Sid Lowe: Xavi się mylił

Eoren

1 marca 2013, 16:29

The Guardian

50 komentarzy

Xabi Alonso zajął swoje ulubione miejsce na trybunach Camp Nou spoglądając w ciszy na płytę boiska. Można odpocząć, zadanie wykonane. Zegar wybijał godzinę dwunastą, na Camp Nou zalegała cisza. Stadion zaczął pustoszeć w chwili, gdy główka Raphaëla Varane'a podarowała Realowi Madryt trzecią bramkę. W 88. minucie meczu, w chwili, gdy Jordi Alba zdobywał honorowe trafienie dla Barcelony, na trybunach nie było już zbyt wielu kibiców, którzy mogliby świętować ten moment. Nawet ci, którzy jeszcze tam pozostali, wyglądali jakby nie mieli już na to ochoty.

Kibicom Barcelony trudno byłoby w spokoju podziwiać murawę, tak jak mógł to uczynić Xabi Alonso. Zresztą nie tylko kibicom było ciężko, zawodnikom również. W przeciągu zaledwie tygodnia ulegli AC Milanowi w Lidze Mistrzów i zostali wyeliminowani z rozgrywek Pucharu Króla przez swojego odwiecznego rywala. Alonso bez słowa siedział na trybunach. Spojrzenie w dół, ku tunelowi, i znów w górę. W prawą stronę, później w lewą... Dzięki jego kolegom było się czemu przyglądać. Rozpromieniony Ronaldo, z getrami podciągniętymi do kolan i czapką odwróconą do tyłu. Tak samo Varane. A tuż obok Iker Casillas, który nie brał udziału w tym meczu, udzielał oficjalnej konferencji prasowej. Kolejna wiktoria José Mourinho...

Xavi Hernández próbował szukać pozytywnych stron sytuacji. „Jak na razie straciliśmy najmniej cenne z trzech trofeów" - mówił. Z jednej strony Xavi ma rację Barcelona wygra ligę. Jednocześnie jednak jest w wielkim błędzie: Barcelona straciła o wiele więcej niż najmniej ważny spośród tytułów. Zatraciła swoją tożsamość, swoją supremację, umiejętność dostosowania i pewność siebie. Są drużyną, którą już wcześniej zdołano pokonać. Tym razem jednak pokonano ich w dobrym stylu, tym razem polegli zasłużenie. AS krzyczał z okładki: „Toma, toma, toma!", („Macie, macie, macie!"). Kataloński Sport nazwał ten mecz „bolesnym ciosem".

Los Clásicos są zwykle pretekstem do głębszych ocen i ogłaszania końca cyklu. Zwykle są to oceny przesadne, jednak we wtorek ewidentnie widać było problemy Barcelony. Trudno jest uniknąć wniosków, że sięgają one dalej, poza tę jedną noc na Camp Nou.

Przy posiadaniu piłki wynoszącym 63% Barcelona bardzo rzadko strzelała w kierunku madryckiej bramki. La Vanguardia nazwała spotkanie „pogromem", zaś Barçę określiła mianem „bezsilnej". „Upokorzenie" - to najczęściej używane słowo. Marca już widzi odwróconą tabelę. Choć oparty na kontratakach styl Realu Madryt uchodzi w Hiszpanii za coś w rodzaju oszustwa, okazał się niszczycielski, znowu. Zaś Barcelona okazała się być bezradną, znowu.

Piszący dla Mundo Deportivo Santi Nolla zauważa: „Po raz pierwszy od lat Madryt okazał się lepszy od Barcelony w czymś więcej niż tylko wynik bramkowy".

„Teraz Real jest lepszy" - grzmiała okładka ASa.

Mają prawo tak powiedzieć, czyż nie? Być może mają też rację. W październiku ligowy Klasyk zakończył się wynikiem 2:2, który padł na Camp Nou. Taki rezultat sam w sobie jest imponujący, ale ma też głębsze znaczenie: w ostatnich sześciu derbowych spotkaniach Madryt wyrwał Barcelonie ligę, zdobył Superpuchar Hiszpanii a teraz wywalczył sobie finał Pucharu Króla, który zostanie rozegrany 18 maja (lub 17 maja, lub 19, lub 20, w zależności od tego, co się jeszcze wydarzy, ponieważ 18 maja ma być nocą Eurowizji... ale to już zupełnie inna historia).

