Słowa Pepa Guardioli wypowiedziane podczas czwartkowej konferencji prasowej wywołały zaskoczenie wśród członków zarządu FC Barcelony.
Chociaż klub oficjalnie nie zareagował na słowa Pepa Guardioli, który oskarżył zarząd o „wykorzystywanie choroby Tito Vilanovy, aby go skrzywdzić”, wiceprezes odpowiedzialny za strefę socjalną, Jordi Cardoner, wyraził zaskoczenie tym, co usłyszał podczas czwartkowej konferencji prasowej byłego trenera Barçy.
Podczas wywiadu przeprowadzanego przez Tomàsa Andreu na temat zmian w statucie klubu, Cardoner odniósł się do słów Pepa, mówiąc: „Nigdy do niczego nie używaliśmy choroby Tito”.
„Prawda jest taka, że byłem bardzo zaskoczony. Wyszedłem ze spotkania o 14 i usłyszałem fragment w radiu, a później dostałem więcej informacji, zobaczyłem wypowiedzi Pepa i ich nie zrozumiałem. Wyobrażam sobie, że pojawi się jakieś wytłumaczenie, ponieważ relacja, którą z nim utrzymywaliśmy, nie mówię tylko o sobie, ale także o prezydencie, zawsze była serdeczna. Nie używaliśmy choroby Tito przeciwko niemu. Osoba, która tak robi jest złym człowiekiem”.
Cardoner podkreślał, że jest bardzo zaskoczony. „Uważam, ze sobie pomagaliśmy, pracowaliśmy nad tym samym projektem i kiedy ogłosił nam, że odchodzi, uszanowaliśmy to. Być może tak jak culés tego nie rozumieliśmy, chcieliśmy, aby został, ale szanowaliśmy go jako człowieka”. Członek zarządu jest pewien, że „dotarły do niego złe informacje” i ma nadzieję, że Pep „porozmawia z prezydentem, żeby wszystko wyjaśnić”.
„My fani Barcelony, Katalończycy, jesteśmy ludźmi, którzy w przypadku różnicy zdań zawsze rozmawiając potrafiliśmy dojść do porozumienia. Nie rozumiem tego, jego rodzina jeździ z zespołem na mecze i mamy z nimi bardzo dobre relacje. Być może Pep musi porozmawiać z prezydentem i zmniejszyć te różnice”.
Cardoner zaprzeczył, że powody odejścia Pepa z klubu miały związek ze złą relacją z Sandro Rosellem. „Uważam, że powody, które przedstawił, gdy odchodził, były całkowicie szczere. Wszyscy byliśmy rozczarowani, było nam ciężko, że osoba, która tyle zrobiła dla Barçy odchodzi od nas, ale przede wszystkim to uszanowaliśmy. Trudno to stąd zrozumieć. Lepiej niech wyjaśni to on, choć wolałbym, żeby nie robiono z tego istotnej sprawy, ponieważ Barça i barcelonismo musi być ponad tym”.
Jednym z haseł kampanii prezydenckiej Sandro Rosella było zakończenie ze wszystkimi „-izmami”. Wydaje się to teraz jeszcze trudniejsze niż wcześniej. „Nie chcę myśleć, że to wywoła więcej „-izmów”. W środę na prezentacji proponowanych zmian w statucie mówiłem z dumą, że w komisji były osoby, które tworzyły zarząd za czasów Laporty i Gasparta. Statuty, tak jak wiele innych rzeczy, mają tylko jedno „ismo” – barcelonismo. W domu uczono mnie, że kłótnie między rodziną powinny pozostać w domu i jest to jedyny sposób, aby rodzina była zjednoczona. Pep powinien zostać na zawsze legendą barcelonismo”.
Komentarze (159)