Barcelona wygrała 3:2 z Valencią i pozostała na fotelu lidera. Bohaterem spotkania jest Leo Messi, autor klasycznego hat-tricka.
Pierwszą dobrą okazję do zdobycia gola miał w 10. minucie Neymar. Brazylijczyk był sam na sam z Alvesem, ale pogubił się i stracił futbolówkę. Kilkanaście sekund później brazylijski crack zdobył gola, ale arbiter odgwizdał spalonego (niesłusznie).
Do trzech razy sztuka – chciałoby się rzec. Po dwóch akcjach Neymara przyszła kolej na Messiego, który otrzymał wspaniałą piłkę od Fábregasa. Argentyńczyk pokazał wspaniałą szybkość i przy odrobinie szczęścia minął Alvesa, zdobywając pierwszego gola.
Na kolejną ciekawą okazję czekaliśmy do 27. minuty. Wtedy na uderzenie zza pola karnego zdecydował się Fábregas, lecz piłkę po jego strzale w dobrym stylu sparował Diego Alves.
Dziesięć minut przed przerwą gorąco zrobiło się przed bramką Barcelony. Banega kapitalnie podał do Dorlana Pabóna. Kolumbijczyk był niemal w stuprocentowej sytuacji do zdobycia gola, ale jego strzał w wielkim stylu obronił Víctor Valdés.
Niewykorzystana sytuacja zemściła się już po minucie. Banega, który mógł być bohaterem chwilę wcześniej, stracił piłkę na swojej połowie.Busquets zagrał do Fábregasa, ten wypuścił w bój Messiego, a najlepszy piłkarz świata znów okazał się lepszy w pojedynku sam na sam z Alvesem i spokojnie umieścił piłkę w siatce.
Dwa gole do przerwy to mało? Dla Messiego tak. Chwilę po drugim trafieniu Argentyńczyk otrzymał dokładne podanie od Neymara i pewnie pokonał Alvesa, kompletując hat-tricka.
3:0 do szatni byłoby nokautem, ale nagle ze snu obudziły się Nietoperze. Już w doliczonym czasie gry Helder Postiga zdobył dwa gole: pierwszego po pięknym uderzeniu nożycami, drugiego strzałem głową. Gdy wydawało się, że jest już po meczu, ten nabrał dopiero rumieńców.
Po przerwie Valencia uwierzyła, że może odrobić stratę i przejęła inicjatywę. Pierwszą dogodną okazję miała jednak Barça, a konkretnie Leo Messi. Argentyńczyk huknął jak z armaty zza pola karnego, ale jego uderzenie w dobrym stylu obronił Alves.
Pół godziny przed końcem wymarzoną okazję miał Pedro. Z lewej strony dośrodkował Iniesta, a skrzydłowy Barcelony miał przed sobą tylko bramkarza, ale jego uderzenie głową woła o pomstę do nieba, zresztą tak samo jak cała postawa Pedro w dzisiejszym spotkaniu. W końcu, po 70 minutach, Martino oszczędził kibicom nerwów i wprowadził na plac gry Tello.
Dziesięć minut przed końcem meczu Leo Messi miał znakomitą okazję do zdobycia czwartego gola. Akcję rozpoczął Neymar, piłka trafiła do Alby, który wycofał ją do Messiego, ale strzał Argentyńczyka o milimetry minęła świątynię Alvesa. Chwilę później Messi miał jeszcze lepszą okazję, ale przegrał pojedynek oko w oko z bramkarzem gospodarzy. To mogło się zemścić już po kilkudziesięciu sekundach, lecz uderzenie Jonasa w wielkim stylu obronił Valdés, który sparował piłkę na słupek.
To, co stało się w 88. minucie, było praktycznie nieprawdopodobne. Ale się stało. Najpierw genialną sytuację miał Alba, który z kilku metrów trafił prosto w Alvesa. Okazję do dobitki miał Messi, ale jego uderzenie zakończyło się tak samo jak próba lewego obrońcy. Szkoda, bo były to dwie znakomite okazje, by uniknąć nerwówki w końcówce.
W doliczonym czasie gry okazję miała jeszcze Valencia, ale Jonas uderzył głową prosto do koszyczka bramkarza Barcelony. Po tej sytuacji sędzia zakończył zawody.
Barça na własne życzenie sprezentowała i sobie, i kibicom nerwówkę. Trzy gole Messiego co prawda wystarczyły, ale zarówno Argentyńczyk, jak i inni zawodnicy mieli znakomite okazje, by rozstrzygnąć mecz wkrótce. Barcelona stwarza wiele sytuacji, ale niewiele wykorzystuje. Cieszą trzy punkty, lecz Martino ma jeszcze dużo do zrobienia ze swoimi piłkarzami.
Komentarze (3849)