„Jeśli celem zatrudnienia Mourinho było zgładzenie smoka - misja wykonana" - napisał w środę rano na łamach ASa Juanma Trueba.

Odnośnie drugiej debaty, tym razem szala znacząco przechyliła się na stronę Cristiano Ronaldo: we wtorkowym meczu on sam miał więcej celnych strzałów na bramkę niż cała Barcelona. Messi nie miał ani jednego. Portugalczyk strzelił już w sześciu wizytach na Camp Nou z rzędu. „Szach i mat", głosił nagłówek artykułu w El País, w którym Ramón Besa opisywał Ronaldo jako „cesarza futbolu". Dalej pisał: „No7 jest lepszy niż 10, jest człowiekiem, który ubiczował zdetronizowaną Barcelonę".

Szaleńczy madridista Tomas Roncero napawał się tym. „Długo czekaliśmy na taką chwilę; nadszedł czas boskiej sprawiedliwości, która przywróciła wszystkim właściwe im miejsce" - pisał. - „Ci sami ludzie, którzy miesiąc temu mówili jak źle się dzieje w Madrycie, teraz zostali rozbici, pytając - co, do cholery, się dzieje? Ja wam powiem: Madryt ma najlepszego piłkarza na świecie." Tekst zakończył jeszcze mocniej: „Madryt zatańczył na grobie Barcelony".

Standardowy komiks Sportu zaprasza kibiców Barcelony do lekarskiego gabinetu: "Dziś nie damy rady kibicować bez antydepresantu, ale jutro żeby się podnieść potrzebna będzie Viagra". Na okładce możemy zaś przeczytać: „Musimy się podnieść". Zadaniem Barcelony jest przemyśleć, co w drużynie nie funkcjonuje i jak najszybciej rozwiązać ten problem. Milan już majaczy na horyzoncie. Jednak czy zdołają to zrobić? Tak, jak głosi okładka Mundo Deportivo: „Nie ma wymówek".

„Rzeczywistość jest rzeczywistością" - czytamy w El Periódico. „Brakowało pomysłu jak nigdy wcześniej; temu zespołowi daleko do drużyny, jaka był jeszcze niedawno". Sport zadaje pytania i gorączkowo szuka na nie odpowiedzi. Dlaczego nie uczą się na błędach? Dlaczego nie mają tej iskry? Dlaczego David Villa wszedł tak późno?
Po raz pierwszy pojawiają się pytania o wpływ choroby Tito Vilanovy. Niewygodnie było o tym mówić, człowiek czuł, że postępuje niesprawiedliwie, grubiańsko i nieczule. Trener drużyny przebywa w Stanach Zjednoczonych przechodząc chemioterapię i walcząc z nowotworem, tymczasem Jordi Roura znalazł się w roli, której wcale nie szukał. Ale od wtorku nie da się już tego tematu ominąć. Teoria, według której Barcelona nie potrzebuje trenera upadła. Przychylił się do tego Santi Giménez z ASa. Czas uznać znaczenie Pepa Guardioli i Tito Vilanovy. „Nie jest prawdą, że każdy mógłby poprowadzić ten zespół" - przyznaje. - „Wiem że to oportunizm, ale nadeszła moja kolej".

Roura sam podkreślał, że nie chce być nikim więcej niż asystentem trenera. Tłumaczył się także wybiegając już w przyszłość: Barcelona może przechodzić spadek formy fizycznej, to wynik całorocznych mikrocykli. Obniżka formy i utrata świeżości w lutym jest normalna, Barcelona odzyskuje ją zwykle w marcu i kwietniu. Problem w tym, że przy wygranej lidze, wtedy może już nic nie zostać do odzyskiwania.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (50)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze