Jak informuje Mundo Deportivo, Jérémy Mathieu wyłożył trzy miliony z własnej kieszeni, aby spełnić marzenie o grze w Barcelonie.
Podobna praktyka miała miejsce przy transferze Mascherano czy Fàbregasa. Argentyńczyk w 2010 roku dopłacił cztery miliony do oferowanych przez Barçę dwudziestu, zaspakajając w ten sposób żądania Liverpoolu. Jeśli zaś chodzi o Cesca, zrezygnował on z pięciu milionów, by Arsenal mógł otrzymać 40 mln, których domagał się od Barcelony.
Teraz nieugięta postawa Valencii w negocjacjach z Barceloną sprawiła, że Mathieu musiał zareagować, by spełnić swoje marzenie. Najpierw 18 lipca wydał komunikat, w którym prosił prezydenta klubo o zaakceptowanie oferty od Barcelony, argumentując, że „wszystkie strony na tym skorzystają”. Następnie widząc, że Valencia nie zamierza obniżyć swoich wymagań, Mathieu poczynił kolejne kroki. Z 20 milionów, które Barça miała zapłacić Valencii, on zobowiązał się wyłożyć trzy z własnej kieszeni.
W wieku 30 lat, po pięciu sezonach spędzonych w Valencii, Mathieu miał świadomość, że taka okazja może się już nie powtórzyć i był gotów zrobić wiele, by transfer na Camp Nou stał się rzeczywistością. Dzieki temu, że dołożył się do sumy oferowanej przez Barçę, oba kluby osiągnęły porozumienie.
Po zaledwie miesiącu pracy z drużyną Mathieu zdołał zaadaptować się w drużynie i wie już, czego wymaga od niego Luis Enrique. Choć jego naturalną pozycją jest lewa obrona, po roku występów na stoperze w Valencii przekonał do siebie trenera Barçy na tyle, że ten nie wyobrażał sobie formacji defensywnej bez niego. Stąd te usilne starania Katalończyków o pozyskanie Francuza. Rok wcześniej Barça mogła mieć go za osiem milionów, lecz wtedy Martino nie chciał transferu obrońcy, licząc na to, że Puyol wróci do zdrowia.
Komentarze (241)