5-10-15 to cykl, w którym przypominamy spotkania FC Barcelony z nabliższym ligowym rywalem, w danej rundzie odpowiednio 5, 10 i 15 lat temu. Cykl jest poświęcony pamięci zmarłego w grudniu 2012 roku redaktora FCBarça.com, Marcina Gila.
2007/08 Athletic Bilbao - FC Barcelona 1:1
27.01.2008, 21. kolejka
Przed spotkaniem 21 kolejki na San Mamés, FC Barcelona zajmowała drugą pozycję w Primera División, ze stratą siedmiu punktów do Realu Madryt. Podopieczni Franka Rijkaarda w kilku wcześniejszych spotkaniach spisywali się dużo poniżej oczekiwań, jednak kibice wierzyli, że przełamanie nastąpi w starciu z Athletikiem Bilbao. Baskowie w sezonie 2007/08 również przede wszystkim zawodzili, przystępując do pojedynku z Barçą jako 15 zespół ligi hiszpańskiej, z dorobkiem tylu samu punktów, co będąca w strefie spadkowej Murcia.
Frank Rijkaard w meczu z Athletikiem nie mógł skorzystać z Touré i Eto'o, którzy przebywali na Pucharze Narodów Afryki. Nieobecność tego drugiego było szczególnie widać, ponieważ Barcelona nie miała dla Kameruńczyka żadnej znaczącej alternatywy w ataku. Holenderski trener musiał sobie radzić również bez Ronadlinho i Marqueza, którzy leczyli urazy.
Spotkanie, które miało być szansą na przełamanie, okazało się drogą przez mękę. Podopieczni Franka Rijkaarda przed meczem na San Mamés obiecywali skuteczniejszą i bardziej efektowną grę, ale tylko na wypowiedziach się skończyło. Na boisku grali dokładnie tak samo, jak przez cały sezon, czyli po prostu bez żadnego pomysłu i celu. Każda akcja rodziła się z wielkim bólem, a wymiana trzech, czterech podaniach była wielkim sukcesem środkowej linii Barçy. Athletic Bilbao od samego początku postawił bardzo trudne warunki, znakomicie grając w pressingu i wykorzystując przewagę fizyczną nad przeciwnikiem. Pierwsza groźniejsza sytuacja Barcelony miała miejsce w 16 minucie, kiedy Aranzubia na raty bronił strzał Leo Messiego. Niespodziewanie, niecałe 20 minut później podopieczni Franka Rijkaarda objęli prowadzenie za sprawą Bojana Krkicia. Młody hiszpański napastnik wykorzystał podanie Deco, zdobywając niezwykle istotną bramkę. Wydawało się, że jest to idealna sytuacja do przejęcia inicjatywy, jednak zawodnicy Joaquina Caparrosa nie załamali się takim obrotem sprawy, grając dokładnie tak samo jak prze utratą gola. Już 180 później mogliśmy mieć remis, jednak w sytuacji sam na sam z Víctorem Valdésem, fatalnie spudłował Aduriz.
Kiedy wydawało się, że w drugiej połowie musi być lepiej, nastawienie zawodników Franka Rijkaarda nie uległo żadnej zmianie. Oczywiście, Barça prowadziła, jednak nie robiła nic, aby taki stan rzeczy utrzymać. Ataki gospodarzy z minuty na minutę były coraz groźniejsze, aż w końcu Athletic Bilbao zupełnie przejął inicjatywę, dzieląc i rządząc na boisku. Nagroda za fantastyczną walkę Basków przyszła w 78 minucie, kiedy Garmendia dośrodkował z prawego skrzydła, a w polu karnym Thuram uprzedził rezerwowego Fernando Llorente i skierował piłkę do własnej siatki.
Spotkanie na San Mamés zakończyło się rezultatem 1:1, z którego nie byli zadowoleni, ani jedni, ani drudzy. Kolejna strata punktów sprawiła, że Barcelona zamiast walczyć z Realem Madryt o mistrzostwo Hiszpanii, musiała zacząć martwić się o obronę drugiej pozycji. Podopieczni Franka Rijkaarda po raz kolejny pokazali jak nienależny grać w piłkę, jednak w sezonie 2007/08 było to normą.
Athletic Bilbao - FC Barcelona 1:1
- 0:1 Bojan (35')
- 1:1 Lilian Thuram (79') - samobój
Athletic Bilbao: Aranzubia, Iraola, Ocio, Ustaritz, Koikili, Orbaiz, Javi Martínez (Llorente 68'), Susaeta (Aitor Ramos 46'), Yeste, David Lopez, Aduriz (Garmendia 46'); Trener: Joaquin Caparros
FC Barcelona: Valdés, Zambrotta, Thuram, Puyol, Sylvinho, Xavi (Edmilson 62'), Deco, Iniesta, Messi, Bojan (Gudjohnsen 79'), Henry; Trener: Frank Rijkaard
Żółte kartki: Markel Susaeta (29'), Javi Martínez (45'), Pablo Orbaiz (90')
Stadion (widzów): San Mamés (40 000)
2002/03 FC Barcelona - Athletic Bilbao 2:2
9.02.2003, 21. kolejka
Ciężko to sobie wyobrazić, jednak w sezonie 2002/03 przed spotkaniem z Athletikiem Bilbao w ramach 21 kolejki Primera División, FC Barcelona zajmowała dopiero 15 miejsce, mając zaledwie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Baskowie nie byli w dużo lepszej sytuacji, ponieważ posiadali zaledwie dwa „oczka" więcej niż Duma Katalonii.
Dla tych, którzy pamiętają tylko wielkie sukcesy ery Pepa Guardioli, czy momentami znakomitą drużynę Franka Rijkaarda, ciężko sobie wyobrazić sytuację, jaka miała miejsce w sezonie 2002/03. To był bez wątpienia jeden z najgorszych, jak nie najgorszy, momentów w historii katalońskiego klubu, a spotkanie z Athletikiem Bilbao przypadało na najczarniejszy i najbardziej burzliwy okres, z walką o władzę włącznie. I tylko zwolnienie znienawidzonego Louisa van Gaala, oraz odejście Gasparta, który do samego końca nie widział swoich zaniedbań nazywając siebie jednym z najlepszych prezydentów klubu, miało tchnąć w Barcelonę nowe życie. Misję ratowania klub przed najgorszym, czyli spadkiem do drugiej ligi (co dzisiaj po 10 latach brzmi wręcz śmiesznie), dostał Radomir Antić, jak się wydawało spec od sytuacji bez wyjścia.
I faktycznie Barça pod wodzą nowego szkoleniowca odżyła, prezentując się znacznie lepiej niż w ostatnich dniach panowania Holendra van Gaala. Przed spotkaniem z Bilbao, FC Barcelona nie wygrała 14 ligowych meczów z rzędu, co było sytuacją bez precedensu w długiej historii klubu z Katalonii. Antić odstawił od pierwszej jedenastki takich graczy, jak Fabio Rochemback, czy Philippe Christanva, którzy w dzisiejszej drużynie nie mieściliby się zapewne nawet w rezerwach. Do składu wrócili Overmars, Cocu i Saviola. To właśnie ten ostatni już w 7 minucie meczu na Camp Nou dał Barcelonie niespodziewane prowadzenie. Po kwadransie było już 2:0, tym razem za sprawą niezwykle krytykowanego holenderskiego skrzydłowego, Marca Overmarsa. Fani na stadionie przecierali oczy ze zdumienia, ponieważ tak atakującej, i co najważniejsze tak walczącej drużyny już od dawna nie oglądali.
Pierwsza połowa zakończyła się nadspodziewanie dobrym 2:0 dla Barcelony, ale w drugiej odsłonie obejrzeliśmy odmieniony Athletic. Baskowie zaczęli grać szybciej, tworząc więcej sytuacji pod bramką Roberto Bonano, zmuszając obronę gospodarzy do coraz większego wysiłku - co praktycznie oznaczało jedno. Błędy i jeszcze raz błędy. Na efekty długo nie czekaliśmy, ponieważ już w 49 minucie kontaktowego gola zdobył Santi Ezquerro po strzale z rzutu karnego. Wyrównanie przyszło niecałe osiem minut później, za sprawą Francisco Yeste.
Do końca meczu na Camp Nou kibice nie zobaczyli więcej bramek, a wydawałoby się wygrany dla Barcelony mecz, zakończył się remisem 2:2. Passa meczów bez wygranej przedłużyła się do niesłychanych 15, a przewaga nad strefą spadkową zmalała do zaledwie dwóch punktów. Tak przestawiała się sytuacja podopiecznych Anticia po 21 kolejkach... Jedynym pocieszeniem była znacznie lepsza gra pod wodzą nowego szkoleniowca. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że szkoleniowcem Athleticu Bilbao był wówczas Juup Heynckes.
