Joan Laporta był prezydentem Barçy w latach 2003-2010. Ostatnio poświęcał się polityce i pracy prawnika, lecz z każdym dniem jest coraz bardziej zmotywowany, by ponownie zasiąść za sterami katalońskiego klubu. Zapraszamy na wywiad z Laportą przeprowadzony przez dziennik L’Esportiu de Catalunya.
L’Esportiu: Nie powiedział pan jeszcze, czy będzie pan kandydował w wyborach, a według sondażu przeprowadzonego przez Agustíego Benedito byłby pan faworytem do wygrania.
Joan Laporta: To interesujące dane, ale prawdziwe ankiety to te, które są w urnach. To prawda, że fakt, iż socios Barçy obdarzają mnie zaufaniem, mimo że nie powiedziałem, czy będę kandydował, motywuje mnie do powrotu. Bardzo miłe i motywujące jest to, że się docenia naszą pracę.
Johan Cruyff powiedział ostatnio, że za drugim razem…
Johan ma rację… Nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć za drugim razem. Nikt tego nie wie, tak samo nie wiem tego ja, dlatego mówię, że nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji.
Kiedy ją pan podejmie?
Jeśli wybory będą w 2016 roku, mogę podjąć decyzję pod koniec 2015 lub na początku 2016. Nie potrzebuję robić tego wcześniej, bo już w tym brałem udział i wiem, jak to wygląda. Mam już doświadczenie. Jeśli wybory zostaną przyśpieszone, podejmę decyzję wcześniej. Nie potrzebuję czasu, aby przedstawić kandydaturę.
Co do zarządu, jaki by pan stworzył, mając na uwadze doświadczenie z 2003 roku i późniejsze podziały? Dużo by się zmieniło?
Myślałem o tym. Chcę stworzyć zupełnie nowy projekt. Nie zrobiłbym tego samego co w 2003 roku. Chcę projektu, który sprawi, że Barça znowu będzie wzorem w świecie futbolu. Chcę projektu innowacyjnego, bazującego na konceptach, które przyniosły nam sukces podczas poprzedniego etapu. Być wiernym naszemu genialnemu stylowi gry Cruyffa, stawiać na talent własnych piłkarzy, reprezentacyjność Barçy w kraju i, jeśli chodzi o aspekt socjalny, oddać społeczeństwu to, co ono dało klubowi.
Mówi się, że spotkał się pan z Jorge Mendesem, a w Madrycie łączyło się nawet pańskie nazwisko z Mourinho.
Ha, ha, ha! (śmiech) Wszyscy już wiedzą, jaki jest preferowany przeze mnie styl trenera, wystarczy tylko przypomnieć sobie profil tych dwóch, którzy byli w klubie za mojego mandatu, jakie były ich idee, ich sposób pracy… Lubię trenerów, którym przyświeca filozofia Cruyffa…. Mou to dobry profesjonalista, mam do niego szacunek, ale nie rozmawialiśmy o nim z Jorge Mendesem. To osoba, z którą łączy mnie dobra przyjaźń od wielu lat i z którą od czasu do czasu dyskutujemy na różne tematy. Ale o José nie rozmawialiśmy.
Gdyby pan został ponownie prezydentem, Unicef wróciłby na przednią część koszulki?
Barça wciąż będzie związana z projektami, które spełniają kryteria społecznej odpowiedzialności, ale mając na uwadze czasy, w jakich żyjemy, akcje tego typu powinny skupiać się na obszarze lokalnym. Kryzys spowodował, że wiele katalońskich rodzin żyje w biedzie i to są ludzie, którym musimy pomagać. Powinniśmy być związani z organizacjami międzynarodowymi, ale również z tymi z naszego kraju.
Rozmawiając o futbolu, podczas poprzedniego mandatu z klubem związane były takie postaci jak Cruyff, Txiki, Rijkaard i Guardiola. Czy chciałby pan przywrócić je do Barçy?
Nie myślałem o nazwiskach, ale to są osoby, które zawsze będą związane z klubem, w sposób bezpośredni lub pośredni. Byli częścią najlepszej Barçy w historii.
Pytam, ponieważ Pep Guardiola powiedział, że nie wróci do trenowania Barçy.
Guardiola zrobi, co zechce. Nikt nie podejmie decyzji za niego. Jest w stanie zrobić w Barcelonie to, co będzie chciał. Pokazał to jako trener, ma też odpowiednie usposobienie, inteligencję i znajomość klubu, by zostać prezydentem, kiedy będzie chciał.
Kiedy pańskim zdaniem powinny nastąpić wybory?
Dla Barçy dobrze by było, gdyby nastąpiły po zakończeniu sezonu. Chodzi o to, że obecny zarząd przyspawał się do stołka. Już widać, że się wyczerpał, i powinno się zwołać wybory, ale podejrzliwi twierdzą, że projekt nowego Camp Nou jest dla nich zbyt kuszący. Te wszystkie operacje są dla nich bardzo ważne. Istnieje zagrożenie, że ważniejsze dla nich staną się interesy osobiste niż klubu. Zarząd jest niepewny, pozbawiony pełnej legalności.
Co sądzi pan o projekcie nowego Camp Nou?
Swego czasu zaprezentowałem już projekt Normana Fostera. To był projekt bardzo staranny, bardzo nieśpieszny, bardzo dobry. Jeśli będę kandydował, to będzie jedna z kwestii do przeanalizowania. To wymagający projekt, socios powinni zdawać sobie sprawę, że jest konieczny dla klubu, ale niesie za sobą pewne niedogodności. Zostanie wykonany w etapach. Trzeba osiągnąć też porozumienie z władzami miasta. Jeśli chodzi o obecny projekt, który został przegłosowany, wiele rzeczy nie zostało określonych. To celowe, by oni mogli zrobić to, co chcą. A to jest zagrożenie, bo kiedy widzimy, jak przekształcają dane księgowe, i patrzymy na ich powiązania z Katarem, pojawiają się pewne podejrzenia, że ci panowie nie będą w stanie poprowadzić tego projektu. Tym bardziej, gdy rządzi prezydent, który nie został wybrany przez socios, a który będzie musiał podjąć tak ważne decyzje dla przyszłości klubu.
Kiedy mówi pan o Katarze, zmienia się pański wyraz twarzy…
Powiązanie Barçy z Katarem jest bardzo poważną sprawą. I to, że nie wyjaśniono szczegółów kontraktu. Ich związki z Katarem powstały zanim wygrali wybory. Najpierw powiedzieli, że to Unicef Zatoki Perskiej i dlatego na koszulce będzie Qatar Foundation, że są bardziej niż święci, to męczennicy historii ludzkości. Potem pojawił się Qatar Airways. Katar jest w każdym zakątku klubu. Bez wyjaśnienia oddali klub w ręce Kataru.
Benedito oskarżył członków zarządu o ekonomiczne i osobiste interesy z Katarem.
Ja tego nie wiem, ale to, że istnieją powiązania, wydaje się oczywiste. W prasie pojawiło się więcej rzeczy. Wiem, co powiedział Benedito tylko z tego, co pojawiło się w gazetach i że pan Faus później zaprzeczył. Zobaczymy, o co chodzi. Muszą wyjaśnić te sprawy, bo jeśli nie, wzbudzą wątpliwości i podejrzenia.
Benedito powiedział też, że Rosell z ukrycia rządu klubem. Pan też w to wierzy?
Z tego co znam Bartomeu i Rosella, są bardzo bliskimi przyjaciółmi. Bardzo by mnie zaskoczyło, gdyby ta relacja przestała istnieć. Bartomeu zawsze był marionetką w rękach Rosella i możliwe, że te stosunki wciąż tak wyglądają.
Jak ocenia pan to, że obecny zarząd odwołał się od wyroku ws. odpowiedzialności pańskiego zarządu?
Już mówiłem, że niczego się nie spodziewałem po tym zarządzie. To kolejny dowód na to, iż chcą przekonać socios, że źle rządziliśmy klubem, popsuć nam reputację i sprawić, by ludzie uwierzyli, że zrujnowaliśmy Barçę. Jako że nie mogli się przyczepić do kwestii sportowych i socjalnych, wzbudzili podejrzenia co do aspektów ekonomicznych, bo tam mogli wcisnąć Katar. To jest typowe dla nich kłamstwo. Wciąż mówią, że chcą pokoju wśród barcelonismo, a za plecami składają pozwy na 47 milionów, ciągną cię do prokuratury, składają pozwy za pośrednictwem osób trzecich…
Powiedzieli, że nie wykonają wyroku co do poręczeń.
Nie widziałem jeszcze żadnego pisma z sądu w tej sprawie. Jedyną osobą, która może to zrobić, jest aktor tego filmu, którego wystawili oni sami, ale który chyba wymknął się im spod kontroli.
Pojawiły się informacje, że nowy syndyk socios, Joan Manuel Trayter, jest związany z Vicençem Pla i Robertem Blanchem, inicjatorami tego pozwu.
Zawsze mówiono, że tak było. On i Coronas. Również Jordi Moix ma bliskie stosunki z Blanchem. Oni stali za wotum nieufności pana Giralta. A dyrektorzy obecnego zarządu go popierali. Są oczywiste dowody na te powiązania…
Jak miała wyglądać ugoda, którą zaproponowano wam, aby wycofać pozew?
Przyszli do nas dwa razy. Najpierw mówili, że dla Barcelony odpowiedni jest pokój. Nie. Dla Barcelony odpowiednia jest prawda. Bilans naszych rządów jest bardzo dobry. Podejmowaliśmy decyzje poprawne i błędne, ale zostawiliśmy obecnemu zarządowi najlepszą Barçę w historii, jednak oni poświęcają się tylko temu, by nas zdyskredytować. Powiedziałem im, że ugodą jest prawda. Nie chciałem żadnej ceremonii hipokryzji. Jeśli chcieli pokoju, trzeba było wycofać pozew. Bez ugody. Przyszli do nas potem jeszcze przed wyrokiem sądu, bo przeczuwali już, że przegrają. Powiedzieli, że wniosą o zawieszenie procesu, a potem my mieliśmy się na to zgodzić. Potem chcieli zwołać zgromadzenie socios. Tak być nie mogło, bo to jest pogwałcenie prawdy. Ci panowie rządzą Barçą cynicznie i niedojrzale.
Blanch mógłby zrezygnować z wykonania wyroku ws. poręczeń w zamian za zbadanie waszych kart kredytowych.
Niech robią, co chcą. Już nie wiedzą, co wymyślić. Próbowali tego, to prokuratura mnie uniewinniła. Oni zawsze starają się wzbudzić wątpliwości i mnie zdyskredytować. Istnieje osobista nienawiść w kierunku mojej osoby. Blanch nie potrafi się powstrzymać. Poci się, żeby udowodnić coś, czego nigdy nie będzie w stanie udowodnić. Chce pokazać, że źle zarządzaliśmy klubem, kiedy my robiliśmy to bardzo dobrze.
Xavier Sala i Martín powiedział, że w jakimkolwiek innym kraju Bartomeu byłby już w więzieniu. Podziela pan jego zdanie?
Podpisuję się pod wszystkim, co mówi Sala i Martin. To, co zrobili Rosell i Bartomeu, kiedy mieli zeznawać przeciwko nam, było żałosne. Nie chcieli wziąć na siebie, że to oni rozpoczęli ten proces ws. odpowiedzialności zarządu. Pan Rosell, ten sam, który uciekł w pośpiechu, bo nie chciał wyjaśniać kontraktu Neymara, i Bartomeu, który zagłosował na tak. To żałosne, że poszli do sądu i powiedzieli, że o niczym nie wiedzieli. Że wszystko wiedział Faus, a potem on zeznał, iż to była sprawa biegłych rewidentów, którzy ostatecznie to zdementowali. Skłamali przed sądem, w innym kraju miałoby to inne konsekwencje, jak mówi Xavier Sala.
Kiedy wspomina pan Barçę, jaką zostawiliście wy, i patrzy pan na tę, która jest teraz, co pan myśli?
Odczuwam wielkie rozczarowanie, ponieważ zniszczyli wiele rzeczy, które stworzyliśmy skutecznie, zaczynając od modelu Johana. Są wyrachowani. Zachowali model, który przynosił sukcesy, ale ostatecznie go zniszczyli, bo nie myślą. Nie ma dobrej polityki odnośnie cantery. Pojawiło się wielu wyrachowanych ludzi, którzy starali się zachować prawa do zawodników. No i sprawa Kataru. Poza tym to umowa, która też nie przynosi wielu pieniędzy. Straciliśmy siłę i wizerunek, jakie mieliśmy. Jesteśmy oskarżeni o korupcję, FIFA karze nas za złe zarządzanie zawodnikami niepełnoletnimi, prezydent ucieka bez wyjaśnień, kolejny rządzi, nie poddając się pod głosowanie chociażby zgromadzenia socios… Byliśmy wzorowym klubem na świecie, a z winy tego zarządu teraz nim nie jesteśmy.
Komentarze (130)