Trudna miłość do Guardioli

Łukasz Lewtak

3 maja 2015, 09:29

espnfc.com

1463 komentarze

Dziennikarz The Guardian i korespondent ESPN w Hiszpanii Sid Löwe napisał artykuł, w którym odnosi się do historii Pepa Guardioli w Barcelonie i nadchodzącego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów Barça – Bayern. Zapraszamy do lektury.

Kibic, chłopiec do podawania piłek, gracz zespołu młodzieżowego, kapitan, trener, legenda. Wróg. Jest nim teraz; dla niektórych był już wcześniej.

Pep Guardiola powróci na Camp Nou w środowy wieczór. Był tam w marcu, gdy ukrywał wielki uśmiech za jeszcze większym szalikiem, siedząc wraz ze swoimi rodzicami i przyjacielem Manuelem Estiarte i patrząc, jak Leo Messi ośmiesza Jamesa Milnera. Był tam jako kibic – musiał porzucić nawyk śledzenia gry na stojąco, podążając drogą, którą kroczył w młodych latach, gdy przechadzał się obok hotelu Princesa Sofía – ale był, jako posiadacz karnetu na cały sezon, zajmujący swoje miejsce w dalszym rzędzie na niższym poziomie głównej trybuny.

Tym razem, jeśli w ogóle będzie siedział, będzie siedział na ławce – na tej drugiej ławce, jako trener Bayernu Monachium. Ten były chłopiec do podawania piłek, który wbiegł na boisko, aby poprosić o koszulkę Víctora Muñoza po tym, jak Barcelona osiągnęła finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych w 1986 roku, i który sam wygrał te rozgrywki siedem lat później (premierowe zwycięstwo Barcelony w tym turnieju), po raz pierwszy będzie chciał, aby Barcelona przegrała. Po zakończeniu półfinałowego dwumeczu Ligi Mistrzów, niezależnie od wyniku, ponownie będzie chciał, aby Barcelona wygrywała, a większość ludzi w Barcelonie ponownie będzie chciała, aby wygrywał Guardiola, tym bardziej jeśli Bayern awansuje do finału i przyjdzie mu się w nim zmierzyć z Realem Madryt.

No właśnie, będzie chciała większość ludzi w Barcelonie, ale nie wszyscy.

Po losowaniu par półfinałowych Ligi Mistrzów Guardiola powiedział, że pierwszą wiadomość otrzymał od swojej córki, która była szczęśliwa, że ponownie zobaczy swoich przyjaciół. – Barcelona była naszym życiem – powiedział Guardiola. – Ale w końcu to tylko futbol – dodał. Ten argument nie był przekonujący. Stoi za tym o wiele więcej zarówno dobrych, jak i złych rzeczy.

– Mam nadzieję i oczekuję, że Guardiola zostanie tu znakomicie przywitany, ze wszystkimi należnymi honorami – powiedział prezydent FC Barcelony Josep Maria Bartomeu.

Mogłoby to brzmieć jak zbędna odpowiedź na niepotrzebne pytanie, ale tak nie było. Niezależnie od tego, czy była to szczera wypowiedź, istnieje osobna kwestia. Katalończyk i kapitan – Guardiola był człowiekiem, któremu zaufał Johan Cruyff. Kierował Dream Teamem w latach 80. i 90. Wygrał ligę z Barceloną B i 14 pucharów z pierwszym zespołem, w tym wszystkie sześć w swoim pierwszym roku pracy, w drodze do zostania najlepszym trenerem w historii klubu. Gdy był piłkarzem, nazywano go legendą. Do czasu, gdy opuścił posadę szkoleniowca, dla niektórych był niemalże bóstwem.

Jednak odszedł, chociaż cały czas pozostaje jakby obecny. I niektórzy nie powitają go z otwartymi ramionami. Przeważająca część kibiców, prawdopodobnie nawet wszyscy, przyjmą Guardiolę tak, jak ten na to zasługuje. Jednak przyjęcie przez niektóre media będzie chłodniejsze. Co gorsza, to nie będzie (właściwie nie jest) jednostkowy krytyczny komentarz, lecz uzgodniona kampania. Co jeszcze gorsze, pozostaje podejrzenie, że za tym stoją ci, którzy prowadzą klub, odkąd wybory w 2010 roku wygrał Sandro Rosell, włączając w to niektórych przedstawicieli obecnych władz.

Gdy Guardiola odszedł z Barcelony w 2012 roku, był wyczerpany. Samo odejście nie spodobało się niektórym – oni pozostali na świeczniku. Sposób odejścia nie spodobał się z kolei samemu Guardioli. Jego relacje z Sandro Rosellem były już dosyć chłodne. Ideologicznie zawsze się różnili.

Barcelona to klub, w którym polityka i własny interes niezmiennie odgrywają rolę, w którym mamy do czynienia z paranoją i nieufnością, klub podatny na debaty i podziały. Nawet ci, którzy decydują się nie zajmować pozycji w sporze, często zostają przypisani do różnych stron przez innych. Johan Cruyff vs. José Luis Núñez – to była wojna domowa, która rozdarła Barcelonę i na pewno jej nie uzdrowiła. Nazwiska się zmieniają, jednak niektóre konflikty trwają. Media odgrywają rolę propagandystów zamkniętych w konfrontacji i pogłębiających ją – pozycje zajęte, walki się toczą i są prowokowane. Sojusze zawsze nadchodzą, nawet gdy nie są prawdziwe.

Guardiola to cruyffista. Rosell to prezydent, który skusił Cruyffa do powrotu do klubowych biur i w złości odebrał mu tytuł honorowego prezydenta, nadany mu przez poprzedniego prezydenta Joana Laportę – kiedyś współpracownika, a teraz wroga Rosella. Bartomeu był wiceprezydentem za kadencji Rosella i objął stery po jego odejściu. Teraz chce pozostać na czele klubu. Ten wieloletni podział czai się w ukryciu. Istnieje, nawet jeśli nie wychodzi na światło dzienne. Gdy zbliżają się wybory, tak jak teraz, istnieje on tym bardziej. W mediach punkty są już przyznane.

Trudno nie dojść do wniosku, że konflikty i rozgoryczenie, panujące w środowisku przez większą część ostatnich dwóch dekad, są rozgrywane i widoczne jak na dłoni. Guardiola przez długi czas czuł, nie bez przyczyny, że La Vanguardia i Mundo Deportivo, które należą do grupy Godo, były rzecznikami interesów niektórych osób z wnętrza klubu, mistrzami obecnego prezydenta i jego poprzedników, pogromcami ich przeciwników oraz że ataki na nich były atakami na niego. Jako że najwyraźniej nie jest wspierany przez obecne władze, jego ranga musiała zostać umniejszona, a sukces przypisany im. Sukces nie mógł być jego dziełem. Z drugiej strony, jego status musi być zwiększony.

Były piłkarz Barçy Pepe Reina, obserwujący to z zewnątrz, powiedział w tym tygodniu w Monachium: – To jest środowisko Barcelony. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Każdy jest na to narażony, na presję, nieustanne porównania – podkreślił. W tym sezonie ujawniła się niemal desperacja do porównywania. Po jednej stronie stanęli ci, którzy mówią, że ten zespół po prostu nie jest taki jak drużyna Guardioli i przez to w pewnym sensie nie ma żadnej wartości. Po drugiej stronie znaleźli się ci szukający argumentów, że było lepiej, nawet jeśli nie było.

Debata była momentami przesadzona i bezużyteczna, często osłabiająca. Podobnie nostalgia: dla Luisa Enrique jest ona uciśnieniem i niesprawiedliwością. Tak jak dla sir Bobby'ego Robsona jednym z największych problemów było to, że nie jest Cruyffem, tak dla Luisa Enrique jednym z największych problemów jest to, że nie jest Guardiolą. Dream Team i Pep Team stały się mieczami Damoklesa, wiszącymi nad tymi, którzy nastali po nich.

I jeszcze, na takim tle, ta próba ochrony aktualnego trenera przed wszechobecną pamięcią o człowieku, który nie jest już szkoleniowcem drużyny i który przybywa teraz, aby ją pokonać, jest momentami cały czas zaskakująca. Trudna do zrozumienia i niemożliwa do usprawiedliwienia jest postawa niektórych co do Guardioli, bezmyślność, z jaką jest ona wyrażana, czynienie aluzji podczas prywatnych wojenek i żal, który dopiero minie lub dopiero ujrzy światło dzienne.

Czasami cynizm i nieustępliwość są niszczącą siłą. W Mundo Deportivo każda wymówka jest dobra, każdy atak cenny. Czytając Santiego Nollę, redaktora naczelnego gazety, można się zastanawiać, co dokładnie zrobił mu Guardiola. Jak inaczej można wytłumaczyć to zgorzknienie?

Latem 2013 roku podczas konferencji prasowej, na której m.in. wymownie podkreślił: „Jeśli będę chciał spotkać się na obiedzie z Cruyffem, to spotkam się na obiedzie z Cruyffem”, Guardiola został zapytany o wypowiedź, w której rzekomo zasugerował, że jego następca Tito Vilanova nie wyciągnie z Neymara wszystkiego, co ten potrafi.

Pytanie wywołało odpowiedź, która ujawniła napięcie, jakie nie zawsze wychodziło na światło dzienne, podkreślając jego sens, od którego nie można było uciec nawet po odejściu Guardioli. Poszukiwanie winy zaczęło nie mieć końca. Podczas gdy odpowiedź Guardioli mogła być postrzegana jako przyczyna takiego a nie innego nastawienia Mundo Deportivo wobec niego, to tak naprawdę była ona jego konsekwencją. Tak samo jak była konsekwencją tego wszystkiego, co kryło się za całą tą relacją.

– Oddaliłem się na sześć tysięcy kilometrów i poprosiłem ich tylko, żeby zostawili mnie w spokoju, ale oni nie mogli tego zrobić – powiedział Guardiola. Narzekał, że klub wykorzystał chorobę Vilanovy przeciwko niemu, selekcjonując informacje o tym, że nie odwiedził on swojego byłego asystenta, gdy obaj przebywali w Nowym Jorku. Był tylko jeden cel takiego działania – sprawić, by Guardiola wyglądał źle. – To jest coś, czego nigdy nie zapomnę – powiedział Guardiola. – Proszę tylko o to, aby przestali wykorzystywać mnie i moich przyjaciół, aby mnie zranić – podkreślił.

Niektórzy z kolei broni Guardioli i byli oskarżani przez Mundo Deportivo o wykonywanie za niego jego roboty. News jednej strony był „strategicznym przeciekiem” drugiej. I tak to się kręciło.

Guardiola powiedział, żeby zostawili go w spokoju. Nie zostawili. – Guardiola mnie nie reprezentuje – powiedziała Cristina Cubero z Mundo Deportivo. Może o to chodzi. Może fakt, że reprezentuje on tak wielu kibiców Barcelony, i sposób, w jaki fani się go trzymają nawet po jego odejściu, jest problemem i źródłem ich rozgoryczenia. Wydaje się, że jego status im przeszkadza.

Gdy Guardiola pojawił się na meczu z City, felieton Nolli był krótki i pełen jadu. Mimo iż był ozdobiony takim zdaniem jak „Guardiola zawsze będzie tu mile widziany”, w każdej linijce można było znaleźć słowa uderzające w Pepa. Zamysł był chytry: zamiast dźwięku była głęboka rana po nożu wbitym w plecy trenera, którego kibice Barcelony kochają.

Artykuł zaczął się od tego, że Guardiola przyjechał, aby przyglądać się przeciwnikowi, czego, nawiasem mówiąc, nie robił, gdy był trenerem Barcelony. Ciach! Leniwy Guardiola!

Jego styl gry był spektakularny przez większość czasu, lecz powtarzalny i przewidywalny dla innych. Ciach! Nudny Guardiola!

Guardiola przeszedł do Bayernu po tym, jak Jupp Heynckess wygrał wszystko. Ciach! Szczęściarz Guardiola!

Guardiola miał szczęście, że posiadał w składzie najlepszego piłkarza świata. To była więc „Barcelona Messiego”. Ciach! Tam w ogóle nie chodziło o trenera!

I tak dalej. Nolla dodał, że jest tylko jeden trener Barcelony i jest nim Luis Enrique.

W środę wieczorem będzie tylko jeden: Luis Enrique. Lecz przy drugiej ławce stał będzie były trener Barcelony. Pep Guardiola – człowiek, którego kibice powitają z otwartymi ramionami, mimo iż niektórzy w sali prasowej będą zgrzytać zębami ze złości. Zadanie Luisa Enrique w tym sezonie jest trudniejsze z powodu obecności legendy, ale on, w przeciwieństwie do innych, nie ma wątpliwości. – Pep jest moim przyjacielem, a ja zawsze myślę, że moi przyjaciele są najlepsi – powiedział szkoleniowiec Barçy.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (1463)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy