Eto'o: europejski sukces, afrykańskie serce

Challenger

15 marca 2013, 11:16

17 komentarzy

Wtorek zatrzymał piłkarski globus dla całego barcelonismo. W euforii celebrowania udanej remontady wielu z nas mógł uciec rekord występów w europejskich pucharach tego, który niezmiennie pozostaje nieodżałowaną stratą dla culés na całym świecie. O tym, że Samuel Eto’o zanotował wczoraj setny występ w europejskich pucharach, przypomniała Firdose Moonda*,afrykańska korespondentka ESPN. Tekst pochodzi z czwartku.


Samuel Eto’o jest dziś żywą legendą futbolu. To najlepszy towar eksportowy w historii całej afrykańskiej piłki. Występ nr 100 w europejskich pucharach tylko to potwierdza. Osiągając największe sukcesy w Europie, Samuel Eto’o nigdy nie zapomniał o swoich afrykańskich korzeniach.

Jedyny piłkarz, który dwukrotnie zdobył w Europie tryplet, rok po roku z Barceloną i Interem. Dla pierwszego z klubów strzelił 108 goli w oficjalnych występach, wliczając w to kilka przeciwko rywalom z Realu Madryt – klubu, który wzgardził talentem Kameruńczyka za jego młodu, a później bez żalu oddał go Barcelonie. Jedyny piłkarz obok Leo Messiego, który trafiał do siatki w dwóch różnych finałach Ligi Mistrzów. Trzy medale tych rozgrywek trzyma obok czterech za mistrzostwa ligowe.

Choć jest powszechnie uznawany za ikonę współczesnej piłki, gdy rosyjski klub Anży Machaczkała przedstawił mu kontrakt z pensją 1,5 miliona funtów miesięcznie (po podatkach) – na całym świecie uznano to za niemoralne. Władze rosyjskiego klubu potrafią chyba jednak oszacować, ile jest dla nich wart sukces w Europie, a nie ma lepszej gwarancji sukcesu niż piłkarz znany z zabójczego instynktu, który w rozgrywkach kontynentalnych może legitymować się 44 golami w 99 występach.

Mimo to, jak twierdziło wielu, czy piłkarski sukces zasługuje na taką metkę? Pewnie nie. Niezależnie od bajońskich zarobków Samuela Eto’o i jego szeroko komentowanych problemów z dyscypliną, to hojny dawca. Zawsze nim był. A najwięcej daje Afryce.

Fundacja Samuela Eto’o rozpoczęła swą działalność w 2006 roku, gdy był jeszcze graczem FC Barcelony. Znacząco pomógł swojemu ówczesnemu klubowi rozszerzyć i rozwinąć charytatywny aspekt jego działalności na kontynencie afrykańskim. Chodzi o coś dużo większego niż tylko sport.

Eto’o dorastał w trudnych warunkach, mówiąc eufemistycznie, a jego matka musiała codziennie wstawać o 3 nad ranem, aby iść do portu po ryby, którymi handlowała na targu. Samuel rozumie Eto’o doskonale, że finansowanie projektów sportowych w Afryce nie ma sensu bez zaangażowania głębiej – w jak najszerzej rozumianą pomoc lokalnym społecznościom. By sprostać tym potrzebom, działalność jego fundacji zapewnia także pomoc medyczną, edukację i wsparcie innych projektów prospołecznych, obejmując swoim inne regiony kontynentu, daleko poza granicami jego ojczystego Kamerunu.

Niecały miesiąc temu, Eto’o był w Gwinei, gdzie otworzył nowoczesne centrum sportowe dla młodzieży i mówił o kolejnych celach swojej działalności. Eto’o zapewnił o kontynuacji programu rozwoju afrykańskiej piłki, głównej sfery działalności Fundacji, która w miejscach o stabilnej sytuacji politycznej skupia się obecnie nad rozwojem futbolowej edukacji dzieci i młodzieży oraz obejmującą cały kontynent kampanią na rzecz transparentności działań afrykańskich działaczy i zapewnienia afrykańskiej piłce odpowiednich standardów organizacyjnych – sprawy, o które tak długo walczył u siebie w domu, w Kamerunie.

Fundamentalne dla zaangażowania Samuela Eto’o jest głębokie przekonanie, że “Afryka ma potencjał do wygrania Mundialu. By to osiągnąć, potrzebuje tylko odpowiedniej bazy.” Ma nadzieję na przyczynienie się do osiągnięcia tego celu za pomocą swego nazwiska, biografii i portfela.

Nieprzypadkowo mówię tu o sile biografii – historia Samuela Eto’o sama w sobie jest inspiracją dla wielu. To piłkarz będący symbolem poświęcenia, oddania i, koniec końców, sukcesu. W wywiadzie dla Africa Top Sports podkreślił, że wszystko, co ma - a ma dużo - zawdzięcza niczemu innemu jak harówie. „Gdy byłem dzieckiem, moim marzeniem było by moi rodzice mogli oglądać mnie na ekranie telewizora” - odparł, spytany o radę dla młodych piłkarzy z Afryki i swoją motywację. „Dorastałem w rodzinie, która oparta była na wartościach i wierze w siebie. Mój ojciec zawsze mówił mi: Broń swojego zdania, jeśli tylko masz pewność, że masz rację, i rób wszystko, by zaprowadziło Cię to do celów, jakie sam sobie założysz. Całe życie o to walczyłem. Zostanie piłkarzem, może pewnego dnia nawet najlepszym pod słońcem, było moim marzeniem, odkąd pamiętam. Ciężko na to pracowałem. I patrząc wstecz na całą drogę, którą przebyłem, mogę Ci tylko powiedzieć, że tylko konsekwentna praca jest kluczem do wszystkich sukcesów.”

Kolejna gwiazda na firmamencie światowej piłki pochodząca z Afryki może przyjść na świat z najdalszego nikąd. Tak, jak on sam. Jego własne doświadczenia z Kamerunu inspirują go do działania na rzecz całej afrykańskiej piłki. Można też powiedzieć, że poprzez wybicie się z miejsca, w którym dorastał, obok realizowania swojej kariery sportowej jednocześnie zrobił magisterkę z zarządzania. Eto’o nie zamierza wydawać pieniędzy Fundacji w tych obszarach kontynentu, gdzie istnieje ryzyko, że zostaną zdefraudowane. „We wszystkim, co robisz, potrzeba dobrej organizacji”, mówi. „Organizacja musi być jak najlepsza, by zapewnić temu projektowi sukces”.

Jedna z ostatnich inwestycji Fundacji Samuela Eto’o miała miejsce w Kenii. To kraj uznawany za jedną z najbardziej stabilnych demokracji na kontynencie. Nie można tego powiedzieć o Gwinei, gdzie łamanie praw człowieka pozostaje wielkim problemem. Teoretycznie niepokoje społeczne panujące w tym postkolonialnym kraju nad brzegiem Zatoki Gwinejskiej kłócą się z wartościami, jakie reprezentuje Fundacja Samuela Eto’o. Piłkarz wyjaśnił, że stolica, Conakry, ogromnie przypomina mu stolicę jego własnego kraju, z jej wszystkimi złymi stronami i potrzebą zmian. Po spotkaniu z prezydentem Gwinei i zapewnieniu o pełnym wsparciu, Eto’o wierzy w powodzenie tej inwestycji pomimo wszelkich przeciwności.

Choć działalność filantropijna Samuela Eto’o prowadzona jest na terytorium, któremu brakuje odpowiedniego przebicia do globalnej opinii publicznej, uważam, że należy popularyzować wiedzę o działalności fundacji przy każdej możliwej okazji. Intencje jej założyciela i trudny do oszacowania wpływ na przyszłe pokolenia - zasługują na najwyższy szacunek. Warto pamiętać, gdy tak głośno mówi się czasem o wysokości pensji wpływającej co miesiąc na konto Samuela Eto’o.

Jego serce pozostaje w domu, na kontynencie, z którego pochodzi - nawet jeśli on sam spędza większość czasu w hotelach, gdzie noc kosztuje więcej niż zdecydowana większość jego rodaków zarabia przez cały rok.

„Jestem synem Afryki” - mówi o sobie, dodając, że miliony, które zarobił symbolizują sukces całego kontynentu. „To świadectwo uznania dla całej Afryki. To całej Afryki zwycięstwo. Tak postrzegam dotarcie tu, gdzie jestem dziś, z miejsca, w którym się urodziłem. By zostać profesjonalnym piłkarzem, potrzeba wielu poświęceń. Musisz nieustannie być skupiony na dążeniu do celu. Gdy w efekcie znajdziesz się na szczycie, idą za tym zarobki, które proporcjonalnie rosną.”

Nikt nie może tego wiedzieć lepiej od Samuela Eto’o.

 

* Firdose Moonda - korespondentka ESPN.com w RPA. Pisze też m.in. dla Times Africa i edycji Forbes RPA. Dla ESPN.com relacjonowała oba turnieje mistrzostw świata, które odbyły się w Afryce południowej: w krykiecie (2003) i piłce nożnej (2010).

Fundacja Samuela Eto'o została założona w 2006 roku. Jak mówi piłkarz, stała się sensem jego życia. Prowadzone projekty obejmują swym zasięgiem głównie kraje Afryki Zachodniej i takie dziedziny, jak sport, opieka zdrowotna i kultura. Przy wsparciu sponsorów i partneró, Fundacja buduje m.in. boiska, centra treningowe i szpitale. "Nigdy nie zapomniałem, skąd pochodzę. Założyłem tę fundację, by dać młodym ludziom z Afryki te same szanse, jakie mieliby gdziekolwiek indziej na świecie" - wita Samuel Eto'o na stronie fundacji.

PS Eto'o nie powiększył wieczorem swego strzeleckiego dorobku, a klub z Dagestanu został wyeliminowany w 1/8 finału Ligi Europy przez Newcastle United. W pierwszym meczu padł remis 0:0, w rewanżu Anglicy wygrali 1:0 u siebie po bramce w ostatniej akcji meczu Papisa Demby Cisse. Anży od 55. minuty grała w 10-kę, Samuel Eto'o zmarnował dwie dogodne okazje na zmianę wyniku.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (17)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze