Szybkie przyjęcie i cudowny, precyzyjny strzał. Widzieliśmy to na Wembley przeciwko Manchesterowi United (3:1), zobaczyliśmy również wczoraj na Camp Nou z Milanem (4:0). Z United zrobił to prawą nogą, przeciwko Włochom użył lewej, ale radość po bramce była dokładnie taka sama: długi bieg, kolana na trawie, rozłożone ramiona i wielka radość na twarzy. To David Villa.
To nie koniec podobieństw między finałem z 2011 roku i wczorajszym meczem. W obu przypadkach były to bramki numer trzy dla Barcelony, które zmniejszały presję ciążącą na drużynie. Na Wembley gol El Guaje zapewnił wielki sukces drużynie Guardioli, a wczorajsze trafienie na Camp Nou oddaliło niebezpieczeństwo dogrywki, w której mogło wydarzyć się wszystko.
W pomeczowym wywiadzie Villa powiedział, że „jest szczęśliwy z powodu kibiców, którzy zasługiwali na taki wieczór. Kiedy przychodzą dni takie jak ten, wszystkie złe chwile odchodzą w niepamięć". W 75. minucie David Villa opuszczając boisko dostał owację na stojąco od całego Camp Nou. To była niezapomniana chwila dla Asturyjczyka.
Prawie ta sama jedenastka
David Villa w obecnym sezonie nie miał pewnego miejsca w podstawowej jedenastce, często przegrywając rywalizację z Alexisem Sánchezem, Cristianem Tello i będąc główną ofiarą prób ustawiania na lewym skrzydle Andrésa Iniesty. Dla El Guaje był to dopiero drugi występ od pierwszej minuty w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Wczorajszy skład, który rozpoczął rewanżowy mecz na Camp Nou z Milanem, był niemal identyczny do tego, jaki wystąpił w finale z 2011 roku. Jedyną różnicą był Jordi Alba w miejsce Érica Abidala.
Villa nie zdobył bramki w Lidze Mistrzów od 19 października 2011 roku, kiedy to wpisał się na listę strzelców w meczu z Víktorią Pilzno (2:0). Trzeba jednak pamiętać, że El Guaje przez kilka miesięcy leczył poważną kontuzję, której nabawił się na Klubowych Mistrzostwach Świata 2011. 13 goli od powrotu na boisku świadczy o tym, że były napastnik Valencii nie stracił swojego instynktu strzeleckiego, pozostając drugim najlepszym strzelcem Barçy w obecnym sezonie. Lepszy pozostaje tylko Leo Messi, którego Villa serdecznie objął na koniec spotkania. Obaj byli bohaterami finału z 2011 roku. Dwa lata później znowu pokazali magię - w najlepszym z możliwych momentów.
Komentarze (169)