Muniesa: Moja przyszłość jest niepewna

Ola

19 maja 2013, 14:55

Sport

67 komentarzy

Obrońca Barcelony, którego kontrakt wygasa w czerwcu tego roku, przyznał, że jego przyszłość jest „niepewna", ponieważ sekretariat sportowy wciąż nie z nim nie skontaktował.

- Tak naprawdę to nic nie wiem. Chciałbym zostać, zawsze to powtarzałem. Ale tutaj nic mi nie mówią. Czekam. Jeśli nie tutaj, to gdzieś indziej. Jednak moja przyszłość jest niepewna - wyjaśnił Marc.

Muniesa został włączony do pierwszej drużyny na początku tego sezonu, ale zerwanie więzadła krzyżowego pod koniec czerwca, w meczu presezonu z Hamburgiem, uniemożliwiło mu grę przez siedem miesięcy.

Po otrzymaniu zielonego światła w lutym, zgodził się na nowo być członkiem drużyny rezerw, gdzie odzyskuje formę, wciąż nie wiedząc, jak będzie wyglądać jego przyszłość od 30 czerwca.

- To decyzja ludzi na górze, trenerów i dyrekcji. Ja zawsze mówię, że chcę tutaj grać, to moje marzenie od dziecka. I do końca będę dawać z siebie wszystko, aby ich przekonać - zaznaczył Muniesa w rozmowie z EFE.

Jego sytuacja wzbudziła zainteresowanie kilku europejskich klubów, m.in. Ajaxu. - Tak mówią, ale ja czekam na to, co mi powiedzą. To jest typowe dla prasy. Ja jestem spokojny, wiem, że jeśli będę zdrowy, mogę rozegrać wiele minut gdziekolwiek. Odejść na wypożyczenie? Fajnie by było nie rozstawać się definitywnie. To by znaczyło, że wciąż tworzyłbym część Barçy - powiedział.

Jedenaście lat temu dołączył do La Masíi, gdzie szybko stał się jednym z najbardziej obiecujących zawodników. Grał nawet w wyższych kategoriach niż te, które przypadały mu ze względu na wiek. Wyróżniał się dojrzałością, techniką i uniwersalnością.

- W mojej rodzinie teraz się denerwują. Nie wierzą, że nic mi nie powiedzą, bo oni też są wielkimi culés i ciągle mają nadzieję, że po tylu latach spędzonych w klubie, dostanę jakąś odpowiedź, czy zostaję czy nie. Czekamy, troszkę niespokojnie. Ale będziemy dalej czekać - przyznał z rezygnacją.

To nie pierwsza przeszkoda, jaka stanęła na drodze studenta administracji i zarządzania. W 2008 roku spotkało go potrójne nieszczęście - zerwanie więzadła krzyżowego, wewnętrznego i zewnętrznego. Rehabilitacja wydłużyła się prawie do roku.

Pamiętny był jego debiut w meczu z Osasuną w maju 2009 roku, kiedy po paru minutach od wejścia na boisko został wyrzucony za ostre wejście w rywala. Decyzja sędziego wywołała natychmiastową reakcję oburzonych kibiców na Camp Nou, którzy zaczęli wymachiwać chusteczkami. Parę dni później Pep Guardiola powołał Muniesę na finał Ligi Mistrzów w Rzymie. Tryumf swoich kolegów Marc oglądał z ławki rezerwowych.

- Nigdzie siebie nie widzę - odpowiedział obrońca, zapytany, czy czuje, że jest bliższy pozostania w klubie czy odejścia. - Poczekam i zobaczę, co mi tu powiedzą, jeśli nie, poszukam przyszłości poza klubem - dodał.

W poniedziałek Marc wziął udział w przejeździe autokarem z pierwszą drużyną, które mogło być dla niego pożegnaniem z klubem swojego życia. Nie wiedząc, czy tak się stanie, wczoraj napisał na portalu społecznościowym: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni".

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (67)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze