Barça zagrała wczoraj fatalnie, to był jeden z najgorszych meczów w ostatnich latach. Wyjaśnienie niemocy, jaką zaprezentowali gracze Martino, można znaleźć w statystykach. Co z tego, że przez 75% czasu gry mieli piłkę, skoro nie kreowali futbolu?
Barcelona miała piłkę, lecz nic poza tym. Piłkarze z Valladolid rzadko potrafili wymienić kilka podań, ale co z tego skoro mieli to, co w futbolu najcenniejsze: intensywność, głód, chęć zwycięstwa i odwagę. Idealnym przykładem tego, jak słabo zagrała Barça, są statystyki Busquetsa. Nazywany najlepszym pivotem świata Busi zazwyczaj odbiera dwa razy więcej piłek niż traci; wczoraj miał 8 odbiorów i aż 10 strat. Inni zresztą nie byli lepsi. Alves stracił 11 piłek, odzyskując tylko 4, a Xavi miał 4 odbiory i 9 strat. Valladolid wyszedł na boisko z wysoko ustawioną defensywą i wywierał pressing na Xavim i Cescu, aby utrudnić im wyjście z piłką. I robił to skutecznie, Fàbregas miał 5 odbiorów i 7 strat.
W systemie gry Barçy ważne są dwa elementy: nie tracenie piłek i wykańczanie akcji. Wczoraj nie było ani jednego, ani drugiego. Najczęściej strzelał Messi, ale i on nie miał swojego dnia. O ile w Lidze Mistrzów wciąż gra na wysokim poziomie, o tyle w Lidze miewa mecze, w których jest po prostu bezsilny. A bez decydującego Messiego Barcelona traci na wartości i staje się jeszcze większym zakładnikiem swojego stylu gry. Jeśli dodamy do tego Neymara, który po aferze związanej ze swoim transferem gra po prostu słabo, otrzymamy obraz niewyraźnej Barçy, której ciężko wróżyć w tym sezonie sukcesy. Brazylijczyk strzelił hat-tricka w reprezentacji, po czym na José Zorrilla zagrał o kilka poziomów gorzej.
To był zły dzień. Wirus FIFA i rodzinna tragedia Iniesty z pewnością miały jakieś znaczenie, ale ta FC Barcelona nigdy nie szukała wymówek. Tymczasem od początku 2014 roku straciła już 13 punktów, zdobywając tylko 14 na możliwych 27. Trzy ligowe porażki na przestrzeni 9 tygodni oznaczają, że coś w tej drużynie nie działa. Martino powtarza, że nie ma miejsca na kolejne błędy, po czym Barça znowu zawodzi. Zawodzi, bo ani nie dominuje, ani nie gra bezpośredniego futbolu. 75% posiadania piłki nie znaczy nic, skoro brakuje strzałów na bramkę. W pierwszej połowie sezonu tych strzałów było dużo, teraz jest ich coraz mniej. Obecnie posiadanie piłki przez Barcelonę wydaje się puste, asekuracyjne i uciążliwe bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Bezpośredni futbol, jaki zespół grał w niektórych meczach na początku sezonu, teraz jest tabu, wydaje się obrazą katalońskiej esencji piłkarskiej. Zupełnie tak, jakby pozbycie się piłki próbą strzału zza pola karnego było niewybaczalnym grzechem. Jaki wpływ na ten zespół ma Martino? Jeden z redaktorów Sportu zarzucił ostatnio trenerowi to, że nie jest pewny, czy w kolejnym sezonie chce pracować w Barcelonie, a klub zasługuje na ludzi, którzy będą się z nim identyfikowali. Wczoraj trener wprowadził dodatkowego napastnika, środek pola wzmocnił Sergim Roberto i... nic. Ani razu nie odważył się zrobić z Piqué tzw. palomero (zawodnika czekającego na piłkę w polu karnym rywala, do którego kierowane są wszystkie podania), co stosował Guardiola, aby odwrócić losy meczu. To się nazywa być bardziej papieskim od Papieża - pisze Mundo Deportivo. Martino nikomu nie może zarzucić, że brakuje mu potencjału w składzie, bo latem ubiegłego roku powtarzał, że jest zadowolony z kadry, którą dysponuje.
Tymczasem na José Zorrilla Barça nie tworzyła żadnego zagrożenia, bo wszyscy zawodnicy grają gorzej niż jeszcze kilka tygodni temu. Wszyscy, bez wyjątków. Zasłużona porażka sprawia, że Liga nie zależy już od mistrzów Hiszpanii.
Komentarze (167)