"Przyklepać" tytuł w Madrycie
Osiemdziesiąty drugi sezon La Liga na ostatniej prostej. Choć skład podium był do przewidzenia już od długiego czasu, dopiero wczorajsza strata punktów drugiego w tabeli Realu z Espanyolem ostatecznie rozstrzyga walkę o tytuł w tym sezonie. Barça z laurem za ligowy prymat w Hiszpanii!
A zatem nie ma już przestrzeni do „matematyzowania". Czas zilutrować zdobyte poza boiskiem mistrzostwo dobrym wynikiem na Vicente Calderón. Nigdy nie należało do ulubionych stadionów Barçy. Przed nami trudny, emocjonujący mecz.
Mistrzostwem Hiszpanii dla FC Barcelony „pachniało" nam już od miesięcy. Skoro stało się faktem, musi kusić fanów okazja do wyrównania rekordu punktowego Realu sprzed roku i pobicia zdobyczy bramkowej (121). Spojrzeniu w terminarz ostatnich kolejek musi towarzyszyć wniosek, by dla swojego dobra Azulgrana walczyła o nie przy każdej nadarzającej się okazji. W 37. rundzie Barçę czeka wyprawa na stadion Espanyolu. Żadnemu culé nie trzeba wyjaśniać trudności, jaką zawsze niosą derby.
Tamudazo do dziś piecze pamięć żywym ogniem. Na terenie "Papużek" Barçy zawsze jest trudno o gole. Ostatnia tegoroczna kolejka to dla „Dumy Katalonii" pojedynek z rewelacją tego sezonu z Málagi. Mecze z niedocenianymi ligowymi „kopciuszkami" zdaniem wielu piłkarzy uchodzą za najtrudniejsze właśnie w końcówce sezonu; co może potwierdzić choćby bezskutecznie goniący w 2009 roku tytuł Pichichi Samuel Eto'o. W tym sensie starcie za tydzień z Valladolid też nie musi być spacerkiem.
Wygrana w Madrycie leży Barçy w interesie, jeśli podopieczni Vilanovy celują w zeszłoroczne rekordy MouTeamu. Tak będzie najbezpieczniej. Pozytywny wynik jutro to dobry prognostyk na trzy pozostałe do końca ligowego sezonu mecze.
Sprzymierzeńcem Barçy w kontekście meczu w Madrycie z pewnością może być aktualna forma gospodarzy. Trudno nazwać ją zachwycającą. W ostatnich siedmiu meczach Atlético odniosło tylko 3 zwycięstwa. Jedno z nich trzy dni temu (1:3 w Vigo). Wcześniej madrytczycy zremisowali z Valencią i Getafe, rozbili 5:0 Granadę, wygrali 0:1 z Sevillą FC, po czym przegrali z Realem i podzielili się punktami z Deportivo. Rozszerzywszy próbę pomiaru na ostatnie 10 gier, bilans Atlético to: 4-4-2.
Wyniki te nie mają wiele wspólnego z fenomenalną formą Los Colchoneros na wcześniejszym etapie sezonu. Szli jak burza, ale w lutym złapali wyraźną zadyszkę. Jakość gry spadła. Zmęczenie trudami sezonu, krótka ławka, deficyt koncentracji i kilka urazów przyniosły efekt w postaci wyeliminowania przez Rubin z Ligi Europy. Równoczesna gra na trzech - uwzględniając Puchar Króla - frontach kosztowała w tym okresie niedzielnych rywali Barçy kilka cennych punktów w lidze.
Rozczarowująca porażka w „małych derbach" z Rayo w Vallecas oraz późniejszy remis z Málagą i przegrana z Sociedad doprowadziły Atlético do utraty drugiej lokaty w tabeli na rzecz Realu. Od tego momentu zespół z madryckiej dzielnicy Arganzuela utracił determinację i efektywność - cechy, którymi imponował na jesieni, i które pozwoliły mu „odsadzić" w tabeli „Królewskich". W tym okresie z tygodnia na tydzień drużyna Simeone przypominała pogodzonego z losem ostatniego na torze Formuły 1 kierowcę, który tylko czeka aż inni go zdublują. Utraciwszy pozycję wicelidera na rzecz lokalnego rywala, Atlético nawet nie podjęło walki o jej odzyskanie. Zamiast tego przyszły wspomniane już remisy z Valencią i Getafe. Czerwono-biali tracą już do Realu 8 punktów.
Przez cały sezon kibice stołecznego klubu nie obserwowali tak nierównej formy swoich idoli jak w ostatnich tygodniach - i w tym główna nadzieja barcelonistów na happy end wyjazdu do Madrytu. Atleti wygląda dziś na drużynę sytą, która swój cel w tym sezonie już osiągnęła. Na Vicente Calderón nikt nie krył, że po czteroletniej nieobecności w najważniejszych rozgrywkach na kontynencie, zdobycie kwalifikacji do kolejnej edycji jest celem nr 1 tego sezonu. Z przewagą aż 14 oczek nad czwartym w tabeli Realem Sociedad San Sebastian, klub prezesa Enrique Cerezo jest już o to spokojny.
Kibicom Barçy nie trzeba dwa razy powtarzać, że ostatnie tygodnie na Camp Nou też nie upływały w klimacie sielanki. Blaugrana ma swoje problemy, które - jak pokazały pojedynki z Vigo i Athletic Club - nie omijały ligi.
Na Vicente Calderón nikt nie podaruje Katalończykom goli za darmo, a już na pewno nie Thibaut Courtois - jeden z najsilniejszych punktów zespołu, utalentowany 21-letni golkiper, który do końca tego sezonu drugi rok terminuje w trzeciej sile La Liga na wypożyczeniu z Chelsea. Belg ma przed sobą solidne zasieki złożone z twardziela Diego Godina, chwalonego zewsząd Mirandy i gladiatorskiej postury Mario Suáreza (189 cm wzrostu). O udanym sezonie tego ostatniego świadczy choćby to, że w wieku 26 lat zadebiutował w lutym w hiszpańskiej kadrze z Urugwajem.
Środkiem pola rządzi kapitan madrytczyków Gabi, który łączy wspomaganie kolegów w destrukcji z aktywnością w kreacji. Wszyscy są zdrowi, ale gdyby kogoś z tego kwartetu wyeliminowałby np. nagły uraz na rozgrzewce, trener Simeone może skorzystać z usług dwóch podstarzałych zmienników, którzy „grzbiet" paraboli swojej kariery mają już chyba za sobą. Mam tu na myśli wieloletni fundament, prawdziwą skałę w obronie Getafe, czyli Daniela „Catę" Díaza, oraz znanego z Chelsea Mourinho Tiago Mendesa. Gabiego może też ewentualnie zastąpić oszczędzany w sobotę Raúl García. Na bokach obrony zobaczymy jutro Juanfrana i przymierzanego niegdyś do Barçy Filipe Luisa Kasmirskiego. W odwodzie jest m.in. były gracz Liverpoolu i Sportingu Emiliano Insua.
Główna postać ofensywy to oczywiście Radamel Falcao, ale poza bramkarzem i defensorami bynajmniej nie uzupełnia jedenastki w pojedynkę. W przeciwieństwie do Ligi Europy, Diego Simeone gra w lidze formacją 4-4-2 z partnerującym Kolumbijczykowi na desancie Diego Costą. Wszechstronny Brazylijczyk jest tyleż utalentowany, co szalony. Znany z ostrej gry, impulsywnych zachowań wobec rywali oraz gnuśności względem kumpli z zespołu, nie ma w szatni samych czirliderek swego temperamentu, a jednak klub i fani są nim zachwyceni. Rewers? 17 goli i 15 asyst. Takich ciekawostek nie odnotowujemy tylko na FCBarça.com. Podobnie jak Suárez w kadrze Hiszpanii, Costa zaliczył w tym roku debiut w zespole Canarinhos. Luiz Felipe Scolari wystawił rodaka w marcowych meczach z Włochami i Rosją. W niedzielnym składzie gospodarzy raczej nie zobaczymy w ataku Adriana Lópeza. W tym sezonie ligowym wychowanek Oviedo zdobył tylko 3 gole.
Simeone lubi atakować skrzydłami, skąd duet napastników wspierają - zależnie od formy i rywala - Koke (jeden z głównych asystentów drużyny), wszędobylski Arda Turan (drugi po Falcao najwartościowszy i najefektowniejszy gracz w szatni Atlético) lub nieprzewidywalny 52-krotny reprezentant Urugwaju Cristian Rodríguez. Tego ostatniego możemy pamiętać z grudniowego meczu z naszymi orłami. Rodríguez rozegrał w nim 72 minuty.
W ostatnich tygodniach częściej występuje na skrzydle przesunięty z ataku Adrian i być może na taką kombinację zdecyduje się argentyński trener w jutrzejszym starciu z Barçą. Szczególnie ciekawą postacią tegorocznej kadry Atleti jest 18-letni Saúl Ñíguez. Przed rokiem wywalczył u boku młodych barcelonistów, Deulofeu i Grimaldo, mistrzostwo Europy do lat 19. Świetny mecz półfinałowy z Francją zwrócił na niego uwagę czołowych klubów Europy, a o systematycznym rozwoju młodego pomocnika świadczy, że wiosną zaczął dostawać ligowe szanse od trenera. Jeśli wejdzie na końcowe minuty w niedzielę - warto zwrócić na niego uwagę.
Ofensywna siła rażenia jutrzejszych rywali Barçy jest zatem nie do pogardzenia, ale wystarczy rzut oka w tabelę, by spostrzec, że „Duma Katalonii" też ma kim strzelać. Podobnie jak dysproporcja punktowa pomiędzy obiema drużynami, różnica ponad 40 zdobytych goli na korzyść podopiecznych Vilanovy i Roury sugeruje, że faworytem jutrzejszego starcia nie będą gospodarze.
Jest jednak klasyfikacja, w której Atlético wyprzedza Barcelonę w tym sezonie i to tak zdecydowanie, że nie ma co detalami na ten temat psuć sobie humorów przed jutrzejszym meczem. To statystyka czystych kont. Sympatykom Blaugrany pozostaje nadzieja, że strzelecko nienasycona ostatnimi czasy drużyna odreaguje klęskę z Bayernem i przykry remis w Bilbao właśnie na Vicente Calderón. Nie będę miał nic przeciwko takiemu scenariuszowi. Oczywiście liczę w tej kwestii na Lionela Messiego. Argentyńczyk najprawdopodobniej wystąpi jutro od pierwszych minut.
Ostatnie pojedynki:
16.12.2012 FC Barcelona 4:1 Atlético Madryt (liga)
26.02.2012 Atlético Madryt 1:2 FC Barcelona (liga)
24.09.2011 FC Barcelona 5:0 Atlético Madryt (liga)
5.02. 2011 FC Barcelona 3:0 Atlético Madryt (liga)
19.09.2010 Atlético Madryt 2:1 FC Barcelona (liga)
Komentarze (713)