Wczorajszy wieczór w Palau Blaugrana zakończył się po myśli gospodarzy. Dzięki skutecznej postawie na przełomie II i III kwarty koszykarze Barcelony wypracowali sobie nawet 13-punktową przewagę w decydującej ćwiartce spotkania. Okres dekoncentracji w końcowych 2 minutach meczu pozwolił "Wyspiarzom" dojść nawet na 4 punkty. Po interwencji trenera Pascuala i prawidłowej egzekucji wolnych, obrońcy mistrzowskiego tytułu "dowieźli" zwycięstwo do końca.
Barcelona zaskoczona w Q1
Mecz rozpoczął się pod dyktando Barcelony. Pierwsze punkty meczu padły po efektownej asyście Ante Tomicia zza pleców, a dwie kolejne akcje w ataku również dały punkty gospodarzom. W trzeciej minucie (6:5) stracili jednak rytm gry po odgwizdaniu przez sędziów wątpliwej ruchomej zasłony chorwackiego centra na połowie Gran Canarii. Barça Regal starała się blisko kryć główne strzelby Gran Canarii, ale goście ładnie rozrzucali piłki po obwodzie. Dzięki dobrym akcjom Roberto Guerry, Eulisa Báeza i trzech trafieniach 3-punktowych w tej części gry zespół z Las Palmas zbudował solidne prowadzenie (16:10 w 6. minucie gry), którego nie oddał do końca kwarty. Goście ewidentnie byli "w gazie", ale ostatnie słowo należało do Barcelony. Dobra defensywna akcja Erazema Lorbeka i "2+1" od najbardziej wydajnego na boisku Brada Olésona sprawiły, że Q1 kończy się "tylko" 16:21 na korzyść gości.
Tomić miewał udane manewry "w trumnie", ale zdarzały mu się też pudła spod samego kosza. Wraz z chybionymi decyzjami rzutowymi kolegów (Huertas, Rabaseda, Lorbek) kosztowało to zespół utratę dystansu. Pierwsza kwarta nie wyszła też Navarro, który w tej fazie meczu nie zanotował ani jednego udanego zagrania. Dobra gra drużynowa Gran Canarii, częste zmiany tempa gry dostarczały zmartwień gospodarzom. Siódmy zespół sezonu zasadniczego forsował grę po obwodzie i dobrze na tym wychodził. Urozmaicanie akcji wejściami pod kosz przez Báeza (godne odnotowania double-double w całym meczu na poziomie 12 pkt. i 11 zb.) i Newleya (13 pkt. w meczu, 3/7 za trzy) rozbijało strefową obronę Barcelony.
Udana pogoń
Otwarcie drugiej części gry dla Barcelony po błędzie gości w ataku i trafieniu Joe Inglesa. W kolejnej akcji Herbalife notuje "świecę" zza lini 6,75 m i błąd 24 sekund, ale zespół Xaviego Pascuala nie potrafił z tego skorzystać. Goście udanie kreują się nawzajem, często stosują zasłony i regularnie punktują. Grająca wąskim składem Gran Canaria na tym etapie meczu udanie spisywała się w obronie. Barcelona nie miała łatwych pozycji do rzutu i podopieczni trenera Pedro Martíneza utrzymywali się na prowadzeniu. Gdy za trzy trafił "przez ręce" Tomás Bellas, przewaga HGC urosła znów do 7 punktów, ale z dystansu odpowiedział na to Oléson i na 7:10 do końca kwarty mieliśmy wynik 20:24. Po chwili na boisku pojawił się Šarūnas Jasikevičius i przywitał się z meczem fenomenalną asystą do Inglesa. 6:31 do końca Q2 i 22:24 na tablicy wyników. Zaczęły się przejawy zmęczenia gości - przestali wchodzić pod kosz, 3 razy z rzędu spudłowali z dystansu. Po profesorskim trafieniu litewskiego playmakera, Barça doprowadziła do remisu (15. minuta) i... "przysnęła". Spencerowi Nelsonowi po paru nieudanych próbach rzutowych "weszła" trójka, dołożył zaraz punkty z kontry i po remisie nie było wspomnienia.
Trzeba tu dodać, że Gran Canaria traciła w pierwszej połowie bardzo mało piłek, o gospodarzach nie można było powiedzieć tego samego. Barça szukała na tym etapie meczu pick & rolli, ale spod samego kosza mylili się Navarro i później Tomić. W zamian Gran Canaria dołożyła punkt z rzutów osobistych i na 3:12 do końca Q2 wynik brzmiał 24:30. Barça stanęła w ataku, ale nadrabiała obroną. Po raz drugi w tej kwarcie "Wyspiarze" zaliczyli błąd 24 sekund i po dwóch punktach Navarro (nareszcie trafienie z gry!) i faulu w ataku Nelsona, gospodarze zmniejszyli stratę do 1 "oczka". 29:30 do przerwy, a o skuteczności barcelońskiej obrony najlepiej świadczy zatrzymanie HGC w tej kwarcie na ledwie 9 punktach!
Barça chwyta wiatr w żagle
Jeszcze przed początkiem drugiej połowy, gospodarze otrzymali prezent od Pedro Martíneza. Trener Gran Canarii widocznie powiedział parę słów za dużo sędziom przy zejściu do szatni, za co otrzymał przewinienie techniczne. Z linii nie myli się Juan Carlos Navarro (6/6 za 1 pkt. w meczu) i Barça wróciła na prowadzenie, de facto "w przerwie".
Doprawdy niecodzienna sytuacja, która dodała skrzydeł całej drużynie gospodarzy i jej liderowi. W pierwszej akcji po przerwie kapitan Katalończyków trafia za 3 windując swoje statystyki i prowadzenie zespołu. Nieobecność Xaviego Reya i małe wsparcie z ławki (tylko 2 punkty w meczu!) zmuszały trenera Martíneza do grania wąskim składem. Dawało o sobie znać zmęczenie gości i ich braki w centymetrach, co Barcelona wykorzystywała pod koszem. W pierwszych minutach Q3 HGC nadal było w grze dzięki ważnym 3 punktom Newleya i akcji "2+1" Bellasa, ale później Barcelona przyspieszyła dzięki świetnej grze na rozegraniu Olésona, ambitnej grze na deskach Wallace'a i dobrej grze w obronie.
Nieudany alley-oop Báeza i niecelne rzuty z dystansu nie pomagały klubowi z Wysp Kanaryjskich w gonieniu wyniku. Z zasłon Tomicia korzystał m.in. Navarro i w 25. minucie meczu Barcelona prowadziła z 8-punktową przewagą. Trójki Víctora Sady i C.J. Wallace'a (13 pkt. w meczu) oraz dominacja w zbiórkach dały Barcelonie wynik 50:38 na 2:51 min. do końca Q3. Na uwagę zasługiwała dobra postawa w "pomalowanym" Tomicia, który świetnie asystował przy trafieniach kolegów. Po fragmencie skutecznej gry z obu stron (regularniej punktował Báez, kolejna trójka Wallace'a, ocknięcie się Spencera Nelsona) III kwarta kończy się wynikiem 55:45 dla Barcelony.
Pełna dominacja
Reakcją Gran Canarii na wyraźnie rysującą się dominację Barçy był chaos. Goście praktycznie przestali grać penetracyjnie. Ewidentnie brakowało im wsparcia z ławki, za to w Barçy świetną zmianę znów dał Erazem Lorbek. Trafienia Huertasa i Mavrokefalidisa wyprowadziły Barcelonę na 14-punktowe prowadzenie. 61:47 na 7:11 do końca meczu.
W połowie kwarty Barça złapała lekką zadyszkę, fragment mniej skutecznej gry. W 35. minucie meczu Katalończycy prowadzili 63:50. Regularnie dawał punkty gościom Báez, ale równie regularnie Barça zbierała w ataku i ponawiała akcje. Po wsadzie Tomicia na 3:10 min. do końca spotkania Barcelona osiągnęła 67:52. Ewidentnie rozkojarzyło to graczy Xaviego Pascuala.
Nerwowa końcówka
Po punktach Chorwata, zza linii 6,75 m trafił Bellas, 2 punkty dodał Toolson i po kontrze Newleya Gran Canaria notuje serię 0:9. Na półtorej minuty przed końcem meczu zrobiło się nagle 67:61. Dwucyfrowa przewaga stopniała do dwóch posiadań piłki. Xavi Pascual musiał wziąć czas po raz drugi w ciągu kilkudziesięciu sekund, a gdy w kolejnej akcji odgwizdano kroki Navarro - na trybunach zapanowała złowroga cisza. Na 50 sekund przed końcem jest 67:63. Na szczęście Barçy Toolson myli się w kolejnej akcji przy próbie za trzy, a po obu celnych wolnych Navarro wynik znowu robi się bezpieczny dla Barcelony. W ostatniej akcji meczu Mavrokefalidis zalicza jeszcze blok na Spencerze Nelsonie i końcowy rezultat brzmi: 69:63.
Jak wspomniał wczoraj red. Wojciech Michałowicz, w grze Gran Canarii widać było niedobór centymetrów, Wpływ na postawę "Wyspiarzy" miały ponadto duże kłopoty zdrowotne Ryana Toolsona. Wychowanek Uniwersytetu Stanowego Utah Valley miał 27 pkt. w meczu nr 3 z Laboral Cutxa, w Palau Blaugrana dał kolegom tylko 2 punkty.
Z kolei Barcelona za szybko poczuła się wygrana i nerwowa końcówka zupełnie nie pasowała do systematycznie budowanej przez całą IV kwartę przewagi. Nie wypuściła zwycięstwa z rąk, bo gościom zabrakło czasu by to wykorzystać, ale końcowy fragment pierwszego meczu powinien stanowić silne ostrzeżenie dla graczy trenera Pascuala na pozostałe starcia tej serii.
FC Barcelona Regal (16+13+26+14):
Huertas (4), Navarro (14), Rabaseda (0), Wallace (13), Tomić (8 + 8 zb., w tym 4 ofensywne); Sada (7), Oléson (9), Lorbek (4), Jasikevičius (2), Ingles (6), Mavrokefalidis (2 + 6 zb.)
Herbalife Gran Canaria (21+9+15+18):
Bellas (11), Guerra (4), Newley (13), Nelson (21), Báez (12); Toolson (2), Alvarado (0), Oguchi (0), Beirán (0), Slokar (0)
Komentarze (9)