5-10-15: Atlético Madryt

n00stress

12 maja 2013, 15:00

11 komentarzy

5-10-15 to cykl, w którym przypominamy spotkania FC Barcelony z nabliższym ligowym rywalem, w danej rundzie odpowiednio 5, 10 i 15 lat temu. Cykl jest poświęcony pamięci zmarłego w grudniu 2012 roku redaktora FCBarça.com, Marcina Gila.

2007/08 Atlético Madryt - FC Barcelona 4:2

01.03.2008, 26. kolejka

Barcelona przed 26 kolejką zajmowała drugie miejsce w tabeli, tracąc do Realu Madryt zaledwie dwa punkty. Atlético Madryt, prowadzone przez Javiera Aguirre (obecnego szkoleniowca Espanyolu), prezentowało się bardzo przyzwoicie, czego efektem była czwarta pozycja i „pięć" oczek straty do trzeciego Villarreal.

Barça przed spotkaniem z Atlético była w prawdziwej euforii. Dzięki wynikom w ostatniej kolejce, podopieczni Franka Rijkaarda zmniejszyli dystans do prowadzącego w Primera División Realu Madryt do zaledwie dwóch punktów. Jak się okazało radość kibiców była przedwczesna, ponieważ na Vicente Calderón po raz kolejny obejrzeliśmy wyjątkowo słaby zespoł, który po raz kolejny popełnił mnóstwo błędów, a efektem była utrata aż czterech bramek.

Początek spotkania był jednak obiecujący, bowiem to goście całkowicie zdominowali środek pola. Jedyne czego z naszej strony brakowało to okazje bramkowe, choć w 10. minucie gola zdobył Eto'o. Sędzia uznał jednak, że był na spalonym. W 29. minucie w pole karne dośrodkował Xavi, a Ronaldinho piękną przewrotką zmienił rezultat na 1:0 dla Barçy. Był to błysk geniuszu Brazylijczyka, który w ostatnim swoim sezonie w Hiszpanii przede wszystkim zawodził. Radość Barçy nie trwała zbyt długo, ponieważ już 7 minut później dość szczęśliwie wyrównał Sergio Aguero. Kierunek lotu piłki po strzale Argentyńczyka zmienił Carles Puyol, co kompletnie zmyliło bezradnego Víctora Valdésa. Chwilę później Atlético przeprowadziło kapitalną zespołową akcję, którą mocnym strzałem wykończył Maxi Rodríguez. Dzięki temu gospodarze objęli prowadzenie 2:1, przejmując inicjatywę na Vicente Calderón.

Najgorsze przyszło jednak dopiero w drugiej połowie. Podopieczni Franka Rijkaarda po przerwie grali jeszcze gorzej, a irytowały przede wszystkim błędu techniczne w przyjęciu piłki i ciągłe straty w środku pola. W 61. minucie wchodzącego w pole karne Barçy Aguero faulował słabo grający Puyol, a jedenastkę pewnie wykorzystał Diego Forlan. Urugwajczyk po odejściu Fernando Torresa został krzyknięty nowym katem zespołu z Camp Nou. Dzieła zniszczenia w końcówce spotkania dopełnił Sergio Aguero, który ośmieszył swojego rodaka z linii obrony Barcelony Gabriela Milito oraz Carlesa Puyola, a następnie pewnie pokonał bezradnego Víctora Valdésa. Kilka minut później odpowiedział jeszcze Samuel Eto'o, ale Kameruńczyk tylko ustalił wynik meczu na 4:2.

Real Madryt w przeciwieństwie do Barcelony nie zawiódł i mimo początkowych problemów pokonał Recreativo 3:2. Przewaga Królewskich po 26 kolejkach wzrosła do 5 punktów, a jak się później okazało mecz na Vicente Calderón był początkiem fatalnego dla Barçy okresu.

Atlético Madryt - FC Barcelona 4:2

  • 0:1 Ronaldinho (30')
  • 1:1 Sergio Aguero (35')
  • 2:1 Maxi Rodríguez (42')
  • 3:1 Diego Forlan (62') - rzut karny
  • 4:1 Sergio Aguero (71')
  • 4:2 Samuel Eto'o (74')

Atlético Madryt: Abbiati, Valera, Pablo, Perea, Antonio lopez, Camacho (Cleber Santana 68'), Raúl García, Maxi Rodríguez (Reyes 84'), Simao Sabrosa, Forlan, Aguero (Jurado 89'); Trener: Javier Aguirre

FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Puyol, Milito, Abidal, Edmilson (Gudjohnsen (63'), Xavi, Iniesta, Henry (Messi 57'), Eto'o. Ronaldinho; Trener: Frank Rijkaard

Żółte kartki: Christian Abbiati, Antonio Lopez, Ignacio Camacho, Sergio Aguero - Gianluca Zambrotta, Carles Puyol, Andrés Iniesta, Samuel Eto'o

Stadion (widzów): Vicente Calderón (50 000)

2002/03 Atlético Madryt - FC Barcelona 3:0

01.02.2003, 20. kolejka

Barcelona przed spotkaniem z Atlético nie wygrała trzynastu kolejnych spotkań w lidze, a atmosfera wokół klubu była coraz bardziej napięta. Sytuacja Dumy Katalonii była po prostu dramatyczna, nie tylko ze względu na postawę w lidze, ale również ze względu na bunt kibiców przeciwko władzom. Efektem było odejście skompromitowanego prezydenta Gasparta, a także wyrzucenie Louisa van Gaala. Bilans holenderskiego szkoleniowca w sezonie 2002/03 był fatalny (6 wygranych, 5 remisów, 8 porażek) i aż dziwne, że przetrwał aż do stycznia.

Rozbitą Barcelonę, zajmującą w lidze 12 pozycję - z zaledwie trzema punktami przewagi nad strefą spadkową, w starciu z Atlético prowadził tymczasowo Antonio De La Cruz.

Dzisiaj to może brzmieć dziwnie, ale to Atlético było wielkim faworytem starcia na Vicente Calderón, a kibiców Barçy bardziej interesowała walka z zarządem, a nie wynik meczu z Rojiblancos. I rzeczywiście, od pierwszych minut gracze Luisa Aragonesa atakowali, co chwila zagrażając bramce Roberto Bonano. Barcelona pozbawiona takich piłkarzy jak Cocu, Kluivert, Iniesta, czy Saviola, kompletnie nie potrafiła odpowiedzieć. Kolejne fatalne zawody, do czego byliśmy przyzwyczajeni, rozgrywali Christanval (mimo, że przebywał na boisku zaledwie 25 minut, popełnił kilkanaście błędów w defensywie) oraz Fabio Rochemback. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak Joan Gaspart mógł sprowadzić takiego zawodnika na Camp Nou.

Atlético atakowało i ostatecznie w 41. minucie wyszlo na prowadzenie za sprawą Fernando Torresa. El Niño w barwach Rojiblancos był prawdziwym katem FC Barcelony, szczególnie na Vicente Calderón.

Druga połowa nie zmieniła obrazu gry. Atlético kontrolowało przebieg spotkania, natomiast tymczasowy szkoleniowiec Barçy kompletnie nie miał pomysłu jak wpłynąć na postawę swoich graczy. W 66. minucie „słynny" Brazylijczyk Rochemback wdał się w przepychankę z napastnikiem Atlético, José Marim. W efekcie obaj panowie wylecieli z boiska, co chyba dla samej Barcelony było wzmocnieniem. Podopieczni Luisa Aragonesa w 70. minucie podwyższyli na 2:0, a tuż przed końcem wynik meczu ustalił Luis García.

Barcelona przegrała 3:0, nie potrafiąc wygrać czternastego meczu z rzędu i spadając na 15 pozycję w lidze. Jednak już dzień później nowym szkoleniowcem został Radomir Antić, który nie mając nic do stracenia, przywrócił graczom katalońskiego zespołu wiarę w swoje możliwości, czego efektem był marsz w górę tabeli. Najgorszy moment w sezonie (w historii?) Barça miała już za sobą...

Atlético Madryt - FC Barcelona 3:0

  • 1:0 Fernando Torres (41')
  • 2:0 Emerson (70')
  • 3:0 Luis García (88') 

Atlético Madryt: Burgos, Contra (Aguilera 90'), Coloccini, Hibić, Sergi, Albertini (Movilla 80'), Luis García, Emerson, Correa (Dani 58'), Torres, José Mari; Trener: Luis Aragones

FC Barcelona: Bonano, Puyol, de Boer, Christanval (Oléguer 25'), Reiziger, Fabio Rochemback, Xavi, Mendieta, Riquelme, Dani (Motta 46'), Overmars; Trener: Jesús Antonio De La Cruz Gallego

Żółte kartki: Cosmin Contra, Fernando Torres - Frank de Boer, Michael Reiziger

Czerwone kartki: José Mari (66') - Fabio Rochemback (66')

Stadion (widzów): Vicente Calderón (47 778)

1997/98 Atlético Madryt - FC Barcelona 5:2

10.05.1998, 37. kolejka

Pewna mistrzowskiego tytułu FC Barcelona w spotkaniu 37 kolejki Primera División grała na Vicente Calderón. Podopieczni Louisa van Gaala już wcześniej zapewnili sobie tytuł mistrza Hiszpanii, a na dwa mecze przed końcem sezonu mieli trzynaście punktów przewagi nad drugim w tabeli Athletikiem Bilbao i aż czternaście nad trzecim Realem Madryt. Atlético przed pojedynkiem na własnym stadionie z Barçą zajmowało ósmą pozycję, nie mając już szans na grę w europejskich pucharach.

Louis van Gaal po raz kolejny dał odpocząć kilku sowim podstawowym piłkarzom. Kolejną szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności dostał Vitor Baía, ale ciężko powiedzieć, że ją wykorzystał. W ramach ciekawostki warto dodać, że szkoleniowcem Atlético był wówczas Radomir Antić, człowiek, który wyciągał Barcelonę z kłopotów w sezonie 2002/03.

Spotkanie fantastycznie rozpoczęło się dla FC Barcelony, która od początku starała się narzucić swój styl gry. W 12. minucie kapitalną bramką z połowy boiska, jedną z najpiękniejszych w całym sezonie na hiszpańskich stadionach, popisał się Rivaldo. Brazylijczyk po raz kolejny pokazał, że w tamtych latach był jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Nie było kibica Barçy, który nie kochał tego geniusza.

Kiedy wydawało się, że Barcelona pójdzie za ciosem i jak przystało na nowego mistrza Hiszpanii, pewnie pójdzie po zwycięstwo na trudnym terenie, to Atlético przejęło inicjatywę, spychając podopiecznych holenderskiego szkoleniowca to rozpaczliwej obrony. Wyrównanie przyszło w 19. minucie, kiedy po uderzeniu z rzutu wolnego Christiana Vieriego, źle interweniował Vitor Baía, a we właściwym miejscu znalazł się Paunović, dla którego było to szóste trafienie w sezonie. Zespół Radomira Anticia nie zadowolił się remisem, czego efektem był drugi gol w 25. minucie. Tym razem do własnej siatki trafił interweniujący Fernando Couto, który po raz kolejny pokazał, że nie jest zawodnikiem na miarę klubu z Camp Nou.

Druga połowa to jeszcze lepsza gra Atlético, natomiast Barcelona jak przestała grać po bramce Rivaldo, tak w dalszym ciągu kompletnie nie mogła odnaleźć się na boisku. Kiedy po godzinie gry Louis van Gaal planował podwójną zmianę, która miała zmienić obraz gry na Vicente Calderón, Christian Vieri strzałem do pustej bramki podwyższył na 3:1. To jednak nie był koniec spektaklu, jaki urządzili swoim kibicom Rojiblancos. 10 minut po trafieniu włoskiego napastnika, cudownym lobem popisał się jeden z najlepszych na boisku Caminero. To był prawdziwy pogrom! Podopieczni Anticia całkowicie kontrolowali wydarzenia na swoim stadionie i nawet gol rezerwowego Ivana de la Peni z 81. minuty nie zakłócił ich dobrych nastrojów, Atlético po raz kolejny odpowiedziało, tym razem zaledwie w 60 sekund za sprawą Vieriego. Włoch tym samym ustalił wynik na 5:2 dla gospodarzy.

Barcelona przegrała drugi mecz z rzędu, co ewidentnie pokazywało, że podopieczni Louisa van Gaala po zapewnieniu sobie mistrzostwa, kompletnie się rozluźnili. Natomiast Radomir Antić nie pierwszy raz udowodnił, że potrafi zmotywować swoich zawodników na najważniejsze mecze.

Skrót ze spotkania na Vicente Calderón

target="_blank">tutaj

Atlético Madryt - FC Barcelona 5;2

  • 0:1 Rivaldo (12')
  • 1:1 Veljko Paunović (19')
  • 2:1 Fernando Couto (25') - samobój
  • 3:1 Christian Vieri (60')
  • 4:1 José Luis Caminero (70')
  • 4:2 Ivan de la Pena (81')
  • 5:2 Christian Vieri (82')

Atlético Madryt: Molina, Ramon, Andrei, Geli. Aguilera (Toni Munoz 78'), Caminero, Bejbl (Vizcaino 76'), Juninho Paulista, Paunović (Pantić 73'), Lardin, Vieri; Trener: Radomir Antić

FC Barcelona: Vitor Baía, Ferrer, Nadal, Couto, Sergi, Amor, Celades (de la Pena 61'), Roger, Luis Enrique, Rivaldo (Giovanni 69'), Pizzi (Anderson 61'); Trener: Louis van Gaal

Żółte kartki: Ramon, José Luis Caminero, Jordi Lardin - Miguel Angel Nadal, Fernando Couto, Roger

Stadion (widzów): Vicente Calderón (50 000)

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (11)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze