Florentino Pérez, prezydent Realu Madryt, zakwalifikował trenera Barçy jako demagoga, ponieważ uznał on za przesadną cenę jaką klub Królewskich zapłacił za Garetha Bale'a. "Martino jest tutaj nowy i nie wie za bardzo jak funkcjonuje tutaj rynek transferowy. Łatwo być demagogiem", oznajmił na antenie radia SER.
Prezydent Realu Madryt wyjawił też jaką rekompensatę musiał zapłacić klub za zerwanie kontraktu Carlo Ancelottiego z PSG. "Kosztował w sumie siedem milionów. Połowę zapłaciliśmy my, a połowę on sam. Zarabia mniej więcej tyle samo co Mourinho". Jeśli chodzi o odejście Kaki do Milanu bez żadnego odstępnego Pérez zapewnił, że "z ekonomicznego punktu widzenia wyszło to nam na dobre".
Jeśli chodzi o Diego Lópeza w bramce Realu i sytuację Casillasa, prezydent podkreślił: "Nigdy nie insynuowałem Ancelottiemu, że Iker nie powinien grać". Był też stanowczy w stwierdzeniu: "Zawsze wierzę w dobrych zawodników, zarówno Hiszpanów, jak i obcokrajowców".
Odnośnie ewentualnego odejścia Ikera w zimowym okienku transferowym Florentino Pérez nie odrzucił kategorycznie takiej możliwości: "To bardzo trudne, aby odszedł w grudniu. Decyzja Mou w stosunku do Casillasa była sportowa. Najpierw dał mu ostrzeżenie, a potem nie grał z powodu kontuzji".
Zakwalifikował też transfer Bale'a za sto jeden milionów euro (dziewięćdziesiąt jeden według Realu Madryt) jako "tani". Z kolei wygwizdanie Karima Benzemy, w zeszłą niedzielę w meczu przeciwko Getafe po tym jak zawodnik marnował świetne okazję bramkowe, skomentował: "Myślę, że gwizdy skierowane do Benezmy były gwizdami, które miały go zmotywować. Słyszałem gwizdy nawet na Di Stéfano".
Komentarze (76)