W ciszy stadionu. Pogrzeb tiki-taki

Challenger

5 lipca 2014, 17:50

75 komentarzy

Kolizję swych siekaczy z ramieniem Giorgio Chielliniego raczył określić Luis Suárez mianem „przypadku”. W odpadnięciu Hiszpanów z brazylijskiego Mundialu żadnego przypadku nie było. Podopieczni Vicente del Bosque pożegnali się z turniejem nim ten na dobre się zaczął.

Sztab trenerski La Roja postanowił pójść w ostatnie tango. Z tym samym składem na kolejne mistrzostwa. Zamiast tańca zwycięstwa wyszedł im smętny

Totentanz. Taniec śmierci.

Real Madryt + Atlético Madryt < FC Barcelona La Roja)

W boju o mistrzostwo Hiszpanii Barça uległa Atlético. Dwukrotnie – na dystansie całej rundy wiosennej i w bezpośrednim starciu o tytuł. W Pucharze Króla okpił ją pozbawiony swego lidera Real. Ten sam Real zdobył Puchar Europy. Na graczach jakiego klubu oparł swą mundialową kadrę Vicente del Bosque?

Był dla FC Barcelony czasem ogromnych nadziei i jeszcze większych rozczarowań ostatni rok. Jakich wniosków dostarczył szykującej odwet za Puchar Konfederacji hiszpańskiej kadrze? Dokładnie żadnych. Trener „La Roja” powielił prawie wszystkie grzechy upadającej przez trzy ostatnie sezony Blaugrany.

Mając do wyboru więcej opromienionych Mistrzostwem i podbiciem Europy gladiatorów Simeone czy dowartościowanych podwójną koroną młodych zdolnych z Madrytu, VdB znów zbudował drużynę wokół graczy z Camp Nou. I ta drużyna odpadła z turnieju nie doczekawszy nawet trzeciego meczu. Wystarczyły dwa.

Piłkarze złamani

W czwartym wielkim turnieju z kolei, Del Bosque zachował status quo w zespole i przy powołaniach. Najwięcej (6) trafiło do reprezentantów Barçy, ogrywanej wiosną na wszystkich frontach. Dwukrotnie mniej miejsc przypadło piłkarzom RM. Mistrzowie kraju z Atlético niby też zajęli trzy – z tą różnicą, że tylko jedno w wyjściowej jedenastce.

Jedenastce zdominowanej przez piłkarzy wyblakłych. Barceloniści stanowią wśród nich liczną grupę, ale nie tylko ich mam tu na myśli. Xabi Alonso ma za sobą najgorszy sezon w karierze. Casillas rozegrał przez oba ostatnie sezony 5-krotnie mniej meczów niż każdy z jego zmienników – i już pierwszy mecz Hiszpanów na MŚ nie pozwolił o tym zapomnieć. Poza Silvą i Azpilicuetą, „La Roja” przywiozła do Brazylii zespół oparty na ludziach złamanych ostatnimi miesiącami, rozczarowanych. Skończonych?

Nadto, pogardzany przez wielu obserwatorów turniej sprzed roku okazał się przeoczonym ostrzeżeniem. Kosztem odradzającej się po Menezesie Brazylii, dobitnie przegrany przez Hiszpanów finał mam na myśli tu.

Alternatywy zostały w domu

Nie śledziłem postawy Hiszpanii w eliminacjach, nie analizowałem wiosennych powołań trenera. Nie dziwcie się zatem, że piszę o nich z perspektywy czasu. Są rzeczy równie aktualne dziś, co rok temu.

Choćby to, że obnażenie wszystkich słabych punktów Hiszpanii na zeszłorocznym Pucharze Konfederacji nie skłoniło nikogo w sztabie „La Roja” do poszukania innych pomysłów na zespół. Były, są na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wziąć przykład z samej Barçy, rozglądającej się drugi rok za Llorente (lub jego ekwiwalentem). Wysoki, silny, skuteczny napastnik Juventusu mistrzostwa ogląda w telewizji. Uznano, że bardziej przydatni od niego na tym turnieju będą inni.

Álvaro Negredo wystarczył rok w Premiership by poprawić niemal każdy aspekt swej gry. Widzowie znający go wcześniej z La Liga przecierali oczy widząc jego świetną momentami współpracę z pomocnikami w City. Też został w domu. Podobnie jak Soldado. Ten sam Soldado, który za powołanie niemal zawsze odwdzięczał się bramkami (bilans siedmiu goli w 12 meczach kadry), a jesienią w pojedynkę windował Tottenham w tabeli. Tymczasem Michu … … no dobra, nie przesadzajmy.

Nie mówię, że wszyscy powinni znaleźć się w Brazylii, bo na pewno byliby lepsi niż ci, którzy znaleźli się w samolocie na turniej – lecz brak choćby jednego, dwóch z wymienionych tu goleadorów w 23-osobowej kadrze zdecydowanie stanowi odpowiedzialność powściągliwego w swych decyzjach trenera. Kosztem na przykład bezproduktywnego w Brazylii Torresa, dennego przez 2/3 sezonu Pedro Rodrígueza czy reprezentanta rosnącej mimochodem w potęgę ligi australijskiej. Któremu obecna forma nie zapewniła ani minuty gry na MŚ póki La Roja „była w grze”. Wyjątkiem ostatni mecz. O nic.

Ślepa uliczka

Zamiast dywersyfikacji opcji w ataku, Hiszpanie mieli jedno remedium na wszystkie swoje brazylijskie zmartwienia. Brazylijczyka. Przez co ich wynik na XX MŚ był z tego powodu jeszcze dotkliwszy, myślę. Główny i, jak się okazało, jedyny plan „La Roja” na podbój Mundialu – okazał się kompletna klapą. Przyszycie przejętemu z Barcelony środkowi pola „głowy” w postaci napastnika Atlético stworzyło z reprezentacji Hiszpanii hybrydę jak z „Transformerów”. Tyle że pozbawioną życia.

Rozwiązanie ryzykowne już w zarysie, straciło jeszcze bardziej na logice gdy piłkarz odniósł dotkliwą kontuzję wiosną. Pasowany przez trenera i media nie tylko na podstawowego napastnika, ale raczej kogoś w rodzaju „zbawcy” całej kadry Costa – rozegrał w czerwono-żółtych barwach przed brazylijskimi finałami 2 mecze. DWA.

Skoro nie miał kiedy zgrać się z drużyną, to jak to się mogło udać? Innych planów zastępczych nie opracowano, bo Hiszpanie zabrali do Brazylii…

kadrę spokojnej starości.

Napastnicy to jedno. Jeszcze bardziej zdumiewające było dla mnie pominięcie w turniejowej kadrze i wyjściowym składzie kilku nowszych twarzy niż te, które kibice i rywale znają już na pamięć.

Thiago Alcântarę (5 występów w kadrze) wyeliminowała kontuzja, ale pominięcie Isco (2) to już autonomiczna decyzja sztabu reprezentacji. Moim zdaniem skandaliczna. Realnego zastępstwa dla Busiego (od dawna bez formy) i Alonso (w tygodniach poprzedzających turniej zebrał kolekcję ambarasujących pomyłek) w środku pola też nie przewidziano skoro los Isco podzielili Javi García (3) i Mario Suárez (2). Tacy gracze jak Illarramendi czy Ander Herrera debiutu w dorosłej kadrze od VdB nawet się nie doczekali. Patrząc na liczbę meczów w kadrze Isco i Thiago – nie mogą być zdziwieni.

Przenieśmy wzrok z nieobecnych na pierwszą „11”. Czy Del Bosque wykorzystał do końca tych, których do Brazylii ostatecznie zabrał? Nie udało mu się na przykład zmieścić razem w „podstawie” D. Silvy i Juana Maty. Głównie dlatego, że – analizując ustawienia kadry z ostatnich lat – nie próbował. Musi to dziwić każdego, kto pamięta rajdy i błyskawiczne wymiany piłki między tą dwójką za ich czasów w Valencii. Oferując to samo kadrze, wnieśliby wiadro nieprzewidywalności do jej statycznego środka pola. Z kolei na lewą stronę obrony Del Bosque wybrał kolejne barcelońskie chuchro, zamiast będącego w życiowej formie Juanfrana. Minęły 24 miesiące i z sensacji EURO stał się Alba kimś do szczętu przyziemnym. Gra Holendrów i Chilijczyków boleśnie zweryfikowała ten wybór.

Tylko marginalne role przypadły w Brazylii Javiemu Martínezowi i Koke. Pierwszy nie mógł zbawić cierpiącej na zbyt wiele dolegliwości defensywy Hiszpanów. Wpuszczenie tego drugiego w przerwie z Chile wyglądało jak przyznanie się trenera do fundamentalnego błędu. Zbyt późne.

Barça i reprezentacja – wspólny sukces, wspólna klęska

W tym składzie personalnym i taktycznym „La Roja” skazała się na porażkę. Poniosła jeszcze dotkliwszą niż się spodziewałem. W zabawie ze znajomymi przewidywałem „tylko” 3:1 dla Holandii. Nie doceniłem też walecznych Chilijczyków. Tu postawiłem na remis.

„Duma Katalonii” zaczęła chwiać się już trzy lata temu. Na hierarchię kadrową, rotacje w wyjściowej jedenastce, personalia i wreszcie taktykę reprezentacji nie miało to praktycznie żadnego wpływu. Nawet w tym sezonie. Choć dostarczył Hiszpanom tylu podpowiedzi... Poza sukcesami Atlético i Realu mieliśmy też pasjonujący półfinał LE pomiędzy Sevillą a Valencią, „momenty” Realu Sociedad czy wielki powrót do ligowej czołówki Athletiku Bilbao – ostatnie miesiące robiły wiele, aby uczynić VdB bardziej przewidującym w kontekście Mistrzostw. Nic z tego.

Nie można go winić zbytnio. Jest synem swego narodu. Narodu, który tę grupę piłkarzy pokochał bez reszty. Za zjednoczenie ponad regionalnymi podziałami, za trwający 6 pięknych lat ciąg największych sukcesów w dziejach piłki. To oni, gracze stanowiący fundament „La Roja” od roku 2007 do dziś, stworzyli z dwoma wielkimi trenerami erę sukcesów 2008-2012. I z tymi piłkarzami era ta odeszła w przeszłość.

Czy musiało tak być? Odpowiedź na to pytanie dyktuje każdemu sumienie, przekonania, życiowa filozofia. Po fakcie liczy się tylko, że mogło być. I było.

Powrót na Camp Nou

Może i pouczająca to diagnoza, ale na dobrą sprawę jałowa. Przynajmniej do czasu póki ktoś z nas zostanie szefem związku. Lub przejmie kontrolę nad umysłem Del Bosque i skłoni go do rezygnacji. Wcześniejsze akapity mogłyby być kolejnym niezaskakującym – choć w formie i treści oby odległym walorom nasennym – rozdziałem ogólnoświatowego lamentu nad wynikiem hiszpańskiej kadry. Byłyby, gdyby tylko postawić tu kropkę.

Rozczarowanie zaprezentowane przez reprezentację na brazylijskim Mundialu stanowi mi tu wyłącznie punkt wyjścia do ponownego spojrzenia na ostatnie miesiące w wykonaniu Barçy. Wróćmy wreszcie na Camp Nou.

Po ostatniej kolejce La Liga rozgoryczenie kibica lało się ze mnie strumieniami. Dodajmy do tego wynik meczu o Puchar Króla, przebieg finału Ligi Mistrzów… Ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę, to zdobyć się na jakieś sensowne podsumowanie sezonu w wykonaniu naszych gwiazd. Dawno nie miałem tak bardzo dosyć futbolu. „Wstręt” – to najlepsze słowo. Dobrze, że było się czym zająć. Otwarcie Mundialu przyjąłem fajerwerkami obojętnościami. Może to zabrzmi głupio*, ale obraz gry Hiszpanii na brazylijskim Mundialu, jej skład, taktyka i ostatecznie wyniki – pouczyły w jakimś sensie i poprawiły mi mój kibicowski humor.

Sęk nie w tym, że w dyrekcji sportowej na Camp Nou pracują durnie; a przynajmniej nie tylko w tym. W przygotowaniach do brazylijskiego Mundialu „La Roja” doskonale powieliła strategiczne błędy Barçy. Efekty uszyte na miarę tych błędów. I co teraz? Co to oznacza? Niekompetencję władz całej hiszpańskiej piłki? Szaleństwo tak doświadczonego trenera; byłego przecież gracza i szkoleniowca Realu! Zwłaszcza on nie postawiłby na tych ludzi, gdyby nie był pewny, że dadzą radę ten jeszcze jeden, kolejny, może ostatni już raz… Brzmi znajomo, co.

Po rozstrzygnięciach grupy B trudniej mi winić Klub za błędy zaniechania głębokich zmian w obliczu „starzenia” się tiki-taki jako systemu gry i kluczowych dla jej wydajności postaci. Niech rzuci pierwszy kamieniem, kto miałby czelność rok czy dwa lata temu wypędzić z Nou Camp Xaviego, Puyola czy, z innych względów, Piqué. Te same wartości, które doprowadziły tych piłkarzy na szczyt, sprawiły, że w klubie i kadrze ufano im do końca. Do samego, smutnego końca. Końca niby przegranego, ale jednocześnie zwycięskiego – jeśli odpowiednio przewartościujemy sobie pewne rzeczy.

Skoro nie ma kogo winić – największy problem współczesnych mediów – to co się stało: z Barçą, z Hiszpanią? Nic wyjątkowego. Życie się stało. Nic nie trwa wiecznie. Już na pewno nie w sporcie! Żadna wielka dynastia sportowców nie odchodzi bezboleśnie – Chicago Bulls, „Niepokonany” Arsenal, Francja 1998-2000, pomnikowi tenisiści. Najwięksi zwycięzcy swoich aren zawsze przegrają z czasem.

W FC Barcelonie zestarzeli się ludzie i idee. Oddali tron następcom, ale walczyli do końca by trwać tam jak najdłużej. Wygrani pojawiają się i odchodzą, bo w branży tak konkurencyjnej jak współczesna piłka, próżni być nie może. Futbol akcji rodzi reakcję. Taktyka reaktywna nie śpi. Tego, co wspólnie osiągnęli w klubie i kadrze, nikt im nie odbierze. Nam, kibicom, widzom, przypadkowym obserwatorom – też nie.

Koniec cykli

Klęska reprezentacji Hiszpanii, w której ci sami gracze FC Barcelony stanowili fundament składu w czwartym wielkim turnieju z rzędu – nieodwracalnie i chyba ostatecznie oznacza wymowny koniec cyklu. Samej Barçy, w moim odczuciu, chyba nawet silniej niż kadry Aragonésa i Del Bosque.

„Duma Katalonii” mimo drastycznego spadku jakości i wydajności gry zdołała przez ostatnie 3 „chude” lata zdobyć 6 trofeów. Poległa dosadnie z Bayernem, dwukrotnie skończyła ligę nad Realem. W zeszłym sezonie była w trzech rozgrywkach słabsza od rywali. Za każdym razem różnicą jednej bramki. Mistrzowie świata przepadli w grupie.

I patrząc na komentarze większości culés, to właśnie katastrofy hiszpańskiej reprezentacji było trzeba, aby wreszcie zgodzili się, że obraz gry Barçy ostatnich lat… też wymaga zmian. To wymowna zmiana frontu przez dużą rzeszę fanów Azulgrany. Zwłaszcza w kontekście tak świeżych głosów oburzenia, jak to Klub może żegnać Xaviego, i jakim prawem sam Xavi decyduje się odejść z Camp Nou?! Po Mistrzostwach takich głosów będzie dużo mniej. Już jest.

To wciąż ci sami ludzie. Już nie tacy sami. Futbol części z nich się wyczerpał (Xavi, Iniesta, Alba), niektórzy od dawna nie mogą ustabilizować formy (Busquets, Pedro, Villa, Torres), jest też dwóch takich co lubią odcinać kupony od dawnej chwały (Piqué, Fàbregas). Po decydującym meczu z Chile zrobiło się głośno. Tylko dlatego, że duże owoce spadają na ziemię z większym hukiem.

To w obliczu pogrzebu tiki-taki w wydaniu reprezentacyjnym widać wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej, jak wiele wspólnego miała stworzona przez Guardiolę FC Barcelona z pogrzebaną w Brazylii drużyną narodową – przynajmniej w jej dotychczasowym składzie personalnym i taktycznym. Obie te ekipy wspólnie odnosiły sukcesy. Wspólnie przeżywały problemy. Wspólnie upadły.

W jednym i drugim zespole nie zdołano utrzymać ciągłości. I Barca, i kadra mogą tylko zacząć pisać nowe cykle swojej historii. Tamten – po Mundialu pewniej niż kiedykolwiek chcę powiedzieć, że był on jednym, wspólnym dzieckiem La Masíi – został zachłannie zabrany przez macki przeszłości.

Dziś, w tym samym niemalże momencie, obie zrośnięte tą cudowną generacją piłkarzy drużyny, potrzebują na ławkach nowego stratega. Młodego (taktycznie, pomysłami kadrowymi, otwartością umysłu – bardziej niż wiekiem jako takim) i głodnego sukcesów. Barça już takiego znalazła. Dzięki temu można być w obliczu nadchodzącego sezonu choć trochę spokojniejszym o Barçę.

I na tym gruncie zacząć odzyskiwać powoli wiarę, że kolejny sezon będzie lepszy od poprzedniego.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (75)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy