekiej przyszłości sprawy zostaną skierowane na właściwe tory.

Fajnie ironicznie napisany tekst. Widać, że autor nie przepada za naszym obecnym prezydentem :D ale należy się z tym zgodzić, że dyrektor nie powinien się wtrącać w szkolenie młodzieży i powinien się słuchać doradców, w tym przypadku Roury.

"Ba, chwilowo odsunął od niej Sergiego Sampera, najzdolniejszego na zapleczu pierwszej drużyny, lidera zespołu i jednego z kapitanów, poniekąd wskazując palcem tego najbardziej winnego. Można tylko przypuszczać, jak ponure, smętne myśli przetoczyły się przez głowę 20-latka."

I można tylko przypuszczać, jak czuł się teraz - w trakcie meczy towarzyskich. Prawie w ogóle nie dostał szansy!
Może zagra z Fiorentiną...

Cóż, niektórzy powiedzą, że jest dobrze. Dajmy sobie 5-6 lat. Zobaczymy kto zastąpi Busiego, Pique i wiadomo KOGO w pierwszym zespole. Przed chwilą pisałem pod innym artykułem, że nasz prezydent jest niesłowny. Niestety kolejny artykuł i kolejne obnażenie jego wodolejstwa. Miał być pierwszym trenerem Pimienta? Miał być. Jak niegdyś Garcia za panowania wiadomo kogo. Szkoda strzępić "języka". Wypada życzyć aby w porę przejrzał na oczy el presidento (w co nie wierzę ja i wiele, wiele osób tutaj). Jest człowiekowi po prostu przykro.

Dopóki nie zmieni się nic na fotelu prezydenta,to nic nie będzie z La Masii,nie wyobrażam sobie sprzedanie naszych wychowanków a potem wydawać mln euro aby ich odkupić. Kupiliśmy Pique za grosze,ale teraz polityka transferowa bardzo się zmieniła.

Hmm Jak podzielam opinie autora odnośnie zbyt małego zaangażowania młodych graczy w pierwszej drużynie tak już z przyczynami tego zjawiska się nie zgadzam Jeżeli kilku trenerów mówi otwarcie , że gracze się obijają to chyba coś w tym jest Też nie uważajmy, że La Masia zawsze będzie dawać perełki pokroju Messiego czy Iniesty To, że klub otwarcie mówi o możliwym spadku, nie jest czymś złym Jeżeli zawodnik chce pokazać klasę, zaangażowanie itp to zrobi to w rozgrywka b,c czy d
Pamiętajmy czasy kiedy na boisku pierwszej drużyny gra 11 wychowanków szybko nie powrócą, jeżeli w ogóle to jeszczze kiedyś nastąpi
Komentarz usunięty

Degrengolada, demobilizacja, degradacja. Taka sytuacja.