Luis Enrique zrobił dziś kolejny krok do przodu. Mecz przeciwko PSG, który decydował o awansie do fazy pucharowej z pierwszego miejsca, nieoczekiwanie posłużył trenerowi, by zastosować taktykę, z jakiej wcześniej praktycznie nie korzystał w katalońskim klubie.
Asturyjczyk postawił dziś na ustawienie 3-4-3, które wzbudziło wiele zainteresowania jeszcze przed pierwszym gwizdkiem na Camp Nou. Mówiło się, że Pedro może wystąpić na prawej obronie, a Mathieu z lewej strony, ochraniając linię trzech stoperów. Taktyka jednak okazała się prostsza niż się spodziewano. Barça zagrała klasyczne 3-4-3, gdzie Bartra, Mathieu i Piqué tworzyli tercet środkowych obrońców.
Środkowa formacja to już zupełnie inna historia. Mascherano był odpowiedzialny za pozycję piwota, co spowodowało, że Busquets razem z Iniestą operowali jako środkowi pomocnicy. Ten pierwszy grał bardziej z prawej strony, natomiast Don Andrés odpowiedzialny był za lewą część boiska. Zwieńczeniem tego swoistego rombu był Leo Messi, choć trzeba pamiętać, że Argentyńczyk grał z dużą swobodą. W ataku trener postawił na Neymara, Suáreza i Pedro. Gdy zespół się bronił, przechodził do formacji 5-3-2, a Brazylijczyk i Kanaryjczyk pomagali zamykać odpowiednio lewą i prawą flankę. Luis Suárez za to wykonywał świetną pracę w pressingu.
Wynik meczu obronił Luisa Enrique, choć nie obyło się bez wielu dziur. Bez wątpienia Asturyjczyk ma przed sobą jeszcze dużo pracy, jeśli chodzi o wybór jedenastki i taktyki, która będzie dawała gwarancję.
Komentarze (96)