„Och, woda, zimna woda z Canaletes, pocieszenie, które pochodzi od ciebie, Barcelono matko, dla twoich dzieci zmęczonych brakiem odpoczynku! Nasza wodo, leć szczodrze do nas spragnionych! Leć, bo tak wielkie pragnienie tylko ty zaspokoić potrafisz. Ty, która płyniesz, zachowując cudowny chłód wnętrza naszego miasta, które na zewnątrz jest rozżarzone i pali nas od środka".*
Wynik. W ostatnich tygodniach słowo odmieniane przez wszystkie przypadki, przeczołgane po najdalszych zakamarkach Les Corts. Z dwóch powodów. FC Barcelona, do niedawna najlepsza drużyna świata, stanęła na skraju zapaści sportowej i instytucjonalnej. Drużyną wstrząsają kolejne niepowodzenia, zaś włodarze „Blaugrany" sprawiają wrażenie, jakby idea „Więcej niż klub" była zbędnym balastem i przebrzmiałym frazesem. Ponadto, FC Barcelona właśnie wkroczyła w decydującą fazę sezonu. Z bagażem wątpliwości napełnionym niemal po same brzegi.
Czy należy w tym miejscu przywołać ostatnie porażki Dumy Katalonii i zauważalny regres sportowy? Czy warto pokusić się o gorzkie wspomnienie rozstania z Pepem Guardiolą, Thiago Alcântarą czy Érikiem Abidalem? A może należy poświęcić kilka wersów kolejnym pokracznym działaniom i wypowiedziom Sandro Rosella, Josepa Marii Bartomeu, Andoniego Zubizarrety, Javiera Fausa, Jordiego Cardonera czy Toniego Freixy? Nie. W chwili, gdy słabość Barçy w bezwzględny sposób starają się wykorzystać jej najwięksi wrogowie, a surowy rezultat wynoszony jest ponad wszystko, chcę wykrzyczeć: Barça to więcej niż wynik! To więcej niż tu i teraz, choć nad Barcelonetą zawsze, nawet w momentach najbardziej ponurych, wymagano nie tylko spektakularnych rezultatów, ale również doskonałości boiskowej i administracyjnej.
FC Barcelona to symbol niegroźnego nacjonalizmu i zniewolonych przez lata Katalończyków. To spójny koncept wyrażania skomplikowanej tożsamości, która zakłada czerpanie z pokaźnego dorobku kulturowo - społecznego. Działalność Barçy sprawiła, że już zawsze będzie ona postrzegana ponad sportowe wzloty i upadki. Nawet wtedy, gdy wiatry historii przywiodą nad Barcelonetę niemałą liczbę obiekcji. Idzie m.in. o rolę jaką klub z Les Corts odegrał w procesie kształtowania odrębności Katalończyków. Bogata historia Blaugrana to coś, co uczyniło ten klub i jego społeczność zjawiskiem niepodrabialnym. I nieśmiertelnym.
Dowodów zakurzone karty historii dostarczają aż nadto. I nie idzie jedynie o najdobitniejszy z nich, czyli wojnę domową, jej opłakane dla Barçy skutki oraz dyktatorski dryl, którym Duma Katalonii uciskana była aż do 1973 roku. Nie idzie także o szatnie Blaugrany z kłosami i pajęczyną. Can Sabadell, dawny stadion FC Barcelony, zapewniał drużynie jedynie miskę, dzban, flakon i lustro. Wielką radość wywołało dostarczenie przez jednego z piłkarzy ... wieszaków, które śmiałek wyniósł z domu w tajemnicy przed małżonką. Na przestrzeni lat emocje wzbudzał nie tylko stadion Dumy Katalonii, ale również jego sąsiedztwo. Tuż obok Camp Nou znajduje się słynny cmentarz Les Corts, na którym pochowano m.in. Paulino Alcântarę, Josepa Samitiera, László Kubalę czy Julio Césara Beníteza. Śmierć ostatniego z wymienionych do dziś okryta jest politurą tajemnicy. Ciało Urugwajczyka znaleziono na trzy dni przed decydującym o losach mistrzostwa Hiszpanii meczem z Realem Madryt. Za przyczynę zgonu uznano ... zatrucie nieświeżą rybą. Pomimo sprzeciwu Dumy Katalonii Hiszpańska Federacja Piłkarska nakazała rozegranie meczu. Remis 1:1 dał mistrzowski tytuł Królewskim...
W 1923 roku Miguel Primo de Rivera dokonał zamachu stanu. Przy wsparciu króla Alfonsa XIII zlikwidował on partie polityczne, narzucił cenzurę oraz zwalczał wszelkie formy działalności ludności katalońskiej. M.in. zdecydowano się na zamknięcie znanego w Barcelonie chóru, Orfeó Català. W związku z tym władze FC Barcelony, w akcie solidarności, postanowiły zorganizować na Les Corts mecz pokazowy. Rywalem Barçy był Club Esportiu Jupiter. W obecności czternastu tysięcy widzów zagrany przez angielski zespół muzyczny hymn Hiszpanii został szczodrze wygwizdany. Wieść o tym zdarzeniu szybko dotarła do Primo de Rivery. Kilka dni później w siedzibie klubu zjawiła się policja, która obwieściła, że wszelka działalność FC Barcelony została zawieszona na sześć miesięcy. Ponadto, z terenów Hiszpanii wygnano jej ówczesnego prezydenta i założyciela, Joana Gampera, który po latach miał powiedzieć: „To był najsmutniejszy dzień mojego życia". Co ciekawe, żaden z członków klubu nie zrezygnował z legitymacji, opłacano także składki, a nawet przesyłano drobne darowizny finansowe. Skład zespołu nie został naruszony, a wszystkie katalońskie kluby okazały Barçie wsparcie i poczekały ze wznowieniem rozgrywek na zakończenie kary. Wszystkie, z wyjątkiem Espanyolu.
Maria Martínez Valles nie był wybitnym zawodnikiem. Kontuzja kręgosłupa sprawiła, że musiał przedwcześnie zakończyć przygodę z futbolem. Urodzony tuż obok stadionu FC Barcelony piłkarz popadł w depresję. W ślad za nią pojawiły się problemy z nadużywaniem alkoholu i piętrzące się zadłużenie. W sukurs Vallesowi ruszyli m.in. piłkarze Dumy Katalonii, którzy przy wsparciu innych klubów niegdyś reprezentowanych przez pechowca, postanowili wystąpić w sztuce teatralnej! Przedstawienie zaprezentowane w Teatrze Novedades przygotowali Valentí Castanys i Borràs oraz Ramon Fontanet. Wszystkie wpływy z inscenizacji, w którą zaangażowano nie tylko zawodników, ale również działaczy i trenerów z całej Katalonii, przekazano Vallesowi.
Jednym z najpopularniejszych periodyków tamtych czasów był tygodnik Josepa Sunyola, La Rambla. Jego siedziba mieściła się w miejscu, gdzie obecnie znajduje się restauracja Nuria, nieopodal fontanny Canaletes. Tuż po otwarciu nowej redakcji na balkonie zamontowano ... pusty kij na flagę. W czasach dyktatury Primo de Rivery dozwolone było wywieszanie senyery, ale jedynie w towarzystwie flagi Hiszpanii. Fakt, że pracownicy La Rambli umieścili jedynie pusty kij postrzegano wówczas w kategoriach brawurowej wręcz odwagi. Wreszcie w redakcji tygodnika zjawiła się policja, która nakazała zdjęcie kija lub wywieszenie hiszpańskiej flagi. Sunyol odpowiedział, że uczyni to w momencie, gdy samotne wywieszenie senyery będzie w pełni legalne. 14 września 1931 roku, w chwili proklamowania II Republiki Katalonii, redaktor naczelny La Rambli zwrócił się do dozorcy o nazwisku Pla, aby ten zawiesił specjalnie przygotowaną na tę okazję senyerę. Wybór personalny był nieprzypadkowy. Pla był torturowany i skazany przez wojskowy reżim za złożenie hołdu pod pomnikiem bohatera narodowego Katalonii, Rafaela Casanovy. To ważne miejsce w historii Barcelony i jej piłkarskiej dumy. W 1923 roku delegacja klubu, z prezydentem Enrikiem Cardoną na czele, została ostrzelana przez policję podległą Primo de Riverze podczas tradycyjnego składania kwiatów. Dziesięć lat później nie dość, że swobodnie oddano hołd Casanovie, to jeszcze spontanicznie uformowano orszak, który z gigantyczną senyerą na przodzie przedefilował przez Ramblę aż do cmentarza Moreras, gdzie wygłoszono partiotyczno - niepodległościowe przemowy.
Już nic nie odbierze FC Barcelonie jej „katalońskości", etosu klubu ponad inne oraz wartości związanych z wyjątkową tożsamością. I historii, która w żadnym innym miejscu po prostu nie mogła się wydarzyć. To, co nazywamy „Barça", to pasja, miłość i duma. Te wszystkie mistrzostwa, puchary i patery, to coś więcej niż liczby. To ludzie, którzy dali szczęście. I świadomość, że krew nie jest czerwona, a bordowo - granatowa. Wierzę, być może naiwnie, że FC Barcelona znów pokaże dlaczego te barwy najsilniej świecą w ciemności. To trochę jak poczucie nieśmiertelności i odizolowanie w czasie i przestrzeni. W takim kotle emocji jak Camp Nou na nowo wybrzmi wezwanie, że wszystko jest możliwe. Inne słowo niż „dziękuję" nie przychodzi mi na myśl. Na pewno nie idzie o „proszę o więcej" czy „musicie wygrać". W chwilach dziejowej zawieruchy, gdy upadały największe postumenty, Barça przetrwała dzięki wierności względem własnych wartości i przeszłości. Jej dorobek, tak sportowy, jak i kulturowo - społeczno - polityczny, jest niepodważalny. M.in. z tego powodu nie wolno nam odwracać się od tej drużyny i klubu. Oni zasłużyli na nasze zaufanie i szacunek. Culés nie powinni wątpić. Culés powinni być.
*Eugeni d’Ors, 1905 r.
Komentarze (13)