Czas na 4-2-3-1 na Camp Nou?

Eoren

8 grudnia 2013, 18:13

espnfc.com

214 komentarzy

Prezentujemy najnowszy felieton Grahama Huntera, opublikowany na łamach ESPN FC. 

Johan Cruyff, architekt dzisiejszej Barcelony, cieszy się zaciekłą nienawiścią aktulanego prezydenta klubu, Sandro Rosella. Holender oświadczył już, że jego stopa nie postanie na Camp Nou dopóki Rosell jest na stanowisku. Pep Guardiola, książę cruyffizmu, przybył, zwyciężył i... odszedł. Teraz buduje swoje własne królestwo. Gdzie indziej.

Leo Messi, być może największy piłkarz wszech czasów w Barcelonie, przeżywa dołek formy spowodowany pasmem kontuzji. Xavi, maszyna do podawania, jest coraz bliżej wieku, w którym wielu piłkarzy kończy karierę. Tymczasem były trener, Tito Vilanova, nadal walczy o powrót do zdrowia. Obecny szkoleniowiec, Gerardo Martino, jest Argentyńczykiem, nie Holendrem ani Katalończykiem. Wychowankowie barcelońskiej szkółki, tacy jak Cristian Tello czy Martín Montoya, grożą odejściem, o ile nie dostaną więcej minut na boisku. Jeśli chodzi o Barçę B, w tym sezonie wielu kluczowych dla drużyny rezerw zawodników zostało zakupionych, a nie awansowało z niższych kategorii wiekowych La Masíi. Wygląda na to, że większy nacisk jest położony na utrzymanie się Barçy B w Segunda División niż na „produkcję" katalońskich wychowanków.

Gdybyśmy mogli przenieść się w czasie do maja 2011 roku i dołączyć do bankietu w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej, na którym piłkarze Barcelony świętowali triumf w Lidze Mistrzów, niewielu z nas, patrząc na nich, byłoby w stanie przewidzieć, że mimo utrzymującej się skuteczności w mgnieniu oka nie tylko utracą błysk, ale zmienią się wręcz nie do poznania. Mimo preferencji, jakie wykazują zarówno zawodnicy, jak i niektóre środowiska medialne, a także socios Barcelony i jej oddani kibice, aktualnie nie ma zbyt wielu działaczy Barcelony, który czuliby się przywiązani do sposobu treningu i gry Rinusa Míchelsa, Johana Cruyffa i Pepa Guardioli. Prawdziwe sportowe piękno, wizja i skuteczność - czysta tiki-taka - została brutalnie odrzucona.

Styl ma znaczenie

Martino pragnie bardziej wertykalnego stylu gry, szybszego przechodzenia z obrony do ataku z wykorzystaniem długich piłek i poszukiwaniem prostopadłych podań mającym na celu złapanie defensywy przeciwnika w chwili nieuwagi. Nie jest także dostatecznie świadomy, by przyznać, że jego drużyna nie jest w tej chwili wystarczająco silna fizycznie, żeby stosować pressing tak wysoko i zaciekle jak kiedyś. Jest trenerem, ewolucja składu według własnej wizji to jego prawo, na dodatek część z tego, co próbuje w Barcelonie wprowadzić, nie tylko ma sens, ale też wydaje się przynosić efekty. Jednak Barça przypomina klub, który poszukuje własnej tożsamości, przewartościowuje swoją filozofię. Wizja Cruyffa nie wpływa już na każdą podjętą decyzję: od skautingu począwszy, poprzez sposób gry, aż do rozwoju treningu, taktyki i credo.

Ta kwestia nie leży w obszarze działań Martino, jednak jak to możliwe, że klub, który na przestrzeni ostatnich sezonów produkował najlepszych piłkarzy w historii, był w stanie utracić kolejno zarówno wzrost, jak i atletyczność, napędzające tę skrajnie techniczną grę? Jak mógł je utracić i w żaden sposób nie zastąpić? W chwili, gdy Thierry Henry, Yaya Touré, Seyodou Keita, Samuel Eto'o i Éric Abidal opuścili klub, zaś Carles Puyol natrafił na przeszkodę w postaci własnych możliwości fizycznych, Alex Song (który niemal nie gra) okazał się jedynym znaczącym wzmocnieniem deficytu wzrostu, siły, fizycznej intensywności i atletyczności. Gdy mistrz Hiszpanii cierpi z powodu absencji wielu kluczowych graczy, gdy niektórzy z zawodników zdolnych do gry przeżywają kryzys formy, gdy 33-letni Xavi, mający w nogach zbyt wiele meczów na przestrzeni ostatnich pięciu lat, jest daleki od optymalnej dyspozycji, wtedy Barça łatwo może zostać stłamszona przez drużyny gorsze technicznie, jednak grające według idei „Citius, Altius, Fortius" [łac. „Szybciej, Wyżej, Mocniej", motto igrzysk olimpijskich - przyp. Eoren] zaaplikowanej w odpowiednich proporcjach.

Filozoficzna próżnia w klubie nie pojawiła się nagle i w żaden sposób nie jest winą Martino. Jest jednak wyzwaniem, z którym właśnie on musi się zmierzyć.

Czas na zmiany?

Jeśli przeanalizujemy ten przypadek, wydaje się, że istnieje tylko jedno wyjście z aktualnej sytuacji, w której znalazła się Barcelona. Jest to raczej „szkwał doskonały" niż „sztorm doskonały". To rozwiązanie mogłoby przynieść drużynie duże korzyści, zarówno teraz, jak i w maju. Mowa o zmianie formacji.

Przerwa zimowa zacznie się i skończy, do gry prawdopodobnie wrócą Dani Alves i Jordi Alba [Graham Hunter napisał ten tekst przed pucharowym meczem z Cartageną. - przyp. Eoren], Tello także będzie do dyspozycji trenera. Co więcej, mimo że Messi prawdopodobnie będzie jeszcze potrzebował paru tygodni, by wrócić do pełnej formy po kontuzji, której doznał, jego wpływ na grę z pewnością będzie znaczący. Jednak tym, co mimo powrotów kontuzjowanych graczy nadal będzie wisieć nad Barçą jest fakt, że większa część zawodników cierpi z powodu mentalnego i fizycznego wyczerpania spowodowanego ciągłymi wymaganiami, z jakimi mierzą się w klubie i reprezentacjach, jak Hiszpania czy Brazylia. Patrząc na to, jak piłkarze Barçy grają teraz oraz przyglądając się momentom raczej indywidualnych błysków niż wyśmienitego systemu gry lub zespołu u szczytu formy, można dostrzec, że wygrywali właśnie dzięki indywidualnym umiejętnościom. Przed nimi kolejne sprawdziany. Czekają ich wyjazdy na stadiony Atlético, Realu Madryt, Getafe, Realu Sociedad oraz Villarrealu. Można z łatwością założyć, że mistrzowie Hiszpanii będą się tam musieli zmierzyć z tym samym, co zaaplikował im Ajax i Athletic. Na dodatek występy Barçy w wyjazdowych meczach Champions League ze świetnych stały się gorzej niż przeciętne. Ostatnie porażki w Amsterdamie, Mediolanie, Glasgow, Monachium i Londynie w meczu z Chelsea, do tego remis w Paryżu, obrazują słabość Barçy na tym polu.

Dlaczego więc, biorąc to wszystko pod uwagę, nietykalna jest tylko jedna rzecz: formacja 4-3-3? Dlaczego, mając do dyspozycji miriady niuansów taktycznych, Barça jest pod tym względem tak skostniała? Dlaczego nie korzysta z możliwości zredukowania braków lub zaakcentowania mocnych punktów, grając czasem w ustawieniu 4-2-3-1 lub 4-4-2? Albo chociażby 4-3-3 z dwoma pivotami? Dwoma dobrze zorganizowanymi, pewnymi defensywnie, silnymi fizycznie pomocnikami, jak para Busquets-Alonso w reprezentacji Hiszpanii? Określenie „dwóch pivotów" jest jednak w tej części świata traktowane jak herezja. Bez wątpienia: w Katalonii zawyłyby syreny ostrzegawcze, a para poszła z uszu zarówno dziennikarzy, jak i kibiców z Camp Nou.

Bunt! Zdrada! Herezja!

Jednak tym, co najbardziej mnie zastanawia, jest to, dlaczego formacja 4-3-3 jest kompletnie nietykalna? Jeśli w przyszłości mądre głowy włodarzy klubu z Camp Nou postanowią, że powinna wrócić filozofia Cruyffa/Guardioli (począwszy od systemu szkolenia po ruchy transferowe), jeśli zatrudniony zostanie szkoleniowiec, który rozumie jak, trenować i grać w ten sposób, wtedy w porządku, zgadzam się. Strukturalny rozwój zawodników w formacji 4-3-3 - wraz z jej płynnymi wariacjami, które łatwo mogą się stać 3-4-3 czy nawet 3-3-4 - jest integralną częścią ideału. Mimo to, w tej chwili kompletnie ich nie widać. W szczególności Barça unika szerokiej gry. Szeroko ustawieni piłkarze w obszarze trójki z przodu nie grają jako skrzydłowi, nie wychodzą na zewnątrz wbiegających bocznych obrońców, nie rozciągają gry, wykorzystując boisko jako narzędzie do otworzenia przestrzeni dla głównego napastnika i ofensywnych pomocników.

Przewaga się wymyka

Brak Alvesa i Alby oznacza, że Barcelona nie oskrzydla przeciwnika z wykorzystaniem bocznych obrońców jako pomocniczych skrzydłowych w celu wytworzenia przewagi: dwóch na jednego w walce z obrońcą. W najlepszych latach Rijkaarda i Guardioli Barcelona była technicznie i fizycznie zdolna do wygenerowania przewagi w środku pola.

Tridente napastników nie stosuje pressingu tak wysoko, tak skutecznie i intensywnie jak za kadencji Guardioli. Zasada odzyskania piłki w pięć sekund po jej utracie też została porzucona. Xavi i Iniesta nadal podłączają się pod pressing, kiedy ma on miejsce w ich obszarze gry. Pedro, Neymar, Messi oraz, w szczególności, Alexis Sánchez cofają się o 10-15 metrów, pomagając w zakładaniu pressingu. Mimo to nie jest to pressing, z jakim mieliśmy do czynienia w latach 2008-2012. Xavi i Iniesta nie są też zdolni (lub chętni) do wracania się, by stworzyć przewagę liczebną z tyłu. To bardzo proste równanie. Drużyny grające z Barçą - w szczególności te dobre lub silne fizycznie - doświadczają lżejszego pressingu w chwili, gdy zaczynają budować grę od tyłu, w związku z czym są w stanie odwrócić przewagę liczebną i sprawić, że w środku pola zamiast czterech na trzech, będziemy mieć do czynienia z sytuacją pięciu na trzech. Jeśli uda im się złapać Xaviego/Iniestę/Fàbregasa w gorszej formie, gracze tacy jak Sergio Busquets, Alex Song, Gerard Piqué czy Marc Bartra często nagle znajdują się w sytuacji dwóch na jednego lub trzech na dwóch w obronie.

Jeśli drużyna nie utrzymuje wysokiego posiadania piłki, może grać z czwórką lub z trójką w obronie. Jednak jeśli posiadanie jest wysokie, wtedy z tyłu zawsze będzie trójka: jeden z defensorów musi wyjść do przodu, zdarzają się momenty, w których w linii obrony zostaje dwóch zawodników. Ten system może funkcjonować, ponieważ przeciwnik jest kompletnie stłamszony poprzez szybką, inteligentną, techniczną grę. Czasami tak to wygląda w aktualnej Barcelonie, ale rzadko. Częściowo dzieje się to przez nieunikniony upływ czasu, częściowo przez wypalenie, częściowo przez złą strategię transferową. Zdolność do korzystania z klasycznego stylu Barçy została znacząco zredukowana.

Lekcje od Realu Madryt?

Jeśli wspomnianych dwóch pivotów to zbyt wiele i system ten nie zostanie zaakceptowany przez nikogo na Camp Nou, może warto zasięgnąć lekcji u Realu Madryt i przyjrzeć się ostatnim pomysłom Carlo Ancelottiego? 4-3-3 stało się 4-2-3-1. Czwórka w obronie, włączając w to bocznych obrońców, którzy mogą podłączać się do ataku, dwóch organizujących grę pomocników (Xabi Alonso i Luka Modrić lub Asier Illarramendi) oraz trzech atakujących/kreatywnych graczy plus środkowy napastnik. Gdy wróci do zdrowia, Messi może zajmować dowolną z czterech pozycji w ataku, w szczególności pasuje do niego rola "dziewiątki" lub "dziesiątki" - środkowego z linii trzech ofensywnych graczy przed wysuniętym napastnikiem.

Wszystkie systemy gry są jedynie narzędziem mającym na celu zmaksymalizowanie talentu, którym dysponuje klub. System, sam w sobie, nie wygrywa meczów ani trofeów. Jednak właściwa struktura, zaaplikowana odpowiednio do sytuacji, w chwili, gdy skład nie jest zbalansowany pod względem swoich słabych i silnych punktów, może być uzdrawiająca. Cóż tak świętego jest na Camp Nou w 4-3-3, szczególnie w tej chwili? To prawda, wychowankowie są szkoleni w La Masíi w tym systemie, jednak wielu z nich uczyło się również 4-2-3-1, grając w młodzieżowych kategoriach reprezentacji Hiszpanii. Podczas Euro 2008 Xavi, Cesc, Iniesta i Puyol wygrali pierwsze od 1964 roku trofeum dla La Roja. Podczas tego turnieju reprezentacja Hiszpanii grała formacją 4-4-2, 4-1-4-1 lub 4-2-3-1. Mundial 2010 Hiszpanie także wygrali, stosując 4-2-3-1 jako wyjściowe ustawienie. Iniesta, Xavi, Pedro, Piqué, Cesc, Puyol i Busquets idealnie odnaleźli się w wymaganiach tego systemu. Podobnie jak w Madrycie - w Barcelonie grają taktycznie inteligentni, dobrze rozwinięci pod względem piłkarskim, doświadczeni zawodnicy, którzy są zdolni do adaptacji.

Być może właśnie próbuję nawrócić nawróconych. Być może to wszystko jest oślepiająco oczywiste. Jednak jeśli tak jest, dlaczego w Barcelonie nie próbuje się eksperymentować na bazie tych pomysłów. Jasne, kibice w stylu Nie-Waż-Się-Tknąć-Uświęconego-Systemu oraz media mogliby zasłabnąć z wrażenia, nawet niektórzy z piłkarzy mogliby powoli chwytać nową koncepcję. Jednak piłka nożna to wielkie płótno, które kreatywnym malarzom daje ogromne możliwości. Teraz, gdy zmęczenie, kontuzje, filozoficzna próżnia, wiek zawodników, nietrafiona strategia transferowa dotykają klub, w chwili, gdy brakuje mu ich Holenderskiego Mistrza i jego wizji, dlaczego nie porzucić smętnych szarości i beży? Nadszedł czas na odrobinę koloru, odrobinę życia. Nadszedł czas na nową szkołę na Camp Nou.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (214)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze