W ciszy stadionu. Ciężkie czasy dla „więcej niż klubu”

Challenger

2 grudnia 2014, 14:05

53 komentarze

Mam prawo do podjęcia decyzji.

Michael Jordan o odejściu z koszykówki po śmierci ojca na rzecz baseballu

Myślałem nad tytułem „To nie są czasy…”. Zreflektowałem się. Mimo wszystko Klub wciąż potrafi ocalić swoje dziedzictwo i rolę pozasportową, transmitować je w świat. Przebijają się z trudem. Nawet jeśli wielu ludzi tworzących FC Barcelonę chciałoby, aby na przestrzeni dekad pozostawała niezmienna, zmienia się wszystko wokół.

Nie, to nie będzie tekst o kryzysie sportowym. Raczej o kryzysie idei.

Kompromisy

Jeśli ktoś chce zobaczyć czystą pasję gry, niech zajrzy na osiedlowe boisko. A nie, sorry, te wieją dziś pustką. Mniejsza, brak jej też na arenach Ligi Mistrzów, mistrzostw świata, podczas starć gigantów którejkolwiek z europejskich lig. To show. A każde show wcześniej czy później staje się nieuznającym kompromisów biznesem. Futbol stał się nim dawno. Tym gorzej dla siebie, że zarządzanym przez monopolistę. Apetyty rosną w miarę jedzenia, piłka jest dziś drylowana bez opamiętania. Ciężkie czasy dla tych, którzy mają swoje powody, aby nie chcieć się dostosować.

FC Barcelona zawsze miała swoje wartości. Rolę społeczną do spełnienia, narodowo-afirmatywną, ambicję bycia „więcej niż klubem”. Utraci wiele z tego wymiaru, gdy popadnie w boiskowy marazm. Kto słucha tych, co w odmętach tabeli lub na szlaku trofeów wytartym przez Arsène’al? Podobnie jak kiedyś Eriksson albo Ranieri, Wenger jest z każdym rokiem bardziej śmieszny ze swoimi teoriami i klaunowaniem rzeczywistości. Barcelona bez sukcesów sportowych w każdej sferze swojej działalności – może nie byłaby śmieszna, to niewłaściwe słowo; ale byłaby równie „skuteczna” w propagowaniu swych idei i zdobywaniu zwolenników, co szkoleniowiec z Francji.

Włodarze katalońskiego klubu mają tego świadomość. Są ludźmi wykształconymi. Graczami dużego biznesu i ludźmi swoich czasów. Mogliby łatwo ograniczyć źródła wpływów. Konsekwencją byłoby spuszczenie klubu na lata w drugą połówkę tabeli i pasjonujące mecze z Legią w LE. Jeśli ma być inaczej, potrzeba kompromisów pomiędzy ideami a rzeczywistością. Poszczególne decyzje, zmiany może krytykować każdy. Krytykanci nie ponoszą odpowiedzialności za słowa. Uważam jednak, że jako kibice i zwolennicy klubu nie tylko na płaszczyźnie sportowej, ale i organizacyjnej, reprezentowanych wartości, każdej innej – ostatnim, czego by chcieli, jest przytulenie strefy spadkowej.

Na koszulkach są linie lotnicze z Kataru. Bo zapłaciły tyle, ile wymagał klub. Wieści o łamaniu tam praw człowieka głucho odbiły się od okien gabinetów na Camp Nou. Nazwa stadionu pozostaje bez zmian, ale jego trybuny, wolne przestrzenie w strefie kibica, przejścia na trybuny i całe otoczenie pokrywa morze reklam. W zespole, do którego tak wielu piłkarzy chce trafić za wizerunek, obowiązują jedne z najwyższych pensji w świecie sportu. To przykre dla wielu culés ustępstwa klubu wobec współczesności futbolu.

Jednak choć zmuszona do kompromisów, Barçy udaje się chronić i zachować istotną część swoich tradycji. Klub dba o działalność charytatywną i edukacyjną. Misja. Konsekwentnie realizowana

takimi akcjami. Młodzież. Włożono wiele środków, aby przenieść najzdolniejszą młodzież klubu z budynku z XVIII wieku. Szkółka to polisa klubu na przyszłość. Nie wolno na niej oszczędzać. Racjonalnym wydaje się stwierdzenie, że ten wspaniały ośrodek treningowy nie powstałby bez „poświęcenia” koszulki. Jak w każdym biznesie, przy zarządzaniu klubem sportowym też obowiązują zasady o ciastku i „coś za coś”. Kto jest największym, najlepszym symbolem sukcesu La Masíi? Lionel Messi. Dlatego skład, taktyka i obłędna pensja będą mu podporządkowane tak długo, jak będzie grał w klubie.

Podobnie jest z bilansem składu. Coś za coś. Chodzi o styl. Barça ma grać ofensywnie. Olśniewać. Dlatego Lucho przypomniał ostatnio, że dwoma def. pomocnikami grał po prostu nie będzie. Filozofia klubu jest inna. W ostatnich dwóch latach sprowadzono najlepszych dostępnych na rynku napastników. Klub od lat potrzebuje solidnego stopera. Musi wybierać, czy kupi drogiego obrońcę, czy napastnika. Ten stadion zawsze wybierze tego drugiego. Zarząd o tym wie. Widownia Camp Nou przychodzi po spektakl. Mówiąc o składzie, jest coś jeszcze. Tożsamość. Klub jest życzliwy Xaviemu, kurczowo trzyma w składzie Busquetsa, Piqué, Pedro czy w kadrze Montoyę nie dlatego, że jest ślepy. Bez wychowanków, Katalończyków w składzie – od Barçy odwróci się lokalna społeczność. Odwróci się Katalonia. Wystarczy przypomnieć sobie zaciąg holenderski Van Gaala! Także co do trzymania w składzie tych piłkarzy pomimo momentami dramatycznej formy indywidualnej – to dla mnie jasne jak słońce, że nie jest to suwerenna decyzja trenera. To decyzja klubu, którego trener jest pracownikiem. Ciągłość. Przy wyborze takich szkoleniowców jak Guardiola i po nim Vilanova, Enrique czy nieznany w Europie Gerardo Martino pracodawca zachował gwarancję ciągłości swoich idei. Realizowanie ich przez trenera, który jest „dzieckiem” klubu i/lub nie ma swojej marki. Zapewnia to klubowi programowe posłuszeństwo swego pracownika. Widać to jak na dłoni w różnych decyzjach kadrowych każdego z wymienionych trenerów. Nie każdy „odpalił” jak Pep. Każda strategia niesie ryzyko.

Jak powiedziałem, wymienione tu czynniki to „istotna część”. Dla wielu to za mało. Na więcej nie ma warunków; przy założeniu, że klub chce zachować swoją pozycję sportową. Gdyby chcieć przestał, byłby to jego koniec. Czy tylko sportowo? Myślę, że z czasem pod każdym innym względem - również. Barça nie musi zmieniać się w tempie całego piłkarskiego otoczenia. Musi jednak pod wpływem jego „rozwoju” ciągle przedefiniowywać swą tożsamość w stopniu akceptowalnym dla socios.

Realia

Jeśli miałbym opisać obecną rzeczywistość gospodarczą jednym słowem, na myśl przychodzi mi tylko: agresywna. Taka też jest ekspansja, nieustający zalew różnych zjawisk, procesów w futbolu.

Ratuje ten sport jedynie skrajna konkurencyjność ekip, biorąca się z wylęgu na przestrzeni ostatnich 10 lat zaciągu wspaniałych graczy, co wynika wprost – cóż za ironia losu – z globalizacji. Tylu magów piłki, artystów na swojej pozycji, ilu pół wieku temu na całym świecie – dziś jest po kilku w każdym klubie ze światowego top 10, a może i top 15. W dodatku możemy ich oglądać kiedy tylko chcemy, w każdym zakątku świata. Jeden z niewielu przywilejów dla fana z komercyjnego rozwoju tego sportu.

Ich klasa indywidualna w połączeniu z jakością drużynową oraz kunsztem trenerów wymywa nam z pola widzenia ich zarobki oraz łapczywość sponsorów. Tylko to co wypracowane ciężką pracą i uporem aktorów murawy sprawia nadal, że w futbolu jest jeszcze nieprzewidywalność, magia i piękno. Działacze do spółki ze swoimi partnerami biznesowymi robią jednak wszystko, aby zabierać je nam, fanom. W imię ciągłej multiplikacji własnych zysków, co dawno przekroczyły granice rozsądku.

Przykłady? Znaczek Beko to czwarte komercyjne logo, którym Barça upstrzyła sobie koszulkę. Real Madryt właśnie przeprojektował klubowy herb, żeby przypodobać się bliskowschodnim inwestorom. Obecność Messiego w trójce ZP odzwierciedla interesy reklamujących się po stadionach firm. Nie dziennikarzy FF czy obiektywnych kibiców. Trzeba zachowywać pozory, żeby móc eksponować duże słowa w świetle kamer, więc raz na jakiś czas puści się fajerwerk w rodzaju kary dla Suáreza. Myślicie, że po wszystkich słowach, które padły w ostatnich miesiącach, prezydent FIFA odmówi sobie zdjęcia z Urugwajczykiem, gdy ten zdobędzie Złotą Piłką? Hahaha. #ironiczne oklaski

Wybór Barçy

Co by o nich nie sądzić, z takimi realiami ma dziś do czynienia FC Barcelona. Inne nie będą; chyba, że zmienią się na gorsze. Jeśli ktoś chce z nimi zbyt gorliwie polemizować, FIFA zajmie się tym bez ceregieli. Grono kilku osób w garniturach i z tępym uśmieszkiem Gianniego Infantino zyskało w futbolu niczym nieograniczoną władzę. Przypadki zakazu transferów i wymiaru kary Suáreza są tu wymowne.

Takim realiom klub nie musi się podporządkować. Jednak skoro nie chce przebranżowić się na studio filmowe, organizację wyłącznie charytatywną czy elitarną szkołę – musi ze światem piłki w jego obecnym kształcie umieć koegzystować. Współpracować. To trudne i nic dziwnego, że generuje emocje fanów. Zbliżenie z katarskim reżimem, szpiegowanie piłkarzy czy nieprawidłowości wytknięte przy kaperowaniu dzieciaków do La Masíi wskazują, że Duma Katalonii też przechodzi ciągotami do ruchów moralnie dwuznacznych. Władze światowej piłki ani myślą „więcej niż klubowi” ułatwiać życia i użyją wszelkich środków karnych, jeśli kataloński klub tylko da im powód.

Wszystko to stawia wyzwanie zarówno przed władzami, jak i kibicami klubu ze stolicy Katalonii. To kwestia wyboru. Odpuszczać pewne sfery, aby móc zachować siłę i niezależność w innych. Od tego, czy w takich czasach władze FC Barcelony będą potrafiły wybierać właściwie – zależy nie tylko jakość przyszłości „więcej niż klubu”. Na szali leży jego przetrwanie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (53)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze