Tylko remis. Patrząc na przebieg spotkania można stwierdzić, iż remis to całkiem niezły rezultat, jednak fakt, iż do wygranej zabrakło dosłownie kilkudziesięciu sekund sprawia, iż pozostaje niedosyt. Mimo wszystko wynik 2:2 jest całkiem niezłym w kontekście rewanżu na Camp Nou.
Skład na jaki postawił Tito Vilanova nie mógł dziwić nikogo. Katalończycy wyszli na boisko w Paryżu w niemal identycznym zestawieniu, jak na rewanżowy pojedynek z Milanem. Jedyną rotacją była zmiana Pedro, który w dzisiejszym spotkaniu nie mógł zagrać ze względu na żółte kartki. Miejsce Rodrígueza zajął Alexis Sánchez. Od kilku dni było również wiadomo, iż w zespole rywali zagra Zlatan Ibrahimovic, który za swój brutalny faul w meczu z Valencią otrzymał w końcu... jeden mecz kary. Nie wiedziałem czy się śmiać czy może płakać, ale decyzja UEFA była po prostu żenująca. Szwed jest doprawdy świetnym piłkarzem, ale na boisku często zachowuje się podobnie, jak pewien łysy gangster paradujący na co dzień w białym trykocie. Tyle, że Zlatan dla odmiany potrafi również doskonale grać w piłkę.
Zdecydowanie lepiej dzisiejszy mecz rozpoczęli podopieczni Carlo Ancolettiego, którzy za sprawą Lavezziego już w 4. minucie mogli objąć prowadzenie. Argentyńczyk popisał się świetną akcją indywidualną, ośmieszył ofensywę Barcelony z Piqué w roli głównej, po czym trafił w słupek. Już pierwsze minuty tego widowiska pokazały, jak słaba jest Katalońska defensywa w obecnym sezonie. A już dyspozycja Gerarda w pojedynkach jeden na jeden to istny dramat. Z całym szacunkiem dla 26-letniego wychowanka, ale w tym aspekcie piłkarskiego rzemiosła jest co najwyżej europejskim średniakiem. Każdy kolejny występ formacji obronnej tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że transfer stopera jest absolutnym priorytetem i pieniądze powinny mieć w tej sprawie najmniejsze znaczenie. Odpowiedzią Barçy był strzał Andrésa Iniesty, który minimalnie minął bramkę Sirigu. To jednak gospodarze przeważali, gracze w granatowych koszulkach znacznie lepiej radzili sobie w środku pola, zdecydowanie ogrywali wolniejszych zawodników Blaugrany, a bliski otwarcia wyniku w 18. minucie był Zlatan Ibrahimovic. Najlepszy snajper PSG został jednak zatrzymany przez Víctora Valdésa, który sparował uderzenie z rzutu wolnego na rzut rożny.
Kolejna bardzo dobra okazja do zdobycia gola przez Paryżan miała miejsce w 25. minucie. Świetna kontra, Lucas szybkościowo nie dał żadnych szans swoim rywalom, Ibra poradził sobie z Piqué i wykańczając akcję strzelił dwa metry obok lewego słupka portero Dumy Katalonii. Mijały kolejne minuty, a gra Barcelony była równie słaba, co wymowa nazwisk zawodników przez komentatorów jednej z polskich stacji. W 36. minucie z dystansu uderzył Alexis, ale wywalczył tylko rzut rożny. Dość niespodziewana sytuacja miała miejsce kilkadziesiąt sekund później bowiem... Barça objęła prowadzenie. KOSMICZNĄ! asystą popisał się Alves, ale do siatki trafił oczywiście Messi. Na taki wynik Katalończycy nie zasługiwali, ale nie mamy nic przeciwko takim niespodziankom.
Ten sam Messi zaszalał ponownie w 42. minucie. W pojedynkę ograł obrońców PSG, świetnie podkręcił piłkę przy uderzeniu i przestrzelił dosłownie o centymetry. Niestety chwilę później mogliśmy zauważyć dość przykry i niecodzienny obrazek. Wydawać by się mogło, że nieśmiertelny Messi tylko czeka na zakończenie pierwszej połowy, która będzie jego jedyną i zarazem ostatnią podczas tego wieczora. Argentyńczyk tylko czekał na końcowy gwizdek praktycznie nie uczestnicząc w grze, co wskazywało, że urazu kolana, którego doznał w jednym ze starć nie należy lekceważyć. Jak się później okazało, La Pulga rzeczywiście w drugiej części gry już nie zagrał. Leo został zmieniony przez Fàbregasa. Dopiero podczas jutrzejszych badań okaże się na jaki czas kontuzja wyeliminuje najlepszego gracza Barcelony.
Druga część gry zaczęła się spokojnie jednak już w 50. minucie kontuzji po starciu z Matuidim doznał Javier Mascherano. Do wejścia na boisku szykował się Marc Bartra, jednak waleczny Argentyńczyk mimo bólu zdecydował się kontynuować grę. Kilkanaście minut później dwie doskonałe szanse na podwyższenie wyniku miał Alexis, niestety obie zmarnował. W 64. minucie żółty kartonik otrzymał Matuidi, zdecydowanie jeden z najlepszych graczy dzisiejszego wieczora. Ukaranie czarnoskórego piłkarza oznacza, iż zabraknie go w rewanżu na Camp Nou, co jest sporym osłabieniem drużyny ze stolicy Francji. Swoich szans szukali Alves i Xavi, ale ani jeden ani drugi nie potrafili pokonać Sirigu. W 77. minucie gola wyrównującego zdobyło PSG. Katastrofalny błąd sędziego liniowego (jak można nie zauważyć takiego spalonego?) wykorzystał Ibrahimovic i było 1:1. Chwilę wcześniej Valdés w doskonały sposób zdołał zatrzymać Ibrakadabrę, ale przy dobitnej pomocy sędziego był już bez szans. Boisko opuścił bezproduktywny Villa, którego zmienił Tello, zszedł również ranny rycerz - Mascherano, w jego miejsce ujrzeliśmy Bartrę.
W 87. minucie Wolfgang Stark podyktował rzut karny za faul Sirigu na Alexisie. O ile Sánchez zawsze irytował mnie nurkowaniem przy każdym kontakcie z rywalem, to tym razem zachował się, jak rasowy napastnik, na co dał się nabrać Sirigu. Jedenastkę pewnie wykorzystał Xavi i wydawało się, że z Parc des Princes Barcelona wywiezie fantastyczny rezultat. Niestety już w doliczonym czasie gry PSG doprowadziło do wyrównania. Wielki niczym Statua Wolności - Zlatan Ibrahimovic bez problemu wygrał pojedynek główkowy z chyba najlepszym graczem Barçy tego dnia - Danim Alvesem, zgrał do Matuidiego, a jego uderzenie po rykoszecie Bartry wpadło do bramki obok zaskoczonego Valdésa. Stark na wznowienie spotkania już nie zezwolił i skończyło się na wyniku 2:2. Barcelona dziś z pewnością nie zachwyciła, ale fakt, iż do wygranej zabrakło dosłownie sekund musi boleć... Cóż, pozostaje nam czekać na rewanż, wynik jest zdecydowanie korzystniejszy aniżeli ten sprzed kilku tygodni, więc z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość.
Komentarze (3104)