Zastąpić niezastąpionego

zoltan87

13 października 2013, 11:39

87 komentarzy

Nie dajcie się zwieść wstępowi, malowniczo wprowadzającemu w pejzaż dalszej części. To świetny, swoją wnikliwością hipnotyzujący Czytelnika, artykuł o taktyce, który bardziej niż felieton przypomina skrypt do piłkarskich szachów. Rozgrywanych na jakże szczególnej szachownicy - na Camp Nou. Zapraszamy do lektury i komentarzy!
[przyp. chllngr]

„Gra Misakiego wyciągnęła Nankatsu z tarapatów.
- Dobra robota, Misaki!
- Teraz nasza kolej na atak*."

„Przyszedłem tutaj, aby pomóc Messiemu, nie by się z nim ścigać. On jest najlepszy." Takimi słowami nowa „jedenastka" Barcelony powitała dziennikarzy na swojej pierwszej konferencji prasowej. Wypowiedź, którą media przyjęły z rezerwą. W Brazylii - z zaskoczeniem, bliskim autentycznemu oburzeniu.

Wygłoszona przez bodaj największy piłkarski talent młodego pokolenia, mega-gwiazdę reprezentacji, traktowaną na kontynencie amerykańskim w kategoriach pół-Boga, a przy tym sportowca-celebrytę zarabiającego krocie na reklamówkach, uwielbiającego pokazywać się publicznie i wartego ponad 50 milionów euro w wieku dwudziestu jeden - wówczas słowa o tym, iż w nowym miejscu pracy chce się jedynie pomagać innemu piłkarzowi w zdobywaniu kolejnych tytułów najlepszego futbolisty globu, niejednemu z nas zapachniały fałszywą kurtuazją.

Piszę „wówczas", bo obecnie mijają dwa miesiące od chwili gdy Neymar zaczął biegać w bordowo-granatowych barwach. Trudno dziś sobie wyobrazić, aby Brazylijczyk mógł swoje słowa wprowadzić w życie bardziej adekwatnie i dobitnie niż robi to w kolejnych spotkaniach. Były gracz Santosu nie tylko jest, obok Víctora Valdésa, najrówniej i najlepiej grającym piłkarzem Katalończyków, ale ponadto każdym swoim boiskowym zachowaniem udowadnia, iż do nowej szatni i nowych kolegów pasuje jak ulał. Dość powiedzieć, że jedynym aspektem gry Neymara, który w tym momencie jest krytykowany bądź kwestionowany jest jego... rzekomo zbytni boiskowy altruizm. Można zatem rzec, iż zadanie jakie przed sobą postawił - traktuje póki co jak najdosłowniej.

Mimo świetnej, często decydującej gry Neymara jego status w ekipie Martino jest cały czas jasny: to Messi jest liderem; Ney zaś - brakującym wcześniej, fantastycznym uzupełnieniem. To właśnie ta rola i sposób podejścia do niej samego Brazylijczyka, przypomniał mi, o zamieszczonym wyżej w postaci obrazka, kultowym duecie z dzieciństwa w postaci Tsubasa-Misaki.

W tej analogii zgadzają się nawet numery zawodników, ale moje skojarzenie związane jest przede wszystkim z tym jak Misaki rozumiał swoją rolę w zespole i ile podobieństw jest między nim a brazylijskim czarodziejem. W obu przypadkach uzasadnione jest mówienie o fantastycznym duecie (tam z Tsubasą; tu z Messim), ale i w obu lider jest bardzo wyraźnie określony.

Niezawodny kompan Tsubasy był jednak wyjątkowy nie dlatego, że na boisku potrafił być jednocześnie prawą i lewą ręką swojego „szefa", ale dlatego, że kiedy Tsubasy zabrakło, Misaki robił coś, czego nikt inny przed nim robić nawet nie próbował: wchodził w jego rolę i dawał to, czego drużyna potrzebowała.

Misaki działał oczywiście na swój sposób, inaczej, ale co ważne: równie spektakularnie i równie skutecznie. Ostatnia kolejka ligowa i mecz z Valladolid pokazał, że z Neymarem może być podobnie.

O pozycji na jakiej w Barcelonie ustawiany jest Messi napisano już pewnie tomiszcza artykułów i analiz. Często mówi się o Leo jako tzw. „fałszywej dziewiątce", jednak jest to, jak się zdaje, duże uproszczenie w charakterystyce stref w jakich porusza się Mag z Rosario i sposobu w jaki to robi... Zresztą termin „fałszywej dziewiątki" generalnie używany jest przeważnie w odniesieniu do napastnika grającego za plecami wyżej ustawionego zawodnika o określonych parametrach (wzrost, siła, umiejętność gry w powietrzu itp.). W Barcelonie nadano temu określeniu nową interpretację, polegającą na tym, iż przed Messim nie ma nikogo - „klasyczna dziewiątka" w rozpisce taktycznej Barçy po prostu nie istnieje. Stąd częsty boiskowy obrazek, w którym stoperzy drużyn przeciwnych nie mają do krycia nikogo prócz siebie nawzajem.

Wynikające z takiego ustawienia, atakowanie z głębi pola ma oczywiście swoje plusy. Łatwiej jest się odwrócić przodem do bramki, rozpędzić, wejść w szybki drybling. „Fałszywa dziewiątka" z większości innych zespołów ma dodatkowo o tyle łatwiej w zestawieniu z tym, co robić musi Leo, że przed sobą ustawionego ma zazwyczaj silnego napastnika, którego może wypuścić zagraniem prostopadłym bądź zagrać z nim tzw. „ściankę". W Barçy, jak podkreśliłem wcześniej, wszystko wygląda inaczej - nasza „fałszywa dziewiątka" ma zadań po pierwsze więcej, a po drugie są to zadania bardziej złożone. No i nie ma przed sobą żadnego dryblasa.

Wydaje się, iż kluczem w grze Messiego (a w jakimś stopniu całej Barcelony) jest timing - umiejętność odpowiedniego wyczekania albo przyspieszenia w konkretnym momencie; przewidywania kilku ruchów do przodu (własnych i przeciwników), czy szukania pustych stref, w które lada chwila wbiegnie kolega z drużyny. Messi wszystkie te zadania spełnia kapitalnie.

Są mecze, w których wygląda tak, jakby cała ta specyficzna formacja - wraz z jego pozycją - została wymyślona specjalnie dla niego, a on urodził się po to, by na niej grać. Argentyńczyk to geniusz - koniec i kropka. Czasem słyszy się głosy, że Cristiano Ronaldo strzela tyle samo bramek co Leo, a w przeciwieństwie do niego jest „tylko skrzydłowym". Z całym szacunkiem dla wielkości cracka z Madrytu, ale gdy wyobrażam sobie Portugalczyka (który w ogromnej mierze bazuje na własnej sile i szybkości) uwikłanego w małą grę i konieczność krótkich dryblingów w najbardziej zagęszczonej strefie boiska, gdzie zagrożenie może nadejść z każdej z czterech stron boiska, ukazuje mi się obraz Cristiano częściej kładącego ręce na biodrach w wyrazie rozczarowania, niż prezentującego w geście triumfu dorodne mięśnie własnych ud.

W FC Barcelonie pod nieobecność Leo na jego pozycji próbowano już wielu różnych wariantów. W mojej opinii żaden z występujących tam zawodników nie sprawił nawet wrażenia, że pretenduje do wypełnienia w danym spotkaniu roli Messiego - żaden nawet nie zbliżył się do tego, co robi Argentyńczyk w układance Katalończyków. Villa, Alexis, Thiago, Fàbregas, czy ostatnio Dongou - każdy z nich teoretycznie bywał wkładany w buty Leo, ale w praktyce zawodnicy ci albo nie rozumieli co mają robić, albo ich możliwości były zbyt wąskie, by zastąpić Messiego. Przełom nastąpił w sobotę, przed ponad tygodniem.

Mecz z Valladolid nie był być może jakimś spektakularnym spotkaniem Neymara, w którym Brazylijczyk strzeliłby hat-tricka czy zaliczył pięć asyst. To jednak te dziewięćdziesiąt minut uważam za koronny dowód dla culés, iż jest to gracz wybitny. To, co wcześniej nie udawało się kolejnym wielkim postaciom z szatni Barçy w kilku albo kilkunastu próbach, Neymar osiągnął za pierwszym - mam tu na myśli 90 minut bez Leo podejściem. Odniosłem wrażenie, że odnalezienie się w tej sytuacji, zrozumienie wszystkiego zajęło Brazylijczykowi jakieś 25 minut meczu.

Ney, po kilku łatwych stratach w środku, w których został zaskoczony przez przeciwników atakujących go z kilku stron równocześnie, momentalnie wprowadził w głowę nowe zmienne i w dalszych etapach gry wyglądał po prostu imponująco. Pierwszy raz, odkąd Pep wraz z Tito przesunęli Messiego do środka pola, zmieniając tym samym system gry całej drużyny, zobaczyłem zawodnika, który był w stanie zastąpić Argentyńczyka - na swój sposób, inaczej, ale też spektakularnie i równie skutecznie.

Wszystko to nie znaczy oczywiście, że Neymar zacznie od dzisiaj rywalizować z Argentyńczykiem o grę na jego pozycji. Gdy Leo wróci do składu, porządek zostanie zachowany - Ney powędruje na lewo, a Messi będzie grał tam, gdzie lubi najbardziej. Z drugiej strony - nie należy moim zdaniem odbierać wagi temu, co zobaczyliśmy w ubiegłą sobotę. Mamy w składzie kogoś, kto być może potrafi zastąpić niezastąpionego. Mam nadzieję, że świadomość tego faktu wzmocni tego pierwszego, a drugiego popcha w stronę bycia jeszcze bardziej niezastąpionym. Byłoby iście uroczo.

* Fragment dialogu między Tsubasą Ozorą a Misakim Toro, bohaterami popularnego w Polsce w latach '90 serialu anime pt. „Kapitan Jastrząb", opowiadającego o przygodach młodych japońskich piłkarzy.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

„Spodziewano się takiej współpracy. Bez wątpienia dają jakość temu zespołowi, to przyszłość Barcelony”.
Nawet Cruyff zmienił zdanie co do Neymara, to sie porobiło...
« Powrót do wszystkich komentarzy