Już dziś o godzinie 22:00 na Estadio Anoeta rozpocznie się mecz Real Sociedad - FC Barcelona, którego stawką jest awans do finału Pucharu Króla. Zwycięzca zmierzy się w sobotę 19 kwietnia z Realem Madryt.
W lepszej sytuacji przed dzisiejszym meczem jest Barcelona. W pierwszym pojedynku na własnym stadionie, w obecności zaledwie 38 505 kibiców, Katalończycy pokonali 2:0 grający w osłabieniu od 44. minuty Real Sociedad. Podopieczni Gerardo Martino kontrolowali spotkanie, śrubując posiadanie piłki do 83%, jednak na boisku brakowało im dokładności i skuteczności. Gol zdobyty przez Busquetsa i samobójcze trafienie Zubikaraia to dobra zaliczka przed rewanżem, jednak losy awansu do finału wciąż pozostają otwarte. „Jestem pierwszym, który wierzy w jutrzejszą remontadę", zapewnia trener Arrasate.
Możemy być pewni, ze Real Sociedad wybiegnie dziś na boisko niesamowicie zmotywowany. Na przedmeczowej konferencji prasowej trener Txuri-Urdin zapewniał, że w szatni panuje entuzjazm i dla jego podopiecznych to wyjątkowe chwile, tym bardziej, że „niektórzy z nich nie byli nawet blisko gry w finale Pucharu Króla". Wtóruje mu Ansotegi: „Być może to ostatnia szansa na grę w finale". Drużyna zdaje sobie sprawę, że do awansu potrzebuje goli, w związku z czym możemy spodziewać się bardziej otwartej gry. „Potrzebujemy dwóch bramek i dlatego musimy atakować od początku, ale także musimy uniknąć straty gola. Z tego powodu trzeba szukać równowagi i kiedy trzeba, bronić, robiąc to bardzo dobrze i agresywnie", tłumaczył szkoleniowiec. Sociedad nie ukrywa, że nie miałoby nic przeciwko doprowadzeniu do rzutów karnych.
Przygotowania do półfinału Real zakończył wczoraj wieczorem, wstrzymując się z podaniem listy powołanych do środowego południa. Na boisku z pewnością zabraknie dziś Daniego Estrady i Granero, którzy wracają do zdrowia po odniesionych kontuzjach. Czerwona kartka w pierwszym meczu wyklucza z gry Iñigo Martíneza.
W pełnym składzie do San Sebastian pojedzie z kolei Barcelona. Gerardo Martino, który traktuje pojedynek z Realem jak prawdziwy finał, powołał na spotkanie 25 zawodników, w tym kontuzjowanych Neymara i Dos Santosa. Po zakończeniu wczorajszego treningu, pozwolenie na grę od klubowych lekarzy otrzymali Carles Puyol i Oier.
Jak przewiduje kataloński Sport, w obronie Martino postawi dziś na Alvesa i Albę, a parę stoperów stworzą Piqué i Mascherano. W linii pomocy nie będzie niespodzianek - na boisko najprawdopodobniej wybiegną Busquets, Xavi i Iniesta. W ataku Messiemu partnerować mają Pedro i Cesc.
Gerardo Martino zdaje sobie sprawę, że na Anoeta wszystko może się zdarzyć. „Każdy ma aspiracje, by odwrócić losy i to daje motywację. Rywalizacja jest otwarta. Musimy kontrolować spotkanie, to najlepszy sposób na uspokojenie ludzi i rywala", mówił wczoraj wieczorem na konferencji prasowej. Jak podkreśla jednak Pinto, „na Anoeta zawsze gra nam się ciężko". Tym bardziej, ze stadion Realu Sociedad jest w tym sezonie w lidze prawdziwą twierdzą - podopieczni Arrasate strzelili na nim 27 bramek, tracąc jedynie 7 goli, dzięki czemu wraz z Atlético Madryt przewodzą klasyfikacji drużyn pod względem najmniejszej liczby straconych goli na własnym boisku.
Trener Realu zapowiada: „My także mamy dobrych piłkarzy i musimy myśleć, że nasi też są dobrzy, że będziemy bronić jak nigdy, atakować lepiej niż kiedykolwiek i zagramy wielki mecz". Wiara w siebie, której dziś z pewnością nie będziemy mogli odmówić Realowi, potrafi czynić cuda. Trener Barcelony podchodzi jednak do meczu bardzo poważnie i nie pozwala swoim podopiecznym na rozluźnienie. Konieczność zdobycia goli przez Sociedad pozwala mieć nadzieję na bardziej otwartą grę. A stawka jest duża - w finale Pucharu Króla na zwycięzcę dzisiejszego meczu czeka już Real Madryt.
Komentarze (346)