W ciszy stadionu. Bayern wolę

Karol Chowański 'Challenger'

23 kwietnia 2013, 12:06

34 komentarze


Cieszę się z wylosowania Bayernu. Przede wszystkim dlatego, że ze względu na szczęśliwe okoliczności cieszy mnie sam awans do tej fazy rozgrywek. Do tego stopnia, że wybrzydzać na to, kogo bym już w tym półfinale „chciał" lub „nie chciał"
zwyczajnie nie wypada.

Ponieważ nie było jeszcze „W ciszy..." kończącego się na trzech zdaniach, spodziewacie się zapewne, że pod sformułowaniem „przede wszystkim" kryje się jakiś ciąg dalszy. Nie zawiodę.

Głównym sprzymierzeńcem PSG w meczu rewanżowym ¼ finału na Camp Nou nie był brak Leo Messiego, a rozprężenie z jakim zaczęli ten mecz i kontynuowali do przerwy jego koledzy. Pomimo tego braku. Szacunek nie jest dany, przysługujący każdemu „z urzędu". Widocznie w oczach Katalończyków, PSG jeszcze on nie przysługuje. A powinien. Można się spierać o zasadność, profesjonalizm takiego podejścia na ostatniej prostej przed „final four" Ligi Mistrzów, ale wszystko było widać na boisku.

Barça wyszła na mecz jakby przekonana o własnym awansie. Zarówno mam tu na myśli taktyczną nieroztropność trenerów, o której wspominałem bardziej szczegółowo przy poprzedniej okazji, jak i zatrważającą nieskuteczność samych piłkarzy przebywających na boisku. Nie potrafili zapanować nad grą i razili niezdyscyplinowaniem, rozkojarzeniem w całej formacji defensywnej. Z Busquetsem i Alvesem na czele.

Trudno zracjonalizować, wyjaśnić tę niespodziewaną impotencję niczym innym jak zlekceważeniem przeciwnika. Nie można w 3 dni zapomnieć jak się gra w piłkę. Nie do takiego stopnia jak oglądaliśmy dwa tygodnie temu w środę. Ukojona dwoma bramkami zdobytymi na wyjeździe FC Barcelona sprawiała wrażenie jakby u siebie w domu piłka do bramki rywali miała wpaść sama. Czyżby zapomniano, że Francuzi też zdobyli w tamtym meczu dwa gole? Nie mieli nic do stracenia i przyjechali do stolicy Katalonii z zamiarem szczerym zgarnięcia pełnej puli. Brakowało mało by się to paryżanom udało. O, tyle. Tak, tyle, dokładnie tyle, ile w piłce na najwyższym poziomie dzieli szczęście od nieszczęścia, nominację od eliminacji.

W przypadku Bayernu - ryzyka zbagatelizowania rywala nie ma. Osiągnięcia Bawarczyków z tego sezonu mówią same za siebie. Skłania to do nadziei, że Barça będzie grać na pełnych obrotach od pierwszej do 180-ej minuty miast zwlekać z tym do ostatnich 30 minut dwumeczu z kowadłem wyeliminowania wiszącym nad głowami. Wyniki zeszłopiątkowego losowania najzwyczajniej mnie uspokoiły. Przy Borussi wcale nie byłoby to takie pewne - taka ewentualność wręcz śmierdziała mi déjà vu z PSG. Gran Derbi w losowaniu nawet nie brałem pod uwagę. Można się było spodziewać, że danie główne UEFA odłoży na wielki finał.

Z monachijczykami żadne rozprężenie nam nie grozi. Nie może mieć racji bytu. Nie przy Bayernie, przed którym drży obecnie cała piłkarska Europa.

Bayern imponuje doświadczeniem trenera oraz kadrową potęgą, wzbogaconą i zgraną dużo bardziej niż w przegranych finałach 2010 i 2012. Przebieg obecnego sezonu w wykonaniu Bayernu - na czele z bezproblemowym wyeliminowaniem Juventusu i rozstrzelaniem „Kanonierów" w Londynie - wywołuje na Camp Nou respekt i pokorę, jakie najwyraźniej nie towarzyszyły im wobec zasilanego rurociągiem petrodolarów klubu ze stolicy Francji.

Mówiąc o argumentach czysto piłkarskich, Bayern zdecydowanie ma te na przejęcie inicjatywy. Heynckes namiętnie korzysta w tym sezonie z ustawienia 4-2-3-1, standardowego we wszystkich meczach Niemców w Lidze Mistrzów. Dla Barçy jest ono niewygodne o tyle, że zagęszcza środek pola zawodnikami o ogromnej jakości w rozegraniu. To Bastian Schweinsteiger, Javi Martínez/Luiz Gustavo, Robben, Ribéry i Thomas Müller. Nawet nieobecność kontuzjowanego do końca sezonu Toniego Kroosa nie jest dla Bayernu nazbyt dotkliwa, bo jego rolę w dyktowaniu tempa gry zespołu i dyrygowaniu ofensywą gładko przejął Basti-fantasti. Od lat mam dla tego chłopaka całe morze uznania, powstrzymanie go będzie największym wyzwaniem dla Busquetsa. Nieobecność Kroosa oznacza także więcej minut dla Thomasa Müllera, gracza wydajnego, pracowitego i bardzo wszędobylskiego. Gdy dodamy do tego najlepszego w tym sezonie prawego obrońcę Europy, Philippa Lahma, wybornie rozwijającego się na przeciwległej stronie Austriaka Alabę, wysokiego i skutecznego Dante na środku oraz gladiatora na szpicy potrafiącego zagrać klepkę i głęboko cofnąć się po piłkę - strach się bać.

Opis środkowego napastnika Bayernu pasuje oczywiście zarówno do Mario Gómeza, jak i rewelacji EURO 2012 Chorwata Mandžukicia, ale to ten drugi prezentuje w tym sezonie wyższą jakość i efektywność pod bramką rywali, ciesząc się w hierarchii trenera pozycją napastnika wyjściowego składu. Przyjemnie dla Blaugrany, że w dzisiejszym były gracz Nogometniego Klubu i Dinama Zagrzeb nie zagra z powodu kartek.

„Miękkim" defensywy i całej drużyny Bayernu jest Daniel Van Buyten. Z powodu kontuzji Holgera Badstubera 35-letni Belg jest pewniakiem do występu w dwumeczu z Barçą. W konfrontacji z Messim i całą barcelońską armadą, „liczę" na niego szczerze. Drugim niepewnym punktem niemieckiego klubu jest Manuel Neuer, bramkarz bardzo podobny w całokształcie gry do Víctora Valdésa, miewający chwile geniuszu przetykane znienacka chwilami słabości. Trzecim - mózg Arjena Robbena, ale przy niesamowitym postępie Bayernu w ciągu ostatnich 12 miesięcy wpływ równie genialnego, co chimerycznego i egoistycznego Holendra, na ogólną postawę zespołu uległ zminimalizowaniu.

Test ostateczny

Cieszę się, że Barça wylosowała Bayern nie tylko z powyższych powodów, ale również dlatego, że ten dwumecz da nam brutalnie jednoznaczną odpowiedź na pytanie, jaką tak naprawdę jakość posiada drużyna Vilanovy. Ze względu na wielką piłkarską jakość gospodarzy Allianz Areny, ich ofensywny potencjał i wymiar półfinałowego momentu, w którym dochodzi do tego starcia tytanów - wynik zdeterminuje wszystkie oceny całego tego sezonu w wykonaniu „Dumy Katalonii".

Cieszę się też jako kibic pięknego futbolu, pierwiastek swojej kibicowskiej tożsamości, który zawsze potrafiłem oddzielić od klubowych sympatii. Spotykają się dwie wspaniałe drużyny, obie grające futbol „na tak". Przed nami wspaniały, zacięty, piękny mecz. A za tydzień to wszystko jeszcze „bardziej" - w rewanżu. „Zapnijcie pasy", przyszykujcie podniebienia. Futbolowy kawior. Podwójna dawka.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (34)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze