Od 2 kwietnia, gdy doznał kontuzji w meczu z PSG, Leo Messi miał tylko jeden cel - pomóc drużynie w rewanżu. Ostatecznie dopiął swego, choć nie obyło się bez nerwów i sporego ryzyka.
Już 3 kwietnia Messi rozpoczął swój specjalny program treningowy, realizując dwie sesje w ciągu dnia. Swoje zdrowie powierzył najbardziej zaufanemu fizjoterapeucie Juanjo Brauowi, który podąża za nim nawet na spotkania reprezentacji Argentyny. Dla obu wyzwaniem był udział piłkarza w rewanżu z PSG, obaj wiedzieli też, że istnieje duże ryzyko odnowienia lub pogłębienia urazu.
Leo rozpoczął na ławce i w przypadku, gdyby wszystko szło po myśli Barçy, miał w ogóle nie pojawić się na murawie. Plan był taki, aby tylko w razie nagłej potrzeby desygnować go do gry na maksimum 15 minut. Ostatecznie, w związku z bramką Pastore, zagrał ponad pół godziny, co znacznie zwiększyło ryzyko wystąpienia poważniejszego urazu.
Zazwyczaj, gdy zawodnik wchodzi do gry, rozgrzewa się kilka minut i jest już do dyspozycji trenera. Rozgrzewka Messiego trwała dobre 10 minut. Bardzo pilnował tego Juanjo Brau, wiedząc jak ważne jest przygotowanie mięśni do wysiłku grając z niewyleczoną kontuzją. Przed wejściem na murawę, Messi dostał instrukcje, w jakich sytuacjach może podejmować wysiłek, a w jakich nie. Wywiązał się ze swoich zadań. Wziął udział w akcji bramkowej, uczestniczył w jeszcze innej, a poza tym grał spokojnie i przede wszystkim z głową.
"Warto było zaryzykować. Awansowaliśmy do półfinału i teraz trzeba pracować, aby wyleczyć uraz", napisał wczoraj na swoim profilu na Tencent Weibo Leo Messi.
Komentarze (34)