Na zegarze nie minął jeszcze pierwszy kwadrans meczu. Przy krótkim rozegraniu rzutu wolnego w strefie środkowej placu gry Messi stracił zagraną w poprzek piłkę na rzecz rywala. Zareagował jak za najlepszych lat swoich i PepTeamu. Ruszył pędem w pogoń za futbolówką. Spod nóg Sergio Agüero wygarnął ją pod samą linią pola karnego Valdésa.
Messi i Alves strzelcami bramek. Barça odreagowała weekendową wpadkę z Valladolid w swoim najlepszym stylu. Po emocjonującym meczu odniosła drugie zwycięstwo z City. Witamy w ćwierćfinale!
Po defensywnym popisie argentyńskiego wychowanka La Masíi sympatycy Barçy mogli swobodniej rozłożyć się na krzesłach. Z takim nastawieniem piłkarzy wszystko robi się prostsze.
Fani nie przeliczyli się. Po ostatnim gwizdku sędziego Barcelona mogła świętować. Dalekie od prawdy i krzywdzące dla rywala byłoby jednak stwierdzenie, że dla gospodarzy był to mecz lekki, łatwy i przyjemny. Do momentu strzelenia bramki na 1:0 przez Messiego Manchester City pozostawał w grze w pozie rozdrażnionego Garfielda - ze wszystkimi pazurami otwartymi na oścież. W grze nie tylko o wygraną w rewanżu, ale o awans.
Kun na Camp Nou nie był sobą, ale przez całą pierwszą połowę przybysze z Anglii dobrze funkcjonowali w ataku jako kolektyw. Szanse na bramkę komplikującą szyki Barcelonie mieli Silva, Touré i Nasri. Świetnie grali Fernandinho i Kolarov. Víctor Valdés grał do przerwy jak natchniony, a jego podniebna parada z drugiej odsłony nadaje się do oprawienia w ramkę. Jego koledzy z pola też mieli swoje liczne okazje. Kilkoma akcjami olśnili stadion. Po jednej z nich Anglicy musieli ratować się wybiciem piłki z linii bramkowej.
Oprócz Valdésa w szeregach Barçy było więcej bohaterów. Xavi i Iniesta dbali o kontrolowanie tempa gry i płynność akcji ofensywnych. Fàbregas „robił" za element zaskoczenia. Grał na większym ryzyku niż duet starszych kolegów, odważniej i kreatywniej. Neymar zdobył w I połowie „legalną" bramkę, której nie uznał sędzia. Wspierał Messiego bez piłki, uaktywnił się po przerwie. Po drugiej stronie boiska za dwóch bronił Piqué. Bardzo wartościowe wsparcie dawał Mascherano. Cały zespół solidnie pracował na optymistyczny efekt końcowy.
... i w końcu nadeszła minuta sześćdziesiąta i siódma. Kolejne w tym meczu niebanalne, prostopadłe podanie Fabsa znalazło sobie drogę między rozpląsanymi nogami znakomicie spisującego się dotychczas Lescotta. Messi znalazł się sam przed Hartem. Resztę widać na załączonym obrazku. Niczym najgłośniejsi sprawozdawcy z ojczyzny Lio i Gerardo Martino, fani Barçy przed środkowoeuropejskimi telewizorami mogli wreszcie wykrzyczeć: gol, gol, gol, gol, gol, GOL, GOOOOOOOOOL!!! dla Barçy!
Na boisku było 1:0. W głowach piłkarzy gości 0:3. Z podopiecznych Pellegriniego momentalnie zeszło powietrze. Z minuty na minutę rosły wolne przestrzenie w defensywie Anglików. Wejścia Navasa i Negredo nie zmieniły oblicza meczu. Barça z rosnącą swobodą rozgrywała swoje akcje na atakowanej połowie, a Alexis Sánchez dał im tak potrzebną w tym momencie dynamikę.
Podopieczni Martino grali swoje i przeważali na tym etapie meczu, lecz nie zdołali utrzymać jednobramkowego prowadzenia. Po nieporozumieniu w kryciu przy rzucie rożnym, Kompany wyrównał w 89. minucie spotkania. Bogowie futbolu nagrodzili ambicję Man City za wytrwałą walkę do końca mimo gry w osłabieniu. Trafieniu Kompany'ego trudno odmówić miana bramki z niczego. Po wykluczeniu Zabalety - w 78' otrzymał drugą żółtą kartkę za werbalny atak na arbitra - natarcia gości mocno straciły na częstotliwości, a luksusowa przewaga w dwumeczu napełniła umysły i spodnie defensorów Blaugrany budyniem rozkojarzenia.
Mimo utraconego prowadzenia i pewnego awansu ich koledzy z ataku nie złożyli broni. Ledwie kilkadziesiąt sekund po straconej bramce Barça odzyskała prowadzenie. Trafienie Daniego Alvesa potwierdziło optyczną przewagę Dumy Katalonii z końcowych 25 minut meczu. Seria szybkich podań wyprowadziła „w uliczkę" Iniestę. Minął Joe Harta. Spod linii końcowej oddał piłkę Alvesowi, który bez znieczulenia lutnął z dwunastego metra. Choć obrońcy The Citizens znów próbowali wybijać piłkę z linii i próbowali tłumnie - nie osiągnęli celu. Uderzenie Alvesa było za silne. Ofiary w ludziach to zwijający się w siatce Milner.
Bilans meczu jest obiecujący. Messi rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie. Strzelał i podawał w rozsądnych proporcjach. Regularnie ruszał na stoperów rywala z magicznymi akcjami indywidualnymi. O Neymarze pisałem. W jednej z akcji przy 0:0 ograł Kolarova w sposób FE-NO-ME-NAL-NY. Strzał nie był doskonały, ale i tak zmusił Harta do interwencji czubkami palców. Gdyby nie to, mielibyśmy pewnie akcję sezonu. Swoje dodali boczni obrońcy. Harmonijnie i inteligentnie wymieniali się zadaniami. Obaj zagrali nie tylko nogami - które w niejednym meczu tego sezonu jakby niosły ich same - ale i z głową.
Jak w każdym starciu na tym poziomie, nie mogło zabraknąć kontrowersji. Po siedmiu minutach gry spóźniony Lescott faulował w obrębie „szesnastki" zamierzającego oddać strzał Messiego, ale francuski arbiter nie chciał wskazywać na wapno w tak embrionalnym stadium meczu. Bezstronni fani powiedzieliby w tym miejscu, że z pożytkiem dla widowiska.
Druga kontrowersyjna sytuacja zdarzyła się w tym samym polu karnym, lecz już po przerwie. Szarżującego z piłką Edina Džeko zahaczył Gerard Piqué. Były i tu podstawy do podyktowania rzutu karnego. Decyzja sędziego nakazała piłkarzom grać dalej. Wzburzona ekipa gości straciła opanowanie i Zabaletę.
Nie sądzę, aby którakolwiek z decyzji sędziego Lannoy'a wypaczyła wynik rewanżu. Straty z meczu na Etihad Stadium jakby spętały nogi Anglikom przed przerwą, a Barça była tego dnia nazbyt skoncentrowana i skuteczna, aby dać sobie wyrwać awans.
Drużyna Manchesteru City pokazała momenty świetnego, ekscytującego futbolu, ale jej przygoda z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów dobiegła końca. „Dobranoc i powodzenia", życzę Obywatelom. Po takim dwumeczu gladiator Touré i jego koledzy zyskali wiele szacunku na kontynencie i wielu sympatyków w ich walce o mistrzostwo Anglii.
FC Barcelona przechodzi dalej i czeka na swojego rywala. Nie ma znaczenia, kto nim będzie, bo Barça Martino ma zamiar wygrać ten turniej. Ćwierćfinał będzie dobrą okazją, abyśmy poznali prawdziwą wartość tych ambicji.
Komentarze (2952)