Podsumowanie La Liga: 8. kolejka

n00stress, Eoren

8 października 2013, 09:22

108 komentarzy

Ósma seria spotkań na hiszpańskich boiskach nie zawiodła. Przyniosła dużo bramek i kilka naprawdę kapitalnych pojedynków. Swoje mecze wygrały przede wszystkim Atlético i Barcelona, zespoły, które nie straciły jeszcze żadnego punktu. Tempa wielkiej dwójce ledwo dotrzymuje Real Madryt, który może się pochwalić godną podziwu remontadą. W ósmej kolejce było wszystko, dlatego czym prędzej zapraszamy do cotygodniowego podsumowania! A na koniec mamy niespodziankę...

Kapitalny start do sezonu Villarreal i odbijająca się od dna Osasuna

Przed każdym kolejnym sezonem zespół Granady jest wymieniany w gronie faworytów do walki o europejskie puchary. Jeden z najstabilniejszych finansowo klubów w Primera División, co roku przeprowadza transfery, które mają dać nową jakość Los Cármenes. Po zaledwie kilku kolejkach ambitne plany zawsze trzeba weryfikować. W obecnej kampanii nie ma wyjątku, a podopieczni Lucasa Alcaraza częściej zawodzą niż dają radość swoim kibicom. Na drugim biegunie przed meczem na El Madrigal był Villarreal. Submarino Amarillo grają piękną piłkę, a co najważniejsze efektywną, przynoszącą punkty i wysoką pozycję w tabeli. Potknęli się tylko raz - przed tygodniem, w starciu z Realem Betis (0:1).

Na El Madrigal on pierwszych minut oglądaliśmy bardzo dobre i szybkie widowisko, w którym stroną zdecydowanie przeważającą byli gospodarze. Lucas Alcaraz ustawił swój zespół bardzo defensywnie i liczył na zaskoczenie przeciwnika z kontrataku. Taktyka Granady okazała się samobójcza, a Villarreal przeprowadzał atak za atakiem. To musiało się źle skończyć...

Wynik spotkania w 29 minucie otworzył kapitan Villarreal - Bruno, który kapitalnie uderzył zza pola karnego, nie dając szans Roberto. Granada nie wyciągała wniosków, nadal skupiając się przede wszystkim na głębokiej defensywie, a podopieczni Marcelino Torala nie zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem. Pierwsza cześć gry zakończyła się skromnym prowadzeniem Żółtej Łodzi Podwodnej 1:0, ale patrząc na przebieg gry, był to najmniejszy wymiar kary.

W drugiej części gry niewiele się zmieniło i to Villarreal przeprowadzał kolejne ataki. Bierna postawa zemściła się już w 50 minucie, kiedy to kapitalną akcję wykończył były piłkarz Barcelony, Giovani dos Santos. Dzieła zniszczenia dopełnił Tomas Pina, dla którego była to pierwsza bramka w barwach Żółtej Łodzi Podwodnej.

Villarreal odprawił z kwitkiem Granadę 3:0, a kolejne kapitalne zawody w tym sezonie rozegrał Cani. Doświadczony skrzydłowy przeżywa drugą młodość, a w starciu z zespołem z Andaluzji zaliczył dwie asysty oraz zainicjował akcję, która zakończyła się golem na 2:0.

Warto jednocześnie dodać, że Villarreal notuje najlepszy start jako beniaminek od 1999 roku, kiedy to Rayo Vallecano w 8 pierwszych kolejkach zdobyło 19 punktów i było liderem hiszpańskiej Primera División.

W drugim piątkowym spotkaniu Osasuna pokonała na wyjeździe Málagę 1:0, notując pod wodzą nowego szkoleniowca - Javiego Gracii - drugie zwycięstwo z rzędu. Gola na wagę trzech punktów w 23 minucie zdobył Oriol Riera. Od początku drugiej połowy na boisku mogliśmy obserwować Bartka Pawłowskiego, który zmienił słabo grającego Portugalczyka Dudę. Polak również niczym wielkim się nie wyróżnił.

Rayo odbija się od dna

W Vallecas starły się ze sobą dwie ekipy, które w tym sezonie zawodzą swoich kibiców. W chwili rozpoczęcia meczu chyba nigdzie na piłkarskich boiskach najwyższej klasy rozgrywkowej Hiszpanii nie miał prawa panować taki pesymizm jak na Estadio de Vallecas. Rayo, które w zeszłym sezonie otarło się o europejskie puchary, po 7. kolejkach zostało czerwoną latarnią La Liga mając na swoim koncie zaledwie 3 punkty i najbardziej dziurawą defensywę w lidze - piłka lądowała w bramce stołecznej drużyny aż 21 razy. Co gorsze w tym sezonie także ofensywna siła Rayo została znacznie zredukowana poprzez odejście zawodników takich jak Leo Baptistao, czy Piti. U gości też nie brakowało powodów do zmartwień. W ostatnim czasie drużyna Jagoby Arrasate cierpi na ciężką impotencję strzelecką, która sprawiła, że grający w Lidze Mistrzów Baskowie plasowali się dopiero na 14. miejscu w tabeli. Wydaje się, że ekipie z San Sebastian najbardziej brakuje szczęścia, konsekwencji i Xaviego Prieto.

Na początku kontrolę nad spotkaniem przejęło Rayo, jednak przez pierwszy kwadrans to Real Sociedad strzelał na bramkę przeciwnika. W polu karnym gospodarzy dwoił się i troił Antoine Griezmann. Rayo na poważnie zabrało się za ofensywę w okolicach 25. minuty, przeprowadzając zmasowany atak na bramkę Realu. Najbliżej szczęścia znalazł się Adrian, który po rzucie rożnym obił poprzeczkę bramki Claudio Bravo. W 37. minucie szybkiej kontry i niezłego dośrodkowania Castro nie zdołał wykorzystać Castillo. Na dobrą okazję Rayo znów odpowiedział Real Sociedad. W 41. minucie po zatrzymaniu gry z powodu urazu Arbilli Lass posłał przepiękną centrę w pole karne Realu. Wykończył ją główką Larrivey, zaś futbolówka tym razem trafiła w lewy słupek bramki. W pierwszej połowie obie drużyny zaserwowały nam świetne widowisko: szybkie, techniczne, z licznymi strzałami, dobrą grą obronną i intensywnym pressingiem. Jedynym czego brakowało zarówno oby drużynom, jak i kibicom, do szczęścia - były bramki.

Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie spokojniej. W 70. minucie przed najlepszą jak dotąd okazją stanął Real Sociedad: Vela koncertowo wyłożył piłkę Agirretxe, jednak ten, równie koncertowo, zmarnował stuprocentową okazję bramkową. Zaledwie chwilę później pomylił się De la Bella, do którego inteligentnie podał piłkę Seferovic. On sam z kolei, w 80. minucie, pod podaniu Griezmanna, także uderzał na bramkę Martíneza, jednak tym razem to golkiper Rayo stanął na wysokości zadania. Obraz gry dramatycznie zmienił się w 88. minucie, gdy arbiter podyktował jedenastkę dla Rayo za falu Claudio Bravo na Jonathanie Vierze. Poszkodowany sam podszedł do wykonania rzutu karnego i pewnie umieścił piłkę w lewym rogu bramki. W samej końcówce spotkania czerwona latarnia La Liga wywalczyła trzy życiodajne punkty.

Karuzela emocji w Walencji

Na Estadio Ciutat de Valencia Realowi zwykle gra się bardzo trudno. Ekipa z Madrytu jest zmuszona gonić w ligowym wyścigu nie tylko Barçę ale także rywala zza miedzy - Atlético Madryt, co sprawia, że w tej chwili, zwłaszcza przed El Clásico, każde trzy punkty w lidze są dla podopiecznych Carlo Ancelottiego niezwykle ważne. Z kolei Levante miało ten komfort, że znajdując się na solidnej 9. pozycji w tabeli mogło podejść do spotkania bez wygórowanych ambicji w starciu z faworytem.

