Porażka na własne życzenie w Mediolanie i przegrany półfinał Pucharu Króla. Po stracie trenera Barcelona pogrążyła się w bezsilności i natychmiastowo potrzebuje przywódcy. W innym wypadku grać nie będzie.
Każda światowej klasy orkiestra to zestaw mnóstwa czynników, które muszą zostać złożone w całość, by współgrając ze sobą tworzyły muzyczne arcydzieło. Nie wystarczy genialny skrzypek, świetnie wykonana wiolonczela, czy idealnie zaprojektowana aula koncertowa zapewniająca niezapomniane wrażenia dla zgromadzonej publiczności. Wszystko na próżno, gdy na scenie nie ma dyrygenta. Wyjść przed grupę muzyków i pomachać patykiem może każdy, ale tylko wprawiona osoba będzie w stanie wydobyć cały kunszt zebranego potencjału artystycznego.
Katalońska orkiestra straciła swojego lidera w grudniu. Wieść o chorobie Tito uderzyła w klub tak mocno jak niedawny meteoryt w Rosji. Dopóki jednak Mister był na miejscu i w przerwach między leczeniem stawiał się na treningach drużyny problemu nie było, ale długotrwały wyjazd za ocean nie zwiastował niczego dobrego. Obrcna sytuacja jest idealnym przykładem na stawianą tezę, że zespół mający w składzie Messiego, Xaviego, Iniestę, Puyola itd. poprowadziłaby statystyczny Kowalski, który swój kontakt z piłką nożną ogranicza do 42-calowego telewizora.
Nie, nawet najlepszy zbiór indywidualistów nic nie zdziała i nie wygra nie mając odpowiedniego człowieka, który ich poprowadzi.
Mówi się, że dzięki najnowocześniejszym technologiom internetowym Tito wie o zespole więcej niż niektórzy ludzie będący na miejscu, ale takie stwierdzenie nie może być niczym innym, jak PR-owym zagraniem. Bo w jaki sposób, będąc oddalonym o kilka tysięcy kilometrów, trener może zobaczyć czy dany piłkarz ma dobry humor, przychodzi wyspany lub trapi go jakiś problem? Tito i Jordi Roura na pewno wymieniają dziesiątki, jak i setki wiadomości oraz rozmów telefonicznych w ciągu dnia, ale jeśli jeden obraz potrafi zastąpić tysiąc słów to co zrobić z całymi dniami, tygodniami, miesiącami? Przy najszczerszych intencjach cały sztab szkoleniowy nie jest w stanie przekazać wszystkich informacji o drużynie Tito Vilanovie.
W tej sytuacji odległość to najmniejszy problem, bo jak można oczekiwać od człowieka, który nie dość, że znajduje się w innej strefie czasowej i mecze wraz z treningami ogląda późnym wieczorem lub w środku nocy, to walczy o własne życie? Rak nie wybiera, miliony osób na całym świecie, w różnym stadium i z różnym powodzeniem próbuje zwalczyć tę chorobę, która niszczy nie tylko fizycznie, ale psychicznie. Niemożliwym jest postawić się w sytuacji takiej osoby nie doświadczając tego samemu. Żaden puchar w gablocie nie zastąpi normalnego, zdrowego życia. Tito został wystawiony przez życie na ogromną próbę i zrozumiałym oraz logicznym jest fakt, że FC Barcelona nie zajmuje w całości jego myśli. A jeśli nie może poświęcić się swojej pracy, to efekty same nie przyjdą. Nie w tym zespole, nie na takim poziomie, o czym dobitnie przekonał się Josep Guardiola.
Zastępujący pierwszego trenera Jordi Roura został rzucony na bardzo głęboką wodę, wręcz ocean, praktycznie bez przygotowania. Owszem, do sztabu Guardioli dołączył w 2009 roku i mógł podpatrzeć wiele, ale role rozpracowania taktycznego rywali znacznie różnią się od kierowania całą drużyną. Nawet najlepiej wyszkolony fizycznie komandos polegnie na wojnie jeżeli jest słaby psychicznie i właśnie na takiego bezradnego żołnierza wygląda Roura na ławce trenerskiej. Chroniczny brak zdecydowania i odwagi do dokonywania mian aż za bardzo rzuca się w oczy. Mecz z Milanem został przeanalizowany w mediach pod każdym względem i nawet czytając polską prasę można było wyciągnąć proste wnioski z porażki w Mediolanie.
A jednak na rewanżowy mecz z Realem w półfinale Pucharu Króla wybiegła dokładnie ta sama jedenastka (nie licząc Pinto) i gra dokładnie tak samo, czyli fatalnie. Zablokowany Messi, bezproduktywny Fàbregas, bezsilny Iniesta, niewidoczny Pedro i słaby Xavi, istne déjà vu sprzed tygodnia i w kółko powtarzane pytanie: co z Villą, Tello, czy Thiago? Do formy każdego z nich można znaleźć zastrzeżenie, ale pojawienie się któregokolwiek w pierwszej jedenastce stanowi zaskoczenie dla rywala. Zaskoczenie, którego brakuje już od jakiegoś czasu.
Dziś na Camp Nou Barcelona nie była drużyną. Z całym szacunkiem do naprawdę świetnego meczu Realu i postawy wszystkich zawodników Królewskich, nie jest trudnym zadaniem rozpracowanie taktyczne zespołu grającego tak samo od początku roku. Piłkarze Barcelony wyglądali na boisku dokładnie tak samo, jak reprezentacja Polski w decydującym o wyjściu z grupy na Mistrzostwach Świata 2012 meczu z Czechami. Niby wszyscy byli na boisku, niby każdy wiedział na jakiej pozycji gra, ale taktyki nie było żadnej. Barceloniści , gdyby tylko mogli, klepaliby w nieskończoność piłkę na własnej połowie i tylko pressing Realu zmuszał ich do przesuwania się po boisku. Brak jakiegokolwiek pomysłu na grę przeradzał się w bezmyślne faule, próby wymuszania kartek dla piłkarzy Realu czy niepotrzebne dyskusje z sędzią. Ale nic dziwnego, kiedy dokładnie tak samo na ławce trenerskiej wyglądał Jordi Roura, który zdawał się częściej rzucać komentarze w kierunku sędziego technicznego, jak do piłkarzy znajdujących się na boisku.
Z drugiej strony to nie on został zatrudniony na stanowisko pierwszego trenera i jest go po ludzku żal, że zbiera cęgi za niepowodzenia drużyny w kluczowym momencie sezonu. Nie można mieć też pretensji o Tito, że zachorował. Trudno doszukiwać się też błędu Zarządu, który nie poszukał innego trenera na miejsce Vilanovy. Nie codziennie zdarza się sytuacja stawiająca na szali kwestie sportowe i etyczne. Można sobie wyobrazić jak mocno negatywny oddźwięk miałoby zwolnienie Tito ze względu na chorobę, dlatego cierpliwe czekanie na jego powrót, ryzykując zniweczenie efektów pracy całego sezonu, wydawało się decyzją lepszą spośród złych opcji. Predyspozycji do bycia pierwszym trenerem Roura może najzwyczajniej nie mieć, bo gdyby tak było, to może on zostałby zatrudniony od nowego roku w miejsce Pepa.
Można Tito lubić lub nie, uważać go za dobrego, jak i złego trenera, ale nie da zaprzeczyć się faktom. Bez względu na to, czy były to jego umiejętności taktyczne, zmysł trenerski, szczęście, czy może wszystko po trochu, dopóki Mister normalnie pracował w klubie Barcelona potrafiła wychodzić obronną ręką nawet z beznadziejnych spotkań. Właśnie powrotu Tito potrzebuje Barcelona w tym momencie. Potrzebuje człowieka, który pomoże odnaleźć właściwy tor i tchnąć nowe siły w zawodników.
Do najważniejszego meczu w sezonie pozostały dwa tygodnie, kiedy to Barça podejmie na Camp Nou AC Milan w rewanżowym spotkaniu 1/8 finału. Pozostaje mieć nadzieję, że Tito wróci do tego czasu z USA, albo Jordi Roura przejdzie kolosalną przemianę, razem z resztą zespołu.
Bez dyrygenta orkiestra grać nie będzie. Basta.
Komentarze (265)