Niewybaczalne błędy Martino

Jan Kidawa

24 lutego 2014, 12:28

Mundo Deportivo

207 komentarzy

Dziennik Mundo Deportivo analizuje dziś postępowanie Gerardo Martino w meczu na Anotea. Trener Barcelony, według katalońskich dziennikarzy, doprowadził nie tyle do katastrofy, ale wręcz do „absurdalnego nieporozumienia".

I nie można się z tym nie zgodzić, zwłaszcza po tym, co trener mówił na ostatnich konferencjach prasowych.

Przed meczem z Sevillą Argentyńczyk uspokajał dziennikarzy: „Nie będzie już tylu rotacji w decydującej fazie sezonu", a przed starciem z Manchesterem ironicznie odpowiedział na pytanie o to, czy Barça będzie w stanie przeważać w posiadaniu piłki: „Jeśli nie, to nie mamy po co wychodzić z szatni." Nic z tego nie miało miejsca w San Sebastián.

Barcelona wraz z rozpoczęciem lutego wkroczyła w kluczowy moment kampanii. Wszystkie mecze wymagają największego zaangażowania. To jest to, co sam Tata nazwał „grą błędu". Każde potknięcie może odesłać cię na pozycję startową, a Martino popełnił ich w ostatnim meczu kilka. I to wagi ciężkiej.

Pierwsze z nich to już wcześniej wspomniane rotacje. Miało ich być mniej, a było 6. I to wtedy, kiedy w środku tygodnia nie ma żadnego meczu.

Drugie, to postawienie na dwóch pivotów, czyli Busquetsa i Songa, przy czym ten pierwszy został przesunięty bardziej na nominalną pozycję Xaviego. Decyzja zupełnie niezrozumiała nie tylko dla kibica, ale także dla samych zawodników, którzy na boisku błądzili jak dzieci we mgle. Oprócz tego z czterech najlepszych pomocników trener wystawił tylko dwóch (Busquetsa i Iniestę) oraz wysłał na plac gry nieograną formację obronną. Barcelona tylko dwa razy rozpoczynała mecz w ustawieniu defensywnym z Piqué, Bartrą, Montoyą i Adriano, a miało to miejsce w spotkaniach przeciwko Granadzie (4:0) i Sewilli (4:1).

Kiedy drużyna nieubłagalnie zmierzała w stronę porażki, Martino także nie potrafił odpowiednio zareagować. Dodatkowow przerwie zbyt ekspresyjnie wyrażał swoje pretensje do sędziego, za co został odesłany na trybuny. Być może nerwy nie pozwoliły mu odpowiednio ocenić sytuacji. Za pomocą swoich asystentów przeprowadził dwie zmiany, ale było już za późno.

Drugi i trzeci gol drużyny z San Sebastián padły w 53. i 58. minucie spotkania. Wtedy na placu gry pojawił się Cesc (61. min.) Od tej pory do 73. minuty nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Na kwadrans przed końcem spotkania dało się zauważyć wściekłego Xaviego, który niecierpliwił się w oczekiwaniu na polecenie wejścia na boisko. Nic takiego nie nastąpiło, więc Generał zrezygnowany usiadł z powrotem na ławce. Tata zdecydował się tylko na dwie zmiany, ale najgorsze jest to, że zupełnie nie wpłynęły one na obraz gry.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (207)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze