Na kilka dni przed zakończeniem kariery, Ludovic Giuly udzielił wywiadu dla France Football, w którym podsumował 19 lat gry w piłkę, ze szczególnym uwzględnieniem trzech sezonów spędzonych w Barcelonie.
- Nawet dzisiaj mogę wejść na Camp Nou nie mając wejściówki, rozpoznają mnie, wiedzą, co zrobiłem. Barça wie, jak podziękować tym, którzy nosili jej koszulkę - powiedział 36-letni Giuly, bohater półfinałowego meczu Ligi Mistrzów z Milanem w sezonie 2005/06, który za dwie kolejki rozegra swój pożegnalny mecz w barwach Lorient (z PSG).
- W 2004 roku trafiłem do Barcelony. Na tamta okazję kupiłem biały garnitur, aby być eleganckim. Niestety, wyglądało to dość dziwnie, bo biały to kolor Realu Madryt! Pod koniec dnia (w którym podpisano kontrakt - red.) prezes Joan Laporta powiedział mi: "To... nigdy więcej!". I następnego dnia wyrzuciłem garnitur - wspominał.
Giuly był pierwszym Francuzem w najnowszej historii Barcelony, który wygrał z nią Ligę Mistrzów (2006). Wcześniej nie udało się to takim tuzom jak Blanc, Petit czy Dugarry. Ludo wspomina w wywiadzie, że tak bardzo czuł się doceniany przez klub, że czasem sam przychodził rozmyślać na pusty stadion.
- Pewnego dnia, patrząc na Ronaldinho, patrząc na to, co robi, zdałem sobie sprawę, że nie jestem w stanie zrobić tego, co on. To mnie zmieniło. Grałem w finale Ligi Mistrzów z Monaco, gdzie byłem kapitanem. Nie miałem drewnianych nóg, ale grając u boku Ronniego... Wtedy powiedziałem sobie, że nie opłaca się robić tego, co on. Byłem Giuly'm i to działało. Pracowałem, aby być częścią tej drużyny.
Mimo swoich niewątpliwych sukcesów, Giuly rozegrał tylko 17 meczów w reprezentacji Francji, nie ciesząc się zaufaniem ówczesnego selekcjonera Raymonda Domenecha. - Wygrałem Ligę, byłem mistrzem Europy z Barçą, a on mnie ignorował. Tak jak ignorował Roberta Piresa, który dotarł z Arsenalem do finału Ligi Mistrzów. Nigdy nie powiedział mi tego szczerze. Gdy pierwszy raz dostałem powołanie, rozmawialiśmy i myślałem, że problem został rozwiązany. Ale nie. Nie był ze mną szczery. Wkurzył mnie, bo zasługiwałem na grę w kadrze.
Teraz Ludo chce poświęcić czas swoim dzieciom, zdobyć licencję trenera i nadal grać w piłkę, choć już nie profesjonalnie. Wcześniej będzie miał szansę pożegnać się z kibicami, rozgrywając swój 400. mecz w lidze francuskiej. Mimo że trener Christian Gourcuff prawie nie dawał mu szans na grę w tym sezonie, można oczekiwać, że w tym szczególnym dniu będzie inaczej. - Pan Gourcuff to wie. Cała moja rodzina będzie na stadionie Moustoir. Rozmawialiśmy o tym. Czy pamięta? Nie chcę zawieść trenera, ponieważ chciałbym się pięknie pożegnać - powiedział.
Komentarze (37)