Broń ostateczna

Eoren

28 marca 2013, 16:43

55 komentarzy

Are you gonna bark all day, little doggy, or are you gonna bite?"*.

Wyobraźmy sobie drużynę, która zdobywa tryplet, a potem jeszcze kolejne trzy puchary, będące jego dopełnieniem. Drużynę, która przez cztery lata kadencji jednego trenera sięga po czternaście tytułów, dwukrotnie zdobywa koronę Europy, również dwukrotnie melduje się w półfinale tych rozgrywek. Drużynę, która rzutem na taśmę zostaje ochrzczona przez media mianem niepokonanej. A teraz wyobraźmy sobie, że mierzymy się z nią w najbliższym spotkaniu.

Idąc jak burza przez krajowe i europejskie rozgrywki Pep Team** kolekcjonował nie tylko puchary. Po drodze zbierał także wrogów. Jeśli spojrzymy na sytuację z perspektywy wojennej i uznamy, że wrogiem jest każdy, kto ma zamiar dołożyć starań, by nas pokonać oznacza to, że wrogami Barcelony są teraz prawdopodobnie wszystkie kluby na świecie. Zatrzymanie Barçy stało się obiektem pożądania większości trenerów, nic dziwnego - niezależnie od tego czy przyniesie ono wymierne skutki, np. w postaci awansu w ligowej tabeli, czy też nie - jest to osiągnięcie, które wyjątkowo dobrze prezentuje się w futbolowym CV. Jeśli zaś mamy do czynienia z wojną, to znaczy, że należy zastosować wojenne środki.

Rekonesans

Rozpoznanie wroga jest jedną pierwszych czynności, które należy przeprowadzić przed rozpoczęciem działań wojennych. W większości przypadków w tym punkcie przygotowań militarnych Barcelona niemal wyręcza swojego przeciwnika. Ściśle wykrystalizowany styl gry staje się dla drużyny z Katalonii bronią obosieczną. Z jednej strony zdefiniowana taktyka umożliwia ciągłe dopracowywanie najdrobniejszych elementów oraz pomaga w zmaksymalizowaniu zgrania zawodników, z drugiej jednak sprawia, że jej strategia jest rywalowi dobrze znana. W kwestii tego jak zagra Barcelona nie ma niemalże żadnych wątpliwości. Oczywiście, zmieniają się personalia, nieznacznie zmodulowane zostaje ustawienie, jednak ogólny rysunek taktyczny pozostaje podobny. Zaś jeśli wiemy, co Barcelona będzie próbowała zrobić, kolejnym krokiem jest zastanowienie się co powinniśmy zrobić my, żeby jej to uniemożliwić.

Działania ochronno-obronne

Niejeden raz było mi dane spotkać się z internetowymi opiniami, które szanse jakiejkolwiek drużyny w starciu z Barceloną sprowadzały do stwierdzenia: „tylko autobus może wam pomóc". Więc może zaparkować ten mityczny autobus w bramce, czemu nie? Tylko czym on tak naprawdę jest?

Wzmożona obrona wydaje się naturalnym odruchem w starciu z drużyną na wskroś ofensywną. Przykładem zastosowania przeciwko Barcelonie strategii ultradefensywnej może być wygrana Celticu nad Katalończykami w listopadzie zeszłego roku. Neil Lennon zastosował ustawienie 4-4-1-1 z de facto dwoma liniami defensywnymi. Celtic skupił się na obronie strategicznej dla siebie pozycji czyli pola karnego. Obrońcy grali wąsko, nie dawali się wyciągnąć skrzydłowym a co za tym idzie - uniemożliwiali Barcelonie rozciągnięcie gry. Świetny sposób obrony przeciwko drużynie, która z oczywistych przyczyn nie dysponuje taką bronią jak długa piłka na Kałużnego wrzutka na wysokiego napastnika. Podobną (być może jeszcze bardziej defensywną) strategię obrony zastosowała Chelsea w wygranym zeszłorocznym dwumeczu. Jak widać jest to sposób, który może się okazać skuteczny, w starciach z Barceloną, jest jednak jednocześnie bardzo niepewny. W meczu, który Chelsea grała na Camp Nou szczęście odegrało ogromną rolę. Wystarczyło by Messi wykorzystał karnego lub jeden z licznych zablokowanych strzałów Barçy, nawet rykoszetem, znalazł drogę do bramki a londyńczycy nie cieszyliby się z pierwszego w historii triumfu w Lidze Mistrzów.

Jeśli istnieje lepszy i pewniejszy sposób gry obronnej przeciwko Barcelonie to ścieżkę, niczym palec Mou kibicom Ultras Sur, wskazali Rossoneri na San Siro. Defensywa Milanu była jedną z najlepszych, jakie dane było mi widzieć w wykonaniu drużyny ścierającej się z Barçą. Co ciekawe mediolańczycy nie cofnęli się głęboko pod własną bramkę. Grali dwoma, dość mocno wysuniętymi, liniami. Kluczem do ich jednomeczowego sukcesu okazała się konsekwencja poszczególnych zawodników. Milan perfekcyjnie funkcjonował jako drużyna. Podopieczni Massimo Allegriego świetnie radzili sobie z wymiennością pozycji i wzajemnym przekazywaniem sobie zawodników Barcelony. Co najważniejsze zaś, w żadnym momencie, nie dali się sprowokować do nierozważnego wyjścia i pozostawienia swojej strefy niepilnowanej. W konfrontacji z tak zorganizowaną defensywą Barcelona sprawiała wrażenie jakby wybito jej wszystkie zęby i wyłamano pazury.

Kontrofensywa

Wszelkie zabiegi defensywne mają na celu jedynie utrzymanie czystego konta. Jeśli jednak mamy zamiar z Barceloną wygrać trzeba w jakiś sposób znaleźć drogę do katalońskiej bramki.

target="_blank"> Krótko mówiąc, trzeba przestać szczekać i w końcu ugryźć. Dość jasnym założeniem, zwłaszcza przy warunkach fizycznych i umiejętności gry w powietrzu większości zawodników Barçy, wydaje się wykorzystanie stałego fragmentu gry. Jednak stałe fragmenty gry nie spadają z nieba i je także należy wypracować.

Flankowanie

Zastosowanie wojskowej taktyki 4xF (Find Them, Fix Them, Flank Them, Finish Them) jest wyjątkowo częstym "sposobem na Barcelonę". Wśród cennej wiedzy, którą wynieśliśmy z rekonesansu znajduje się fakt, że boczni obrońcy Barçy (a przynajmniej jeden z nich) mają skłonność do angażowania się w akcje ofensywne. Naturalnym więc wydaje się przeczekanie naporu Barcelony i po odzyskaniu piłki jak najszybsze odegranie jej na skrzydłowego. Szansa, że pozostanie on niekryty jest duża. Efektem takiego sposobu gry Barçy jest to, że napastnik przeciwnej drużyny często nie musi mierzyć się z czteroosobową defensywą ale z jednym, bądź dwoma stoperami, niejednokrotnie rozpaczliwie wracającymi na swoje pozycje. Szybkich skrzydłowych śmiało można dołączyć do listy skutecznej broni zaczepnej przeciwko Barcelonie.

Blitzkrieg

Prawdopodobnie gdyby przeprowadzić badania z czym kojarzy się ludziom nazwa "FC Barcelona" spory odsetek odpowiedzi brzmiałby "posiadanie piłki". Skoro "kto mieczem wojuje, od miecza ginie" może właśnie w ten sposób da się wykończyć Barcelonę? Strategię wojny błyskawicznej przeciwko Blaugranie na przestrzeni ostatniego roku z różnym powodzeniem stosował José Mourinho. Real, który jeszcze w pierwszym sezonie Mou zdecydowanie stawiał na taktykę defensywną z nieodzownym trivote, w pewnym momencie dokonał przewartościowania swoich celów w Klasykach. Pozycję priorytetu w meczu z Barçą utraciło czyste konto, zaś zyskała - strzelona bramka. Madrycki blitzkrieg przyjął formę szaleńczego pressingu zaaplikowanego Katalończykom od pierwszych minut. Broń ta okazała się zaskakująco skuteczna, zawodnicy Barçy poddani takiemu naporowi nie potrafią utrzymać się dłużej przy piłce, a co za tym idzie - zawiązać akcji ofensywnej. Być może właśnie atak jest najlepszą formą obrony, a jeśli nawet nie, z pewnością jest najlepszą formą ataku. Na ostry pressing, stosowany w meczach z Barçą głównie przez Madryt, wręcz alergicznie reagowali katalońscy obrońcy. Popełniali dużo błędów własnych i podejmowali wiele chybionych decyzji. Pamiętnym obrazem tego, jakie zniszczenia jest w stanie poczynić madrycki blitzkrieg pozostaje czerwona kartka Adriano w rewanżowym meczu Superpucharu Hiszpanii. Kartka, która prawdopodobnie wywarła duży wpływ na dalszy przebieg całego spotkania.

Nie ma już chyba wątpliwości, iż Real udowodnił, że Barcelona jest do pokonania nie tylko przy taktyce ultradefensywnej. Wojna błyskawiczna ma jednak jedną podstawową wadę - jest wyniszczająca dla tego, kto ją stosuje. To główny powód, dla którego z broni tej korzysta przede wszystkim Real, dysponujący technicznie, taktycznie i przede wszystkim fizycznie dostosowanymi do takiego zadania zawodnikami. Jednak śledząc historię ostatnich Klasyków nawet Madrytowi nie udawało się utrzymać stałej intensywności pressingu przez cały mecz. Zwykle „pary" wystarczało im na pierwszych 20-30 minut gry. Problem pojawia się, gdy efektem szaleńczego początku meczu jest brak sił na rozegranie go do końca. Łatwo wtedy o to, co moglibyśmy nazwać meksykańskim patem - jeśli rzucimy się na was w pierwszej połowie, wy wykończycie nas w drugiej, a wtedy cała sytuacja skończy się tak. Ostatnim czynnikiem, który jest kluczowy w efektywności zastosowania blitzkriegu przeciwko Barcelonie jest, oczywista i trywialna, skuteczność. Jeśli kreuje się sytuacje, nawet stuprocentowe sytuacje, a później marnuje je, to wysiłek całej drużyny zwykle idzie na marne***.

Taktyka motti

Barcelona jest o tyle niewygodnym przeciwnikiem, że taktyka, nawet najlepsza, zastosowana przeciwko całemu zespołowi może się okazać niewystarczająca. Obecność indywidualności zdolnych do odwrócenia losów meczu jedną akcją, (takich jak pewien mały Argentyńczyk, który całkiem nieźle gra w piłkę), sprawia, że większość drużyn decyduje się na przydzielenie indywidualnego krycia poszczególnym zawodnikom Barçy. Oczywiście, wyliczanie wad decyzji o kryciu indywidualnym wydaje się tam samym co

target="_blank"> porównywanie odciętego ucha do śmiertelnej rany w brzuch. Nie ulega jednak wątpliwości, że może być to broń obosieczna, a z powodu odciętego ucha też niekiedy można się wykrwawić. Przydzielenie "plastra" Messiemu, na przykład w postaci Philippe Mexesa w trakcie meczu na San Siro, może się okazać zbawienne, jednak łatwo znaleźć minusy takiej decyzji. Krycie indywidualne (czy też każda inna forma odpowiedzialności pojedynczego gracza za konkretnego rywala) zawsze oznacza brak zawodnika w momencie, który może się okazać kluczowy. Na dodatek grając w ten sposób bardzo łatwo dać się zmanipulować rywalowi. Wspomniany wyżej Mexes będzie idealnym przykładem. W Mediolanie Francuz bezbłędnie wywiązywał się z obowiązków opiekuna Leo Messiego. Na Camp Nou wyglądało to zupełnie inaczej, ponieważ na placu gry nagle pojawił się David Villa, który radośnie zajął miejsce dziewiątki ustawiając się pomiędzy stoperami. Dodatkowy zawodnik w polu karnym sprawił, że Mexes skupił się na pilnowaniu Villi, to z kolei otworzyło nową przestrzeń Messiemu.

Krycie indywidualne nie jest bynajmniej wyjściem złym, jednak trudniejszym, niż może się na pierwszy rzut oka wydawać. Żeby przyniosło wymierne skutki wymaga wyjątkowo dobrej organizacji całej drużyny. Każde wyjście z pozycji musi być asekurowane przez innego gracza. Rzecz w pełni wykonalna, jednak nieprosta.

Ekonomia sił

Broń ostateczna nie istnieje. Sposoby, które można zastosować w walce z Barceloną są wielorakie, jednak żaden z nich nie pełni funkcji złotego środka. Kluczem do sukcesu wydaje się ich optymalne zbilansowanie. Podstawowym powodem, dla którego nie sposób podać skutecznej recepty na Barcelonę jest fakt, że drużyna drużynie nie równa. Jeśli więc chce się zapisać na swoje konto chlubne Trofeum Zatrzymania Barcelony należy dobrać taktykę, do której ma się najlepszych wykonawców. Inter, Chelsea, Celtic, Real, Milan a nawet Herculés Alicante udowodniły, że zadanie jest wykonalne i to z wykorzystaniem różnych sposobów gry. Nie „antyfutbolu", jak zwykło się niekiedy mawiać, po prostu różnych strategii i różnych technik gry w piłkę nożną. Jedne z nich są bardziej widowiskowe, inne mniej, mogą się podobać, denerwować, drażnić albo nawet wyprowadzać z równowagi kibiców Barçy, ale to cały czas część futbolu, którego pięknem jest właśnie różnorodność, zaś podstawowym celem - zwycięstwo.

Krajobraz po bitwie

Im dłużej Barcelona utrzymuje się na szczycie tym więcej pojawia się zespołów, które próbują ją stamtąd strącić. Niektórym z nich udało się nawet solidnie ją szturchnąć doprowadzając do niebezpiecznego zachwiania, które mogło nosić znamiona początku upadku. Trudno się temu dziwić - czas nie działa na korzyść Katalończyków. Z każdym kolejny rozegranym spotkaniem ich wrogowie, nawet jeśli przegrają, dopracowują swoją broń, której użyją następnym razem. Im dłużej trwa monostylistyczna hegemonia Barçy tym więcej pomysłów na pokonanie Blaugrany będzie się pojawiać. Niektóre z nich po raz kolejny się powiodą, bo tak już w piłce bywa. Grunt, żeby w chwili, gdy wrogowie ostrzą broń Barça robiła to samo.

Kolejnym razem, gdy Barcelona się potknie warto pamiętać, że nie potyka się jedynie o własne nogi. Zwykle potrzebna jest do tego także sprytnie wystawiona noga przeciwnika. Trzeba to docenić, bo w końcu pokonanie Barcelony nie należy chyba do najłatwiejszych zadań.

*Wściekłe psy Quentina Tarantino.

**Przyjmijmy, że określenie Pep Team odnosi się także do aktualnej drużyny Barcelony. Choć określenie Tito Team jest wyjątkowo kuszące brzmieniowo pozostanę przy nazwie ukutej za panowania Guardioli, ot tak - dla zachowania ciągłości.

***Tak, to głównie do pana, panie Higuaín. Vide rewanżowy Klasyk w Copa del Rey, w zeszłym sezonie.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (55)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze