Przy Canaletes mówią. Wartości

Mateusz Bystrzycki

14 lipca 2014, 09:00

42 komentarze

Nasza drużyna piłkarska jest czymś więcej niż klub, jest ona symboliczną i nieuzbrojoną armią Katalonii”. *

Narcís de Carreras, były prezydent FC Barcelony i autor słów "Més que un club", właśnie przewraca się w grobie. I jemu podobni, którzy w ponurych czasach kształtowali, a potem bronili wartości barcelonismo. W 2010 roku Sandro Rosell i jego wątpliwej reputacji świta rozpoczęli proces degradacji najcenniejszej z klubowych cnót - tożsamości. Apogeum zepsutych i niezdarnych rządów nadeszło kilkanaście dni temu, kiedy poinformowano o rozstaniu z Txemą Corbellą. "Presidente", jak nazywali go piłkarze, został zwolniony po 32 latach nienagannej służby barcelonismo.

Zaczęło się niewinnie, bo od rzekomego sporu statutowego wokół honorowej prezydentury Johana Cruijffa. A potem? Niejasny i tajemniczo poddańczy wręcz związek z Qatar Foundation, a także sprawy Pepa Guardioli, Érika Abidala, Víctora Valdésa, Neymara i Guillermo Amora. A ostatnio także Txemy Corbelli. To i tak jedynie najpoważniejsze z przewinień obecnego zarządu klubu. O wielu innych po prostu nie wiemy.

62-letni Corbella był pracownikiem Barçy przez 32 lata. Przygodę z Camp Nou rozpoczął w 1978 roku, kiedy został stadionowym ochroniarzem. Od 1982 roku odpowiadał za przygotowywanie sprzętu dla piłkarzy. Kolejne pokolenia zawodników i trenerów wołały na niego: "El Presidente". Wzbudzał zaufanie i szacunek, ponoć nigdy nie krzyczał, mimo że jako jeden z nielicznych spoza sztabu trenerskiego miał prawo zabierać głos w szatni. Przemawiał również podczas celebracji zdobytych tytułów.

Pierwszy na rozstanie z Corbellą zareagował publicznie Fernando Navarro. Były piłkarz FC Barcelony, obecnie gracz Sevilli, napisał na jednym z portali społecznościowych: „Dziwi mnie zwolnienie Txemy Corbelli. Ujmująca osoba, pracowita, culé. Dziwnie będzie nie móc zobaczyć się z nim po meczach". Były bramkarz i trener golkiperów „Blaugrany" Juan Carlos Unzué powiedział kiedyś: „Dzięki zdolności obserwacji i odpowiedniemu charakterowi Txema jest kluczowy w szatni. Ma olbrzymie serce i tworzy cudowną atmosferę". W grudniu 2013 roku Valdés stwierdził, że to Corbella najmocniej przekonywał go do pozostania w klubie. - Wpadliśmy sobie w ramiona i płakaliśmy. Txema jest dla mnie jak ojciec. Dbał o mnie i chronił od pierwszego dnia w klubie - ujawnił były już bramkarz „Dumy Katalonii”. Z kolei Xavi postawił sprawę jasno: „Nie jestem w stanie wyobrazić sobie szatni bez Txemy”.

Decyzja klubu o zwolnieniu 62-latka zbiegła się w czasie z objęciem przez Luisa Enrique stanowiska trenera pierwszego zespołu. Obaj utrzymywali dobre relacje, zarówno, kiedy „Lucho” był piłkarzem FC Barcelony, jak i wówczas, gdy przejął stery w Barçy B. W 2013 roku Enrique powiedział: "Miałem szczęście pracować z Txemą przez 8 lat. Zawsze ułatwiał mi pracę. Mamy znakomite relacje". Trudno więc przypuszczać, aby „Lucho” miał cokolwiek wspólnego ze zwolnieniem 62-latka. Wygląda na to, że za rozstaniem z Corbellą stoi nowy kierownik drużyny, Emili Sabadell. Nie miał on jednak odwagi przekazać Txemie swojego postanowienia bezpośrednio (cóż za klasa i ludzka elegancja!), więc w roli posłańca złej nowiny wystąpił Andoni Zubizarreta. Kiedy "Zubi" przekazał Corbelli hiobową wieść, obaj padli sobie w ramiona i zaczęli płakać.

Co ciekawe, oburzenie decyzją klubu wyrazili za kulisami Leo Messi, Andrés Iniesta, Xavi i Carles Puyol. Władze „Blaugrany” starały się ratować sytuację, proponując Corbelli funkcję w Ciutat Esportiva Joan Gamper. Ale Txema to człowiek szatni, drużyny, boiska, a nie modernistycznie urządzonych gabinetów i wygodnych, skórzanych foteli. Ponoć lubi zapach murawy, zużytego sprzętu piłkarskiego, ostry futbolowy język i specyficzne zwyczaje szatni pełnej prawdziwych facetów. Chciał być blisko serca barcelonismo, czuć się ważnym i potrzebnym, a nie przyspawanym do klubowego stołka jakby w uznaniu dla dotychczasowych zasług. Jego życie to Barça, ta dawna, pierwotna, pełna romantycznych ideałów, ta z epoki bez smartfonów i celebryckich spędów.

Zwolnienie Corbelli wpisuje się w pewien ciąg zdarzeń. Na początku czerwca klub poinformował, że nowym kierownikiem drużyny został wspomniany Sabadell, który w ostatnich latach był dyrektorem ds. eksploatacji obiektów. Od szatni pierwszej drużyny błyskawicznie zostali odsunięci Carles Naval i Pepe Costa. Obaj pełnili w drużynie ważne funkcje, dbając o komfort piłkarzy i odpowiednią atmosferę wokół „Blaugrany”. Ponoć intencją zarządu było zamknięcie szatni na wpływy z zewnątrz, a także zapobieganie wyciekom do mediów. Tym samym Corbella, Naval i Costa zostali wskazani jako ci, którzy w ostatnich latach mieli wynosić informacje do dziennikarzy, destabilizować środowisko drużyny seniorów i negatywnie wpływać na jej z założenia hermetyczny charakter.

Co ciekawe, kilka dni temu jeden z czołowych katalońskich dziennikarzy Xavi Torres zdradził, że przez 25 lat pracy przy „Blaugranie" Corbella nigdy nie przekazał mu choćby szczątkowej informacji dotyczącej wewnętrznego życia drużyny. Torres poinformował również, że od odejścia z klubu Pepa Guardioli trener pierwszego zespołu nie podejmuje już wszystkich decyzji związanych z funkcjonowaniem szatni. W przeszłości piłkarze FC Barcelony wielokrotnie podkreślali, że jednym z kluczowych czynników sukcesów ery geniusza z Santpedor były decyzje podejmowane przez ścisłe kierownictwo drużyny. Szatnia była zamknięta dla dyrektorów i pracowników biurowych klubu. Grupa Josepa Marii Bartomeu chce to zmienić. Idzie o dostęp do wszystkich informacji na temat drużyny, a nawet podejmowanie decyzji odnośnie organizacji jej życia. To coś więcej niż wpływanie na decyzje sportowe trenera, które legło u podstaw rozstania klubu z Guardiolą.

Takie sytuacje jak ta i wszystkie opisane we wstępie wzbudzają moją wściekłość. Tym większą, bo pomieszaną z beznadziejną bezsilnością. Lawinę szkodliwych dla klubu decyzji mogą przerwać jedynie socios, którzy w wyborach decydują o obsadzie klubowych stołków na szczytach władzy. Tym, czego w tej chwili najbardziej potrzebuje FC Barcelona jest zmiana prezydenta i zarządu, a nie sportowe sukcesy i spektakularne zwycięstwa. One zamazałyby prawdziwy obraz sytacji, w jakiej przez nieudolne rządy Rosella, Bartomeu i spółki znalazła się "Duma Katalonii". Barça potrzebuje głośnego upadku i pokaźnych rozmiarów katastrofy na wielu polach, aby socios wreszcie przejrzeli na oczy.

Wydawało się, że początkiem końca obecnej władzy będzie sprawa nieprawidłowości przy transferze Neymara. („Byliśmy transparentni. Wszystko zrobilibyśmy tak samo” - czy można być bardziej aroganckim?) Niestety, w kwietniowym referendum dotyczącym Espai Barça członkowie klubu o 115-letniej historii poparli ideę zakładającą m.in. możliwość nadania stadionowi komercyjnego przedrostka. Bartomeu i spółka sprzedali już drużynę (np. na kilka dni przed kluczowym meczem poprzedniego sezonu z Atlético Madryt piłkarze uczestniczyli na El Prat w nagrywaniu reklamy dla Qatar Airways), koszulki, a także trybunę stadionu i jego nazwę. Teraz sposobią się do ostatecznego unicestwienia duszy, tożsamości i wartości barcelonismo. Aktualni zarządcy klubu sprawili, że FC Barcelonie nie pozostało już nic, oprócz chlubnej historii. To dramatyczne wyznanie, ale życzę "mojej" Barçy najgorzej, aby mogło być lepiej. Od czterech lat wątpliwej reputacji ekipa depcze klub, na którego chwałę i wielkość pracowali przez lata ludzie tacy jak Corbella. Jego zwolnienie pokazuje, że dla obecnego zarządu nie ma świętości, a duma, herb i historia Barçy to jedynie zbędny balast. Oni przyszli do klubu dla władzy i splendoru (prezydent FC Barcelony jest trzecim człowiekiem w mieście, zaraz po przewodniczącym Generalitat de Catalunya i burmistrzu stolicy regionu). Trudno im zrozumieć, że ktoś, kto może poszczycić się jedynie wieloletnią służbą dla lekceważonych przez nich barw i wartości, może stanąć im na drodze ku pełni władzy. Ostatni bastion padł. Szatnia przestała być nietykalna.

Jako kibic wybaczam niekompetencję i brak stosownych kwalifikacji. Wybaczam (choć z trudem) nieudolność i błędy administracyjno-logistyczne. Ale nie jestem w stanie wybaczyć rezygnacji z podstawowych wartości barcelonismo, szacunku dla zasłużonych dla klubu pracowników czy też po prostu złych intencji (by nie użyć słowa „sabotaż”, które wielokrotnie ciśnie mi się na usta, gdy obserwuję kolejne działania ekipy Rosella/Bartomeu). To, co jeszcze do niedawna odróżniało FC Barcelonę od innych, dziś stało się powodem do drwin i kpin. W czym bowiem „Blaugrana” Bartomeu różni się od np. Realu Madryt? Spektakularne wielomilionowe transfery, niejasne interesy, kontrowersyjne wypowiedzi, obłe kształty dawno przebrzmiałych wartości i koszulka piłkarska przypominająca słup ogłoszeniowy. Wolę zginąć z Corbellą niż wygrać z „Neymarami” i „Suárezami”, bo to nie piłkarze, nawet najlepsi, są najważniejsi, a klub i tworzący go ludzie. Ich poświęcenie, wyrzeczenia, łzy szczęścia i smutku, które wyznaczyły wartości i tożsamość barcelonismo.

Moim zdaniem Corbella zrobił dla tego klubu więcej niż Bartomeu, Rosell i cała reszta ich współpracowników. Dziś 62-latek odchodzi z „jego” Barçy, bo tak chcieli przedstawiciele zepsutej, niekompetentnej i zdemoralizowanej władzy. Jednak za chwilę ich także nie będzie już w klubie, a Txema zostanie na zawsze, we wspomnieniach i świadectwach ludzi „Blaugrany”. Bo to ludzie są najważniejsi. Możesz być prezesem, dyrektorem czy menedżerem, ale tylko przez chwilę. Człowiekiem będziesz zawsze. I to na tej podstawie zostaniesz osądzony.

Mateusz Bystrzycki - dziennikarz Sport.pl i autor książki „Gerard Piqué. Urodzony na Camp Nou"

* Manuel Vázquez Montalbán, „Środkowy napastnik zginie o zmierzchu"

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Gratulacje panie Mateuszu za ten tekst choć sam osobiście przyznam że tą opinię oraz skutki rządów tych sprzedajnych krów przewidziałem jak wygrali w 210 roku i powtarzam to już 4 rok.......ale uwaga zaraz zlecą się przyjaciele tej JUNTY PROKATARSKIEJ w postaci mariovebusiów i będą krzyczeć że to "Laporta zły bo narobił długów"....choć to tak wyświechtane nie podparte niczym bzdury które godne są kłamstw obecnej władzy politycznej w Polsce.
« Powrót do wszystkich komentarzy