Claudio Bravo jest jedną z kluczowych postaci w drużynie Barçy w tym sezonie. To w dużej mierze dzięki niemu Blaugrana traci mało bramek i wciąż liczy się w grze o tytuł mistrzowski La Liga. W wywiadzie dla Mundo Deportivo Chilijczyk opowiada o odczuciach w szatni Dumy Katalonii, krytyce, która spadła na Ikera Casillasa w Realu, oczekujących zespół wyzwaniach oraz wielu innych sprawach. Zapraszamy do lektury.
Mundo Deportivo: Na nieco ponad tydzień od jednego z najważniejszych meczów w tym sezonie czujesz, że jest to wyjątkowy okres?
Claudio Bravo: Tak naprawdę to nie, jednak musimy dać z siebie wszystko, trenować na maksimum możliwości, ponieważ konkurencja staje się coraz groźniejsza, prezentuje coraz wyższy poziom. Za każdym razem, gdy czekają cię coraz trudniejsze przeszkody do pokonania, musisz jeszcze więcej pracować, być bardziej skupionym, zdyscyplinowanym, dbać o każdy szczegół. Później wynikają z tego pozytywne rezultaty.
W tym sezonie przegraliście z Málagą i Celtą u siebie, zremisowaliście też w Getafe. Czy traktujecie to jako przestrogę przed meczem z Eibarem?
Ma nam to pomóc, by takie rzeczy więcej się nie zdarzały. Nie lubię mówić o braku szczęścia, ale były to spotkania, w których zwycięstwo dałoby nam o wiele większą przewagę. Rozegraliśmy również mecze przeciwko o wiele trudniejszym rywalom i wyniki były pozytywne - w kontekście zdobytych bramek, gry drużyny, czystego konta... To każe nam myśleć, że gdy zespół jest zmotywowany i cały tydzień ciężko trenuje, więcej rzeczy funkcjonuje w coraz lepszy sposób.
Później czeka was też starcie z City.
To ekipa o dużej jakości, jeśli ma swój dzień, może utrudnić ci życie, ale bardziej niż rywalami musimy przejmować się własną formą, aby przygotować się najlepiej, jak umiemy, aby jak najlepiej podejść do każdego spotkania.
Jak szybko zmieniają się okoliczności. Kilka miesięcy temu mówiłeś, że Real się potknie. I faktycznie to nastąpiło.
Nam również się to zdarzało, szło nam dobrze, ale potem następował słabszy tydzień i wszystko odwracało się do góry nogami. Futbol ma tę charakterystyczną dla siebie fazę szybkich zmian, w której momentalnie przechodzisz od bycia najlepszym do bycia najgorszym. Szczególnie ma to miejsce w drużynach, od których wiele się wymaga, i porażka bywa bardzo kosztowna. Zawsze to powtarzam, musimy zająć się sobą i skoncentrować się na swojej formie.
Lepiej spotkać się z Realem w kryzysie, pełnym wątpliwości czy też Realem zwycięskim, silnym?
Nie chcę wyprzedzać faktów, ponieważ wcześniej czekają nas starcia z Eibarem i City. Ja przygotowuję się dokładnie tak samo do meczu z Eibarem jak do El Clásico, ponieważ nie możemy oszczędzać sił czy traktować jakiegokolwiek rywala mniej poważnie.
Rozumiesz lawinę krytyki, która spadła na Casillasa?
Czasem jest to skomplikowane. Grając jako bramkarz, musisz nauczyć się współżyć z krytyką, kiedy puszczasz dziwnego gola, musisz być silniejszy niż kiedykolwiek. Ale myślę również, że musi zachować spokój po tym, co robił tak dobrze przez wiele lat, nie ma czym się przejmować.
Rekord Liaño (18 straconych bramek w sezonie 1993/94) jest nieosiągalny czy wręcz odwrotnie - masz nadzieję pobić jego osiągnięcie?
Moją pracą jest chronienie drużyny przed traceniem bramek, abyśmy jak najwięcej meczów kończyli z czystym kontem. Chciałbym pobić ten rekord, ale bardziej skupiam się na celach drużyny, abyśmy jako zespół osiągnęli jak nawięcej.
Ale chciałbyś zdobyć trofeum Zamory?
Oczywiście, ale moimi nadrzędnymi celami są liga, puchar i Liga Mistrzów. Zdecydowanie bardziej chciałbym zdobyć te tytuły niż trofeum Zamory. Jeśli osiągnęlibyśmy nasz cel we wszystkich rozgrywkach i na dodatek wygrałbym to trofeum, byłoby fantastycznie, gdyż stanowiłoby to nagrodę dla całej drużyny.
Jak znosisz brak gry w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów?
Spokojnie. Staram się wywierać jak największą presję, chcę walczyć, zawsze pragnę grać. To podstawa pracy wszystkich naszych zawodników, wywieranie presji na kolegach z zespołu, aby drużyna była coraz bardziej konkurencyjna. Jeśli jeden z nas zaliczy słabszy moment, przychodzi ktoś inny i zajmuje jego miejsce. Trzeba trenować z jak największym zaangażowaniem, aby kiedy zostaniesz wybrany do składu, zagrać jak najlepiej i być wciąż przygotowanym na grę w dowolnym momencie.
Jak się dogadujecie z ter Stegenem?
Dobrze. Lepiej niż na początku, ponieważ Marc nie mówił wtedy dużo ze względu na barierę językową. Teraz wiele się nauczył i nasze rozmowy są coraz płynniejsze, również z Masipem. We trzech utrzymujemy znakomitą relację, pełną zdrowego rozsądku, gdyż jesteśmy świadomi, że jest duża konkurencja i jeśli jeden choć na chwilę odpuści, sytuacja zmieni się diametralnie. Ale dobrze się dogadujemy i kiedy jeden gra, pozostali zawsze go wspierają. Tak musi być, jeśli chcemy osiągać konkretne wyniki.
Rozumiesz zatem jego słowa o tym, że chciałby grać również w lidze?
Tak, to logiczne. Ale nie my podejmujemy decyzje. Nie dzieje się tak tylko w bramce, również na innych pozycjach. Wszyscy chcemy grać, nikt nie trenuje po to, by siedzieć na ławce. Jesteśmy konkurencyjni.
Różnica pomiędzy tobą a ter Stegenem jest taka, że on częściej mówi, czego by chciał, prawda?
Z wiekiem każdy uczy się pewnych rzeczy, zresztą to nie jest temat, który mógłby wywołać kontrowersje. Wszyscy tutaj chcemy walczyć i nie możemy myśleć tylko o sobie, ale o całej drużynie, ponieważ ostatecznie to zespół osiągnie największe nagrody, czyli trofea.
Koncentracja jest jedną z twoich największych zalet?
Czasem ludzie pytają, jaka jest różnica pomiędzy grą tutaj a grą w innych drużynach. Tę różnicę daje się odczuć w trakcie spotkań, gdy trzeba być skupionym, nabuzowanym, mieć z tyłu głowy, że w każdej chwili możesz mieć okazję do wykazania się. Nie możesz się wyluzować, nawet jeśli minie 20-30 minut, a ty nie zaliczysz żadnej interwencji. Trzeba do tego podejść w inny sposób, wyobrazić sobie, że rywal wciąż atakuje, że nie możesz choć na chwilę stracić koncentracji, ponieważ przeciwnik stwarza zagrożenie i nie masz prawa się rozluźnić, gdyż za chwilę możesz mieć okazję do obrony w konkretnej sytuacji, w konkretnym momencie.
Co jest powodem lepszej gry drużyny przy stałych fragmentach gry?
Wszystko po trochu. Koniec końców tylko ciężka praca może spowodować, że pewne rzeczy zaczną ci wychodzić. Ale ważna jest też komunikacja na boisku, aby nie zdarzały nam się błędy w systemie gry.
Co myślisz o atmosferze wokół Barçy, która tak radykalnie zmienia się w zależności od wyników?
To normalne. Patrząc na wielkość klubu pod względem instytucjonalnym i drużyny, odbiór wszystkiego jest zupełnie inny. Ja obserwuję to ze spokojem. Zawodnicy mają inną rolę, skupiamy się jedynie na grze w piłkę, sumiennym wykonywaniu naszej pracy, nie możemy patrzeć na to, co dzieje się na zewnątrz. W stu procentach skupiamy się na tym, co nas dotyczy.
Jak przeżyłeś tydzień, w którym na jaw wyszła kłótnia Messiego z Luisem Enrique, zwolniono Zubizarretę i zwołano nowe wybory?
Tak na marginesie, najważniejsza była wówczas porażka na Anoeta. My spoglądamy bardziej na wynik, kiedy nie udaje nam się wygrać spotkania, które powinniśmy byli wygrać. Skupiamy się w pełni na tym, by poprawić się w każdy możliwy sposób i by kwestie zewnętrzne na nas nie wpływały. To cały sekret naszej pracy, skupienie się na grze w piłkę i poprawa kwestii, w których zawiedliśmy.
Czy gra z takim tercetem w linii ataku napełnia cię większym spokojem?
Tak, zdecydowanie. Jakość, którą posiadamy w ataku, napełnia mnie spokojem, ale nie tylko ofensywa jest ważna, również ci, których mam bliżej siebie: stoperzy, boczni obrońcy, defensywni pomocnicy... Możliwość zaobserwowania jakości, jaką dysponują wszyscy w drużynie, daje ogromny spokój i wpaja mentalność zwycięzcy, ponieważ na każdej pozycji gra jeden z najlepszych piłkarzy na świecie.
Co wniósł do drużyny Luis Enrique?
Jako były piłkarz zna od podszewki całą atmosferę, to, co dzieje się wokół futbolu. Jest rygorystyczny, ma swoje metody w kwestii treningów i to pomaga w podnoszeniu naszego poziomu, aby nikt nie spoczął na laurach i abyśmy wszyscy byli skupieni na grze w piłkę, na naszych największych celach, jakimi niewątpliwie są trofea.
W szatni rozmawiacie już o możliwości zdobycia potrójnej korony?
Tak, rozmawiamy o tym i znajduje to potwierdzenie również w historii klubu. Byłoby to wspaniałe osiągnięcie. Ale nie byłoby sensu tylko o tym rozmawiać i się tym emocjonować... Owszem, jesteśmy zadowoleni, ponieważ wciąż mamy szansę na wszystkie trzy trofea, ale teraz musimy skupić się na każdym następnym spotkaniu, na zwycięstwach, krok po kroku, sukcesywnie. Tylko to pozwoli nam na końcowy triumf we wszystkich rozgrywkach.
Luis Enrique aż 21 razy zmieniał ustawienie defensywy. To pewne utrudnienie?
Dla mnie nie. Być może w reprezentacji z jednym zawodnikiem rozumiesz się lepiej niż z innym, ale tutaj poznajesz swoich kolegów od podszewki każdego dnia i nie może być tak, że czujesz się inaczej tylko dlatego, że gra ten albo tamten. Wręcz przeciwnie, ktokolwiek by nie grał, z każdym meczem czuję się coraz pewniej.
Komentarze (31)