Zawodnicy Barcelony schodzili wczoraj do szatni w asyście gwizdów rozczarowanych kibiców.
Gwizdy były odpowiedzią nie tylko na postawę zespołu w najgorszym od kilku lat sezonie, ale również na zbyt małą zdaniem kibiców ambicję pokazaną w finale ligi. W odczuciu fanów piłkarze mogli zrobić więcej, by wygrać z Atlético.
Najbardziej dostało się Leo Messiemu. Argentyńczyk był wczoraj zupełnie niewidoczny. Nie stwarzał zagrożenia dla obrońców Atlético, był apatyczny, nie miał pomysłu na grę. To, co najbardziej rozgniewało kibiców, to zachowanie Messiego po stracie piłki: czterokrotny zdobywca Złotej Piłki nie kwapił się do powrotów za rywalem, by odzyskać futbolówkę.
Brak zaangażowania w grę nie jest u Messiego niczym nowym. To jego główny problem w ostatnich miesiącach. Jeśli spojrzymy na statystykę bramek, powie ona być może coś innego, ale faktem jest, że większość trafień Atomowa Pchła zanotowała w pierwszej części sezonu. Ostatnie gole zdobywane były głównie z rzutów karnych i sytuacji, w których wystarczyło tylko dołożyć nogę.
Kibice mieli nadzieję, że zachętą do większego zaangażowania będzie dla Argentyńczyka nowy kontrakt, który gwarantuje mu najwyższe zarobki w piłkarskim świecie. Tak się jednak nie stało i pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja zmieni się w przyszłym sezonie.
Komentarze (357)