FC Barcelona - Athletic Bilbao 2:2
- 1:0 Javier Saviola (7')
- 2:0 Marc Overmars (15')
- 2:1 Santi Ezquerro (49') - karny
- 2:2 Francisco Yeste (57')
FC Barcelona: Bonano, Frank de Boer, Puyol, Reiziger, Cocu, Sorin, Xavi, Mendieta (Riquelme 73'), Kluivert, Saviola, Overmars; Trener: Radomir Antić
Athletic Bilbao: Aranzubia, del Horno, Karanka (Aitor Ocio 79'), Luis Prieto, Javi González (César 73'), Vales, Alkiza, Tiko, Yeste (Gurpegi 83'), Etxeberria, Ezquerro; Trener: Juup Heynckes
Żółte kartki: Michael Reiziger, Juan Pablo Sorin, Philip Cocu, Javier Saviola - Luis Prieto, Aitor Karanka, Asier del Horno, Santi Ezquerro
Stadion (widzów): Camp Nou (65 778)
1997/98 FC Barcelona - Athletic Bilbao 4:0
22.03.1998, 30. kolejka
Przed meczem 30 kolejki FC Barcelona zajmowała pierwsze miejsce w tabeli Primera División, z przewagą siedmiu „oczek" nad Realem Madryt. Podopieczni Louisa van Gaala coraz pewniej zmierzali po upragniony tytuł mistrza Hiszpanii, a spotkanie z Athletikiem Bilbao na Camp Nou, miało być kolejnym wielkim krokiem w tym kierunku. Baskowie przed wizytą w Katalonii zajmowali niespodziewanie szóstą pozycję, mając tyle samo punktów, co trzecia Celta Vigo.
Piłkarze Louisa van Gaala jeszcze przed meczem z Bilbao prezentowali fantastyczną dyspozycję, miażdżąc kolejnych rywali. W starciu z Baskami na Camp Nou nie było inaczej. Przejęcie inicjatywy od pierwszej minuty zaowocowało bramką już w 3 minucie. Dośrodkowanie Luisa Figo wykorzystał pięknym strzałem głową Giovanni. Barça grała w bardzo szybkim tempie, co sekundę tworząc kolejne dobre sytuacje do podwyższenia prowadzenia. Rezultatem był drugi gol jeszcze przed kwadransem gry. Tym razem kapitalnym uderzeniem z woleja popisał się późniejszy bohater tego meczu, Brazylijczyk Sonny Anderson.
Na początku drugiej połowy kapitalną akcję prawym skrzydłem przeprowadził Luis Enrique, przerzucił piłkę na drugą stronę do niepilnowanego Rivaldo, a Brazylijczyk idealnie dośrodkował do Sonny'ego Andrésona, który mógł świętował swój pierwszy dublet w barwach Barcelony. Atak podopiecznych Louisa van Gaala wyglądał tego dnia niezwykle imponująco, a zdecydowanie wyróżniającą się postacią był Anderson. Autor trafień na 2:0 i 3:0, w 79 minucie popisał się napitnym dryblingiem, dzięki któremu swobodnie minął obrońcę gości i wyłożył futbolówkę do Oscara, który ustalił wynik na 4:0.
Genialny występ Sonny'ego Andrésona, kapitalna Barça i przede wszystkim utrzymanie przewagi nad najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł mistrza Hiszpanii, Realem Madryt. Już nikt nie miał wątpliwości - w sezonie 1997/98 najlepsi byli podopieczni Louisa van Gaala.
FC Barcelona - Athletic Bilbao 4:0
- 1:0 Giovanni (4')
- 2:0 Sonny Anderson (13')
- 3:0 Sonny Andréson (47')
- 4:0 Oscar (79')
FC Barcelona: Hesp, Nadal, Bogarde (Couto 63'), Sergi, Celades, Figo, Luis Enrique, Oscar, Rivaldo (Cirić 74'), Sonny Andréson (Amor 83'), Giovanni; Trener: Louis van Gaal
Athletic Bilbao: Imanol Etxeberria, Ferreira, Rios, Lacruz, Larrazabal, Lasa (Jorge Pérez 46'), Alkiza, Urrutia (José Mari 75'), Guerrero, Joseba Etxeberria, Ziganda (Javi González 63'); Trener: Luis Fernández
Żółte kartki: Jesús Maria Lacruz, Julen Guerrero
Stadion (widzów): Camp Nou (72 000)
Komentarze (10)