Od samego początku meczu gospodarze rzucili się do ataku na miarę swoich możliwości. Już w pierwszych minutach błąd Modrica wykorzystał Baba, który próbował przelobować Diego Lopeza, jednak piłka poszybowała dość wysoko nad bramką. Baba robił co mógł, by strzelić bramkę Realowi, jednak jeśli nie został złapany na spalonym (nie zawsze słusznie) to brakowało mu wykończenia. W połowie pierwszej odsłony meczu doszło do sytuacji, w której gracz Levante odbił piłkę ręką, jednak futbolówka została nastrzelona z tak bliskiej odległości, że o rzucie karnym na rzecz gości nie mogło być mowy. Pod koniec pierwszej połowy Real wreszcie bardziej zdecydowanie ruszył do ataku. Levante spróbowało swoich sił w kontrataku, po strzale Baby Diego Lopez zmuszony był do świetnej interwencji.

Ledwie rozpoczęła się druga połowa a Diego Lopez znów musiał dać siebie wszystko - po raz kolejny po strzale Baby. Chwilę później świetną okazję zaliczył Pape Diop, jednak jego strzał został zablokowany. Z kolei Real najbliżej zdobycia bramki na wagę trzech punktów znalazł się w 53. minucie, gdy Cristiano Ronaldo posłał piłkę na prawy słupek. Nieuniknione nadciągnęło już pięć minut później: po asyście Xumetry Baba znalazł w końcu drogę do siatki Diego Lopeza. Levante objęło zaskakujące ale w pełni zasłużone prowadzenie. Ekipa z Walencji nie cieszyła się jednak długo, chwilę później do wyrównania doprowadził Sergio Ramos, który strzałem prawą nogą umieścił piłkę w bramce po centrze Di Maríi. Bramka Sergio dodała skrzydeł Realowi, w szczególności po raz kolejny błyszczącemu Angelowi Di Maríi. W kolejnych minutach Real łapczywie szukał bramki dającej zwycięstwo i cały czas zdawało się, że wisi ona w powietrzu. I rzeczywiście, bramka padła w 86. minucie, jednak chyba nikt nie spodziewał się, że jej strzelcem będzie... Nabil El Zhar! Levante po raz drugi objęło prowadzenie w meczu z Realem. Wydawało się, że nie jest już możliwe by gospodarze dali sobie odebrać zwycięstwo. A jednak. Ostatnia minuta podstawowego czasu gry i trafienie Álvaro Moraty wyszarpało remis dla Realu. Zwycięstwo przyniósł z kolei doliczony czas gry i Cristiano Ronaldo, który po asyście Mordica umieścił piłkę w siatce. Real zgarnął trzy punkty, jednak Levante potwierdziło, że Ciutat de Valencia nie jest dla Królewskich łatwym terenem.

Atlético dotrzymuje kroku

Atlético Madryt to zdecydowany bohater ostatnich tygodni. Zespół Diego Simeone nie dojść, że ogrywa wszystkich po kolei w lidze, to jeszcze potwierdza fantastyczną dyspozycję w Lidze Mistrzów, wygrywając z takimi drużynami jak Zenit, czy ostatnio FC Porto (na wyjeździe!). O Rojiblancos co raz pewniej możemy mówić, jako o wielkim zagrożeniu dla madrycko-barcelońskiemu duopolu gigantów.

Przed ósmą kolejką wszyscy zadawali sobie pytanie, czy zespół Diego Simeone wytrzyma swoje tempo, i czym będzie w stanie dotrzymać kroku niepokonanej Barcelonie. Jeżeli ktoś miał obawy o formę zespołu ze stolicy, może siedzieć spokojnie. Rojiblancos dalej wygrywają!

Bohaterem meczu na Vicente Calderón był jeden człowiek, i tu nie będzie niespodzianki, Diego Costa. Brazylijczyk, a już wkrótce reprezentant Hiszpanii, najpierw nie wykorzystał rzutu karnego, żeby ostatecznie otworzyć wynik w 43 minucie. Długo statystycy zastanawiali się komu przypisać gola, ale ostatecznie przyznano go najlepszemu napastnikowi Atlético.

W drugiej połowie przez dłuższy czas utrzymywało się skromne 1:0 dla gospodarzy, kiedy po raz kolejny dał o sobie znać geniusz Diego Costy. Trafienie na 2:0 w całej okazałości pokazuje geniusz tego napastnika. Podopieczni Luisa Enrique nie zamierzali się poddawać i do końca walczyli o cenny remis, ale stać ich było tylko na golazo Nolito.
Atlético, podobnie jak Barcelona, po raz kolejny wygrało, notując ósme zwycięstwo z rzędu. Bohaterem został oczywiście Diego Costa, który po meczu na Vicente Calderón wypowiedział znamienne słowa: „Pomimo że urodziłem się w Brazylii, Hiszpania dała mi wszystko. Podjąłem decyzję, brakuje tylko kilku kroków. Zagram dla Hiszpanii".

Remis na San Mamés

W ostatnim meczu 8. kolejki zmierzyły się ze sobą dwie drużyny ostrzące sobie zęby na pozycję w tabeli premiowaną grą w Europie. Pikanterii spotkaniu dodawał fakt, że zarówno Athletic Bilbao, jak i Valencia miał przed rozpoczęciem meczu taką samą ilość punktów - 12.

Przez pierwszy kwadrans gospodarze sprawdzali czujność Guaity, jednak bramkarz Valencii nie dał się zaskoczyć. Później inicjatywę przejęły Nietoperze, zaś w 33. minucie Jonas zmusił Iraizoza do błyskotliwej interwencji. Tuż przed końcem pierwszej, dość wyrównanej połowy, arbiter uznał, że Laporte faulował w obrębie szesnastki Sofiane'a Feghouli'ego. Czy tak było - można polemizować. Do wykonania jedenastki podszedł Ever Banega, który umieścił piłkę w siatce strzałem nadającym się do tego by umieść go w podręczniku pod tytułem: „Jak strzelać rzuty karne - pięknie i skutecznie". Gol Banegi sprawił, że przed przerwą prowadzenie objęła Valencia.

W drugiej połowie piłkarze Bilbao zakasali rękawy i próbowali jak najszybciej odrobić straty. W 55. minucie niezłym strzałem popisał się Muniain, jednak Guaita po raz kolejny nie dał się zaskoczyć. Bilbao nie rezygnowało, ten sam piłkarz w 68. minucie zaliczył kolejną dobrą okazję w tym meczu, jednak piłka posłana z ostrego kąta zatrzymała się na słupku. Gospodarze dopięli swojego dopiero w 75. minucie - główka Mikela Rico po podaniu De Marcosa sforsowała w końcu mur, który tego wieczora stanowił Guaita i dała Baskom wyrównanie. W końcówce meczu Athletic urządził prawdziwe oblężenie bramki Valencii w poszukiwaniu trafienia na wagę zwycięstwa. Jeszcze w doliczonym czasie szczęścia próbował Susaeta, jednak bramkarz Valencii nie popełnił już błędu w tym spotkaniu. Klasyk tej kolejki zakończył się więc remisem, a Valencia i Athletic mogły po ciężkim meczu dopisać na swoje konta po jednym punkcie."

Wybierz z nami bramkę kolejki

Co tydzień na hiszpańskich boiskach padają przepiękne bramki, które warto obejrzeć. Dlatego od dzisiejszego podsumowania będziemy wybierać dla was trójkę kandydatów na golazo kolejki, a wy zdecydujecie, która była najładniejsza. Do dzieła, głosujemy!

Kandydat nr 1:

target="_blank">Pedro Leon vs. Real Betis

Kandydat nr 2:

target="_blank">Alexis Sánchez vs. Valladolid

Kandydat nr 3:

target="_blank">Nolito vs. Atlético Madryt

Komplet wyników 8. kolejki La Liga

Villarreal - Granada 3:0 [

target="_blank">skrót]

Málaga - Osasuna 0:1 [