Każdy jest kłamcą podczas okienka transferowego

Eoren

9 września 2013, 17:29

espnfc.com

51 komentarzy

Przedstawiamy felieton znanego publicysty piłkarskiego, piszącego między innymi na łamach The Guardian, ESPN czy FourFourTwo - Sida Lowe.

Podczas oficjalnej prezentacji Garetha Bale'a jako zawodnika Realu Madryt prezydent klubu ze stolicy Hiszpanii, Florentino Pérez, zapewnił kibiców, że mają za co dziękować Walijczykowi. „Chciałbym żeby było to jasne" - powiedział Pérez, - „to determinacja Bale'a i jego chęć gry dla Realu Madryt były kluczowe".

To uczucie nie jest żadną nowością. Pérez już wiele razy wspominał, że przekonanie gracza to klucz do transferu, trzy czwarte całej bitwy, punkt startowy, od którego można rozpocząć wywieranie nacisku na klubie by sprzedał swojego gracza. Kiedy Zinedine Zidane napisał „tak" na serwetce w 2000 roku, Pérez już wiedział, że jest w stanie wyciągnąć go z Juventusu. I faktycznie, uczynił to rok później.

Z przeciwnej strony negocjacyjnego stołu usłyszeć można to samo. Oficjalne stanowisku Spurs utrzymuje, że klub nie chciał sprzedać Bale'a jednak decydująca była jego determinacja do opuszczenia londyńskiej drużyny. Walijczyk nie pozostawił Tottenhamowi wielkiego wyboru. Trener Kogutów, Andre Villas-Boas, dodaje: „Byliśmy poddani bardzo intensywnej presji ze strony zawodnika... to do niego należało podjęcie decyzji czy chce zostać, czy też odejść".

To znany scenariusz. „Piłkarz zawsze gra tam, gdzie chce grać" - mawiają w Hiszpanii. „W dzisiejszych czasach zawodnicy mają zbyt wielką władzę" - niejednokrotnie można usłyszeć narzekania ze strony Anglików. Przerodziło się to w powszechną wiedzę, z rzadka tylko kwestionowaną.

Jednak podczas gdy scenariusz ten jest nam dobrze znany, jest on jednocześnie fałszywy. To okienko transferowe przyniosło wiele dowodów na to, że takie proste założenia zwyczajnie nie są prawdziwe, zaś sytuacja wcale nie jest tak jednoznaczna. Ujawniło ono także, że kluby mogą być, i są, tak samo przebiegłe jak piłkarze czy ich agenci - ostatecznie strategia, z której korzystają jest bardzo podobna. Jednak kluby rzadko są takimi obiektami krytyki co zawodnicy. Okienko transferowe to walka woli, to prawdziwa wojna. Pierwszą ofiarą tej wojny jest prawda.

Piłkarze zawsze grają tam, gdzie chcą, powiada się, ale choć okienko już się zamknęło, Wayne Rooney nadal jest zawodnikiem Manchesteru United a Luis Suárez Liverpoolu. Obaj agitowali na rzecz odejścia, obaj walczyli tak samo twardo jak Bale, jednak ich kluby po prostu nie pozwoliły im odejść. Istnieją też inni gracze - wielu z nich na najwyższym poziomie piłkarskim, - którzy prosili o możliwość opuszczenia klubu, jednak spotkali się z decyzją odmowną. A kiedy tak się dzieje historia jest już prosta: drogi odejścia nie ma. Jeśli klub odmówi sprzedaży, piłkarz nie może go opuścić. Ostatecznie władza jest w rękach zarządu, nie zawodnika.

Suárez i Rooney zostali zmuszeni do pozostania, zaś decyzja ich klubów była szeroko świętowana. To było moralne zwycięstwo. Dla wielu „moralne" było tu słowem kluczowym. W szczególności Suárezowi nie powinno się pozwolić odejść po tym jak publicznie ogłosił, że tego chce, mówili. Trener Liverpoolu, Brendan Rodgers, był wściekły. Skończyło się na tym, że Suárez musiał trenować sam, zaś Rodgers publicznie stwierdził, że Urugwajczyk powinien przeprosić swoich kolegów.

Rok wcześniej Athletic Bilbao zmusił Fernando Llorente do pozostania w drużynie. Z biznesowego punktu widzenia słuszność decyzji Athleticu była wątpliwa - klub zrezygnował z pieniędzy, które mógł zarobić na transferze, został za to z nieszczęśliwym zawodnikiem, od którego zarówno klub jak i kibice odwrócili się plecami. Nie wspominając nawet o tym, że Llorente nie grał wiele. Jednak była to kwestia zasad. Po raz kolejny znajomy scenariusz. Zasady.

Jednak jakie to zasady? Takie, że wola ludzi, którzy prowadzą klub jest ważniejsza niż wola ludzi, którzy w nim grają? Ten argument często nie ma żadnego sensu. W większości środowisk pracy ci, którzy chcą pracować w danym miejscu mogą to zrobić. Dlatego jest coś komicznego w dziennikarzach narzekających na piłkarzy-najmeników, pisząc o nich na łamach innej gazety, czy innego portalu internetowego niż ten, w którym pracowali przed rokiem. W futbolu rzadko osądza się zdarzenia w ten sam sposób.

Piłkarze często oskarżani są o brak lojalności wobec swoich klubów, jednak jak często kluby okazują lojalność swoim zawodnikom? Piłkarzy krytykuje się z powodu nierespektowania kontraktów, jednak tych, którzy wypełniają je do końca i odchodzą za darmo, nie omijają oskarżenia o uniemożliwienie klubowi zarobienia na ich sprzedaży. Graczy oskarża się o to, że klub ich nie obchodzi i są najemnikami, oskarża się ich o brak profesjonalizmu. Jednak patrząc na to z innej strony „najemnik" sam w sobie jest kwintesencją profesjonalizmu.

Tymczasem samo słowo „profesjonalny" nie zawsze jest traktowane tak samo. Drużyna chce grać w Lidze Mistrzów, więc zmienia graczy. To jest w porządku. Piłkarz chce grać w Lidze Mistrzów, więc zmienia drużynę. To już w porządku nie jest. Piłkarzy nie obchodzi ich klub, ich barwy ani ich kibice, mówi się i zwykle jest to prawdą. W świadomości społecznej piłkarz nie może złamać swoich zobowiązań wobec klubu, jednak klub może złamać swoje obietnice wobec piłkarza.

Do pewnego stopnia jest to naturalne i poprawne - wierna identyfikacja z drużyną i kibicami, to właśnie oni sprawiają, że ta gra jest tym, czym jest. Czym jednak jest klub? Abstrakcyjne pojęcie „klubu" sprzeciwia się instytucjonalnej rzeczywistości. Kluby są prowadzone przez ludzi, którzy często błądzą i często kierują się egoistycznymi pobudkami. Piłkarze nie dbają o swoje kluby. A jak wielu właścicieli dba? Czy Glazerowie są kibicami Manchesteru United? Czy Tom Werner dorastał oglądając do weekend mecze Liverpoolu?

Kluby prowadzone są przez ludzi, ludzi, którzy wykorzystują swój status „klubu" jako własną przewagę. Sędziami i jurorami są kibice. Oczywiście mogą się oni wahać, jednak ostatecznie w sali sądowej opowiedzą się po stronie klubu. To oczywiście ta wersja historii, w którą bardziej skłonni są uwierzyć. A kluby o tym wiedzą.

W tym miejscu można płakać, że nikt nie pamięta o kibicach. W rzeczywistości zarówno kluby, jak i piłkarze, nieustannie myślą o kibicach. To im przedstawiana jest sprawa. Zawodnicy odchodzą, jednak zawsze z ciężkim sercem, dziękując fanom, których „nigdy nie zapomną". Z kolei kluby pierwsze są do oświadczenia, że nie jest ich winą to, że piłkarz odszedł. Propaganda na całego. Albo PR, jeśli wolicie. Zaprzecza się historiom, ponieważ są fałszywe; zaprzecza się im także gdy są niewygodne. Piłkarzy, agentów i dziennikarzy oskarża się o kłamstwa. Kluby rzadko. Jednak czasem to właśnie kluby mają największy interes w tym, by scenariusz przebiegł po ich myśli.

Oświadczenie Spurs zostało skonstruowane tak, by pokazać, że wina za odejście leży po stronie Bale'a, nie klubu. Liverpool zaprzeczył, że składał Luisowi Suárezowi jakiekolwiek obietnice, mimo iż zostało to potwierdzone przez prezesa Professional Footballers' Association - Gordona Taylora. Manchester United zdystansował się od dochodzenia względem możliwości odejścia Andera Herrery z Athleticu; to nie ma z nami nic wspólnego. Gdy Real Madryt sprzedał Mesuta Özila do Arsenalu media zbliżone do madryckiego klubu (zadziwiająco wygodnie) spostrzegły, że brakowało mu ambicji, że liczyły się dla niego tylko pieniądze, że nie był dobry w żadnym aspekcie, zaś jego ojciec także stanowił problem.

W trakcie tego okienka transferowego rzeczywistość skupiała na sobie uwagę wyjątkowo intensywnie. Kibice krytykowali swoje kluby i tych, którzy nimi dowodzą, częściej niż kiedykolwiek. To krytyka instytucjonalna i początek debaty na temat tego czym, czy też kim, tak naprawdę są kluby. Wystarczy spojrzeć na Barcelonę i kwestię odejścia Érica Abidala, albo zaniechanie sprowadzenia środkowego obrońcy. Kluby dotarły do pewnej granicy, jednak wciąż mają przewagę. Mimo całego szumu wokół tego jaką władzę mają piłkarze, nadal wszystkie karty znajdują się w rękach klubów. I są to karty znaczone.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (51)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze