FC Barcelona Regal wygrała mecz o wszystko i wyrównała stan finału play-off. W czwartym spotkaniu pokonała Real Madryt 73:62. Decydujące okazały się ciekawe decyzje kadrowe trenera Pascuala i wysoka skuteczność Ante Tomicia.
Spotkanie takie jak wczoraj, każdy powinien obejrzeć chociaż raz w życiu. Gdy zwycięstwo jest konieczne, Barcelona Regal dokładnie to robi. Palau Blaugrana przeżyło wczoraj piękną noc i wprawdzie zwycięstwo nie dało mistrzostwa ligi, tak ogrom radości w hali Barcelony mógłby na to wskazywać. Duma Katalonii pokonała Real Madryt w czwartym meczu finałów play-off Ligi Endesa 73:62. O ostatecznym wyniku rywalizacji toczonej do 3 zwycięstw zadecyduje piąty mecz. Oznacza to powtórkę z finałów sprzed roku z tą różnicą, że mecz nr 5 grano wtedy w stolicy Katalonii. Tym razem przewagę własnego parkietu w finale mają "Królewscy". Mecz o mistrzostwo w środowy wieczór w madryckiej hali Palacio de Deportes.
Mocne uderzenie
Podopieczni Xaviego Pascuala rozpoczęli mecz bardzo zdecydowanie i z dużą inicjatywą. Nie mieli innego wyjścia, a w poprzednich potyczkach przewaga rywala z pierwszych minut zawsze utrudniała rozgrywanie meczu. Trener Xavi Pascual miał nosa desygnując do gry w wyjściowej piątce duet wysokich Tomić-Lorbek. Ich współpraca przyniosła zespołowi ogromne korzyści w punktach i zbiórkach, szczególnie na atakowanej tablicy. Dynamiczne dogrania Huertasa i Navarro pod kosz regularnie nękały defensywę gości, którzy nie potrafili znaleźć recepty na agresywnie grającą w ataku Barcelonę. Dość powiedzieć, że 5 pierwszych zbiórek w meczu miała Barça Regal, wszystkie... na atakowanej tablicy. Takie otwarcie zaskoczyło Real i do pewnego stopnia ustawiło cały mecz na korzyść ekipy z Katalonii.
Obecność Lorbeka "uwolniła" w ataku Ante Tomicia, który w poprzednich meczach najczęściej musiał przepychać się z wysokimi graczami Realu w pojedynkę i punktował rzadziej. We wczorajszym "meczu o wszystko" dla Barcelony, chorwacki środkowy już w pierwszych dziesięciu minutach rzucił czternaście punktów! W tej fazie meczu dał też drużynie mnóstwo zbiórek. Cztery punkty i 2 zbiórki ofensywne dołożył w Q1 Erazem Lorbek, a dwójkowe akcje obu wież Barçy regularnie rozbijały obronę Realu. Gospodarze prowadzili po pierwszej ćwiartce 23:17.
Spokojniejsza druga kwarta
Cichym bohaterem pierwszej odsłony meczu był też Marcelinho Huertas, który obudził się po mocno "dyskretnych" statystykach w obu poprzednich meczach finału. Barcelona najczęściej punktowała z "pomalowanego" po świetnych dograniach brazylijskiego rozgrywającego (6 asyst w meczu), a gdy Tomić lub koledzy byli kryci - Huertas sam wchodził pod kosz bądź trafiał z dystansu. Sześciopunktowa przewaga uspokoiła nieco spotkanie w drugiej kwarcie i obie drużyny zaczęły baczniej zwracać uwagę na swoje poczynania w defensywie.
Po krótkich roszadach kadrowych nie przestawał trafiać Tomić. Odkryciem drugiej kwarcie w barwach Barcelony był marginalny dotychczas Marko Todorović, którego dynamika i waleczność stanowiły to, czego potrzebował zespół. Mierzący 210 cm Czarnogórzec dobrze współpracował z Tomiciem, obaj punktowali po swoich podaniach. W 17 minut gry 21-letni Todorović dołożył też 4 zbiórki.
Pudła Navarro i niska skuteczność rzutowa zmienników - jak Oléson i Ingles - pozwoliła w drugiej części tej kwarty podgonić wynik Realowi. Obie drużyny w Q2 rzuciły w sumie tylko 26 punktów. Przy stanie 30:27 ładną akcją popisał się Víctor Sada, który po wlasnym przechwycie trafił w kontrze, a w kolejnej akcji Todorović efektownie zablokował Marcusa Slaughtera. W ostatecznym rozrachunku skuteczniejszy w tej odsłonie okazał się Real, który zdołał zniwelować straty do dwóch punktów przed przerwą (34:32), głównie za sprawą trójki Sergio Rodrígueza na 0,2 sekundy przed końcem pierwszej połowy. Taktyczny błąd popełniła tu Barcelona, która nie faulowała, pozwoliła zagrać długą akcję Realowi i wypuściła rozgrywającego Realu na czystą pozycję.
Zacięta walka
Zła passa gospodarzy przeciągnęła się na trzecią część meczu, kiedy Real znów ukąsił pierwszy i to trójką Drapera z okolic 8 metra. Tempo gry nie uległo dużym zmianom, a Barcelona nie potrafiła trafić w trzech kolejnych akcjach ofensywnych. Szczęście Barçy, że rywale nie mogli liczyć na tym etapie meczu na punkty Miroticia i Reyesa. a gospodarzy ponownie uratował celną trójką Huertas (łącznie: 11 pkt, 3 zb., 3/5 za trzy pkt.). Barcelona wróciła po niej na dwupunktowe prowadzenie.
Był to najbardziej zacięty fragment meczu. Skuteczność w dalszym ciągu nie stała na wysokim poziomie, ale jeśli już któryś zespół trafił - w kolejnej akcji drugi odpowiadał tym samym. Rywale odcinali od podań Ante Tomicia i Barcelona była zmuszona do szukania punktów na dystansie, ale tego dnia "trójki" nie siedziały podopiecznym Xaviego Pascuala. Po 4 minutach III kwarty wynik dalej był na styku: 39:37.
W kolejnej akcji Barcelona nareszcie lekko odjechała rywalom, po trzech celnych wolnych Navarro dał drużynie 5-punktowe prowadzenie i wkrótce kolejne 2 punkty spod kosza. Chwilę później prosta strata kapitana Barcelony przy wyprowadzaniu piłki była podwójnie kosztowna dla zespołu: łatwe punkty z kontry dostał Draper, a przeciążenie kolana zesłało Navarro na ławkę. Juan Carlos nie wrócił już na parkiet, dopiero dzisiejsze badania wykażą, czy to poważny uraz. Straciwszy lidera, zespół Xaviego Pascuala zgubił rytm i znów pozwolił Realowi nadgonić wynik. Na półtorej minuty do końca Q3 przewaga Barçy stopniała do 4 punktów. Ważną zbiórkę przy kluczowym dla losów wyniku pudle Sergio Llulla zza linii 6,75 m zanotował Xavi Rabaseda i pomimo niepowodzenia w dwóch kolejnych akcjach w ataku Barça dowozi ten wynik do 30. minuty. Mogła i powinna prowadzić wyżej. Przed ostatnią kwartą wynik na tablicy brzmiał: 49:45.
Nerwowe otwarcie z dobrym zakończeniem
W ostatnich dziesięciu minutach Królewscy rzucili się do ataku, gdyż zwycięstwo oznaczałoby dla nich mistrzostwo Hiszpanii. Ponownie to Real otworzył wynik kwarty celnym rzutem, a w kolejnej akcji Dontaye Draper już po raz trzeci "wyjmuje" piłkę barcelonistom w rozegraniu, trafia z kontry i na 9 minut do końca mieliśmy remis.
Pascual bierze czas, a pod nieobecność Navarro grę prowadzi Huertas. Z wybornym skutkiem, bo w obliczu porażki Barcelona znów przypomina sobie o dominacji pod koszem. Wyśmienita współpraca Brazylijczyka z Mavrokefalidisem daje punkty, Real pudłuje i po 2 minutach Barcelona odskakuje Realowi na 54:49. Do końca meczu 7 minut.
W kolejnej akcji pudłuje Draper, zbiera Todorović, a efektownie punktuje "Mavro", który świetnym manewrem podkoszowym zwiódł, "powiesił" w powietrzu, Slaughtera. Był to element serii punktowej Barçy 7:0, a grecki center rzuci w tej kwarcie 10 punktów, przy skuteczności... 5/6! Barça skuteczna w obronie, raz łapie nawet Real na błędzie 24 sekund. Na 6 minut przed końcem meczu Barça prowadzi 58:49 po kolejnej asyście Huertasa i sytuacyjnym rzucie Mavrokefalidisa. Oszczędzany na tym etapie meczu Tomić po wejściu melduje się trafieniem z linii osobistych. Jego kolejna akcja daje identyczny efekt i choć w 36. minucie meczu Barça prowadzi jeszcze ośmioma punktami (62:54), to Real systematycznie ciuła punkty wolnymi i akcjami penetracyjnymi. Tomiciowi wyraźnie brakuje wsparcia od siedzącego na ławce Lorbeka, Barça mniej skuteczna rzutowo i po kolejnym przechwycie Realu (Darden, tym razem błąd Olésona) goście z Madrytu "dochodzą" Barcelonę na ledwie 2 punkty (63:61) gdy na zegarze robi się 2,5 minuty do końca spotkania.
W tym fragmencie meczu zemściło się na Blaugranie pudłowanie na potęgę (kolejno Huertas i Oléson) z osobistych (w całym meczu tylko 67% skuteczności). Real szczelnie krył strefę podkoszową, niskim graczom Barçy kończyły się pomysły. W samą porę odpowiednio reaguje trener Pascual i wprowadza na parkiet Lorbeka. To punkt zwrotny meczu. Zaraz po wejściu Słoweniec korzysta z luki pod koszem i jest faulowany. Trafiając oba wolne uniemożliwia Realowi osiągnięcie remisu w kolejnej akcji, za to swój zespół wyprowadza na 4-punktowe prowadzenie. Na kilkadziesiąt sekund do końca Palau Blaugrana mogło odetchnąć.
Przy Lorbeku odradza się cała gra Katalończyków. Barça gra rozważnie, spokojnie, z poszanowaniem piłki i ściśle w obronie. Gdy w kolejnej akcji z trudnej pozycji dystansowej pudłuje Real, a Oléson trafia oba wolne, robi się 67:61 na korzyść gospodarzy. Do końca gry: 1:10 m.in. Trzeba dodać, że w tej akcji pomylili się sędziowie, którzy odgwizdali aut dla Barçy Regal po wybiciu nogą Felipe Reyesa. Noga była, ale Tomicia.
W kolejnej akcji Sergio Rodríguez też trafia tylko 1 rzut wolny z dwóch (ta przypadłość jest zaraźliwa) i choć zbiera Mirotić, to Barça zyskuje piłkę po fenomenalnym przechwycie Marcelinho. 55 sekund do końca i 5 pkt. przewagi gospodarzy, którzy szybko wyprowadzają akcję. Oléson z dystansu bez powodzenia, ale następuje kuriozalna sytuacja: piłka po niecelnym rzucie Amerykanina odbija się od górnej krawędzi tablicy, leci w trybuny, ale ratuje ją Marcelinho, który będąc już ciałem w wyskoku na aucie, nabija piłką Reyesa. Niesamowita akcja, posiadanie dla Barçy, szaleństwo przy linii.
Wściekł się na taką interpretację zdarzeń trener madrytczyków Pablo Laso i cała ławka Realu (goście nie mieli racji, piłka nie dotknęła zegara), posypały się techniczne, dlatego wynik nie oddaje do końca przebiegu IV kwarty. Po festiwalu rzutów wolnych, Real pudłuje w kolejnej akcji i traci nawet teoretyczne szanse na odrobienie strat. Tym samym FC Barcelona zdołała odeprzeć ataki rozkręcającego się Realu i pomimo braku J. C. Navarro wygrywa czwarte spotkanie Ligi ACB. Końcowy rezultat: 73:62. Warto wyróżnić double-double Ante Tomicia, kolosalną skuteczność gospodarzy na tablicach (FCB 36:23 RM w zbiórkach) i świetne dzielenie się piłką w szeregach FC Barcelony: 15 asyst przy ledwie pięciu Realu.
Decydujący mecz odbędzie się w Madrycie w środę o 22:00.
Skrót spotkania dostępny na oficjalnej stronie ligi: ACB.com
FC Barcelona Regal 73 (23+11+15+24):
Huertas (11; 6 as.; +22 w statystyce +/-), Navarro (7; 3 zb.; 4 as.), Rabaseda (0), Lorbek (11; +23 +22 w statystyce +/-) i Tomić (18; 11 zb.); Sada (2), Jasikevičius (0), Todorović (5), Wallace (2), Mavrokefalidis (10; 5 as.; 9:39 min. na boisku), Ingles (0), Oléson (7).
Real Madryt 62 (17+15+13+17):
Llull (9), Fernández (8), Suárez (0), Mirotić (6; 3 zb.) i Begić (4); Draper (7), Reyes (10), Rodríguez (6), Carroll (2), Darden (6), Slaughter (4).
Komentarze (12)