Kolejny fragment książki „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”

Redakcja

19 marca 2015, 17:31

Brak komentarzy

Poniżej publikujemy kolejny fragment książki „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”, którą patronatem medialnym objął serwis FCBarca.com.

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke
Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Robert Enke i Víctor trzymali się do siebie na dystans. Byli w stosunku do siebie mili, ale ich rozmowy były powierzchowne, tworzyły fasadę. Robert Enke ze zdenerwowaniem przyglądał się rywalowi, który najwyraźniej był tak zuchwały, jak on sam chciałby być i jakim jego zdaniem musiał być bramkarz na najwyższym poziomie. Jak bardzo by mu pomogło, gdyby dowiedział się, że ten pozornie odporny na wszystko młodzik niegdyś przeżywał takie same lęki, z jakimi on zmaga się obecnie!

Po zaledwie godzinie wspominania Roberta Enke oczy Víctora Valdésa robią się szkliste. „Ludzie skreślili go już po Noveldzie. Często zdarza się w Barcelonie, że jeden błąd sprawia, że prasa cię skreśla, a kibice krzyczą: »Wywalić go«, szczególnie wtedy tak było. Po odejściu Zubizarrety mieliśmy za sobą dekadę, w której żaden bramkarz nie wydawał się wystarczająco dobry, by grać w Barcelonie. Te refleksje powróciły po meczu w Noveldzie: »Enke też nie jest wystarczająco dobry«. – Valdés krzyżuje ręce na piersi. – Jednak widziałem Roberta codziennie podczas treningów i chciałbym wierzyć, że się nie mylę: on był wielkim bramkarzem”.

Robert Enke w Barcelonie rozegrał jedynie trzy i pół spotkania: dwa mecze w Lidze Mistrzów, gdy stawka była zerowa, oraz 20 minut w spotkaniu z Osasuną, gdy kontuzji doznał Bonano. No i w Noveldzie. Jednak czy rzeczywiście był słabszy niż Bonano oraz Valdés?

„Miał problemy z przestawieniem się na szczególny styl gry Barcelony. Jednak myślę, że jako bramkarz prezentował wyższy poziom niż ja – mówi Víctor Valdés, który w następnym sezonie stał się nieodzownym numerem jeden w bramce FC Barcelony. – Gdyby nie Novelda, to Robert Enke zostałby odpowiednim bramkarzem Barçy”.

„Oczywiście, że czasem zadawałam sobie pytanie – mówi Teresa, która przebywa właśnie na wsi w odległych północnych Niemczech – jak potoczyłoby się dalej nasze życie, gdyby ten jeden mecz zakończyłby się inaczej”. I sama znalazła odpowiedź. „Pewnie nic by się nie zmieniło. Pewnie zaliczyłby wpadki w następnych meczach. Wtedy nie był jeszcze gotowy radzić sobie z presją w takim klubie jak FC Barcelona”.

Siedzieliśmy w ogrodzie w Empede. Od przygody w Barcelonie minęły cztery lata. Było to latem, podczas urlopu. Jeśli chodzi o prace przy domu, Robert Enke miał, jak prawie wszyscy bramkarze, dwie lewe ręce. Powiedział z dumą:

– Doceniłeś już, że parasol słoneczny przykręciłem całkowicie samodzielnie?

To był dzień, w którym po raz pierwszy odważyłem się zapytać go o Noveldę.

– Cały się spinam, gdy słyszę to słowo – odparł. – Wyobrażam sobie wyraz twarzy Patrika Anderssona z następnego dnia, gdy krzyczał ze złości: „Nie pozwalaj sobie na takie zachowanie de Boera!”. Myślę o duchocie klimatyzowanego autobusu klubowego przed meczem.

Mówiąc to, Enke wygląda, jakby pocił się od wewnątrz.

Po wyprowadzce z Hiszpanii Teresa kilku krotnie odwiedziła Barcelonę, by spotkać się z przyjaciółmi z Sant Cugat. Robert za każdym razem znajdywał jakiś pretekst, aby z nią nie jechać.

Tutaj można zamówić książkę:
http://www.labotiga.pl/enke

Kod rabatowy: BARCAENKE (25% zniżki)
Książka pod patronatem FCBarca.com
Premiera 18 lutego

REKLAMA

Poleć artykuł