Poszukiwanie stopera przez Barceloną to już materiał na bardzo grubą książkę. Od sezonu 2011/12, ostatniego Pepa Guardioli na Camp Nou, klub poszukuje środkowego obrońcy, który wzmocniłby defensywę drużyny. Na razie bez rezultatów.
Jednym z pierwszych nazwisk w notatniku Andoniego Zubizarrety był Mats Hummels. Defensor Borussii Dortmund nie przekonywał jednak Tito Vilanovy i pomysł jego transferu upadł. Potem przyszła kolej na Thiago Silvę z PSG. Ten transfer okazał się niemożliwy do realizacji, m.in. ze względów finansowych. Nie wypaliła również opcja z Vicentem Kompanym z Manchesteru City czy Marquinhosem z AS Romy. Barcelona śledziła podobno również Jeremy'ego Mathieu z Valencii, ale nawet nie przystąpiła do negocjacji z Nietoperzami.
Później Barça skupiła się na obrońcy Liverpoolu, Danielu Aggerze. Po nim przyszła kolej na Mamadou Sakho z PSG, Jana Vertonghena z Tottenhamu i Thomasa Vermaelena z Arsenalu. Następnie Barça skupiła się przez chwilę na rynku południowoamerykańskim, gdzie obserwowała poczynania Kolumbijczyka Edera Balanty z River Plate i Santiago Verginiego z Estudiantes de la Plata, byłego podopiecznego Gerardo Martino w Newell's.
W ostatnim letnim okienku transferowym Barcelona myślała o ściągnięciu z Chelsea Davida Luiza. Kwota 40 milionów euro okazała się jednak zaporowa i Blaugrana zerwała negocjacje z The Blues. Poza tym Gerardo Martino zasugerował, że obecny skład go satysfakcjonuje i nie potrzebuje transferu środkowego obrońcy.
David Luiz był chyba najbliżej Barcelony ze wszystkich wymienionych w artykule stoperów. Ich lista jest naprawdę długa i aż dziw, że żaden z nich nie przeszedł jeszcze na Camp Nou. Według najnowszych informacji, Barcelona w styczniu ponownie będzie chciała ściągnąć środkowego obrońcę, a głównymi kandydatami są Eliaquim Mangala i Nicolás Otamendi.
Komentarze (103)