Barça bez szans w starciu z Realem

IceMan

26 lutego 2013, 20:26

4242 komentarze

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

1:3

Herb FC Barcelona

Real Madryt CF

RMA

  • Jordi Alba 89'
  • 13', 57' Cristiano Ronaldo 
  • 68' Raphael Varane 
  • Wtorek, 26 lutego 21:00
  • Camp Nou
  • TVP 1

Tak słabej Barçy, jak w meczu z Milanem nie widziałem od lat. Liczyłem jednak na to, że z tej porażki zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. Myliłem się. Dzisiejszy mecz z Realem był tego przykrym dowodem. Ale po kolei.

Wyjście piłkarzy na murawę Camp Nou wyglądało absolutnie wyjątkowo. 90 tysięcy powiewających chorągiewek sprawiło, iż Świątynia Futbolu wyglądała niesamowicie. Messi i spółka doskonale wiedzieli, że trybuny będą 12 zawodnikiem, tak nawet w Barcelonie, nawet na tym stadionie jest to możliwe. Pierwszy gwizdek sędziego poprzedziła minuta ciszy ku pamięci Antoniego Puyola. Po chwili Pan Undiano Mallenco rozpoczął najważniejsze El Clásico w sezonie.

Początek spotkania zaskoczyć musiał niejednego. Przywykliśmy, iż to Real naciskał od pierwszych minut z czym Barça radziła sobie średnio, jednak dziś to bordowo-granatowi dali pierwsi sygnał do ataku. Worek z bramkami mógł się otworzyć już w 1. minucie meczu. Pedro, jak się później okazało w swojej jedynej dobrej akcji podczas tego wieczora, wkręcił w ziemię Coentrão i dograł w pole karne, gdzie znajdował się Leo Messi. Argentyńczyk uderzył z pierwszej piłki, niestety minimalnie niecelnie. Katalończycy od początku grali wysokim pressingiem z czym Real przez kilka pierwszych minut nie mógł sobie poradzić. Jak już Madryt odpowiedział, to od razu otworzył wynik. W 12.minucie, będąc już w polu karnym Cristiano Ronaldo efektownie ograł Gerarda Piqué, któremu nie pozostało nic innego, jak ratować się wślizgiem. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, iż arbiter spotkania bez momentu zawahania wskazał na wapno. Decyzja Mallenco wywołała burzę protestów zarówno Piqué, jak i Puyola, zupełnie niesłusznie. Karny ewidentny, a wślizg Gerarda... cóż, idealny film instruktażowy pt. jak nie robić wślizgów. Nawet mając nogi Marcina Moźdżonka, Geri nie dosięgnąłby szybkiego Cristiano. Portugalczyk jedenastkę wykorzystał i wyprowadził Real na prowadzenie.

Chwilę później dla odmiany w polu karnym padł Fàbregas, jednak o przewinieniu ze strony zawodników klubu ze stolicy nie było mowy. Kolejnych kilkanaście minut należało również do Ronaldo, który z dystansu strzelał w 18, 20 i 22 minucie, na szczęście ani razu nie zaskoczył Pinto. W 26. minucie odpowiedziała Barça, a konkretnie Iniesta. Andrés wykańczał akcję zespołową, ale uderzył niecelnie. Kilka chwil później dobrym refleksem popisał się Diego Lopez uprzedzając Messiego przy dośrodkowaniu Alvesa.  W 35. minucie znów strzelał Cristiano, ale dobrze ustawiony Pinto wypiąstkował futbolówkę poza pole karne. Barcelona grała słabo, w Realu grał tylko Ronaldo, ale na zawodników Vilanovy, yyy Roury to wystarczało. Widząc nieporadność swoich kolegów do pracy wziął się ponownie Iniesta, który w pojedynkę postanowił minąć cały Madryt. Zatrzymał się na piątym zawodniku, będąc faulowanym. W 39. minucie Barça była najbliższa wyrównania. Świetnie z wolnego strzelił Messi, ale uderzona przez niego futbolówka dosłownie o milimetry minęła lewy słupek bramki Lopeza. Końcówka pierwszej połowy przebiegła w atmosferze teatru Jordiego Alby, który po zderzeniu kolanem z jednym z zawodników Realu przez kilka minut zwijał się z bólu trzymając się za... głowę. Irytujące. Rozdanie Oscarów już się odbyło panie Alba.

Druga część gry zaczęła się podobnie do pierwszej. Barcelona zaczęła od ataku, ale dziś Messi w pojedynkę z pięcioma zawodnikami rywala sobie nie potrafił poradzić, przecież jest tylko człowiekiem. Chyba. W odpowiedzi ciekawą kontrę przeprowadził Real, ale strzał z kąta Coentrão ładnie obronił Pinto. W 51. minucie po dużym zamieszaniu w polu karnym, z dystansu potężnie uderzył Busquets, ale kapitalną interwencją popisał się Diego Lopez. Upust swej złości zaniepokojeni grą swoich ulubieńców kibice dali w 56. minucie. Cały stadion skandował głośne „Villa, Villa, Villa!", rzeszę zniecierpliwionych Culés słychać było nawet w Nowym Jorku. Z dedykacją dla Vilanovy.

W 57. minucie Real właściwie rozstrzygnął losy półfinału. Szybki kontratak, Di María ośmiesza Puyola, jednak jego strzał broni Pinto. Wobec dobitki kompletnie niekrytego Cristiano był już jednak bez szans. Dopiero strata drugiego gola dała do zrozumienia trenerom, że miejsce Villi jest tylko jedno. BOISKO. Wtedy było już jednak za późno. Niestety. Co ciekawe murawę opuścił... no właśnie. Zastanawiam się czy dzisiejszego wieczora najlepszym zawodnikiem Realu był Ronaldo czy może Fàbregas? Boisko opuścił ten drugi. Coraz bardziej rozumiem krytykę Alexisa, ale... on przynajmniej trafia w piłkę. Minęło dziesięć kolejnych minut, a wynik sprawiał wrażenie koncertu jednego zespołu. I nie była nim Barcelona. W 67. minucie na 3:0 podwyższył Varane, ale nie wiem czy asystę zaliczył Özil czy Busquets, który chyba nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje. Katastrofalne krycie Sergio.

Miny piłkarzy mówiło wszystko. Nikt nie wierzył, że takie straty uda się odrobić i wcale się nie dziwię. Barcelonie nic nie wychodziło, Messi z przodu był osamotniony, Pedro... on w ogóle dzisiaj grał? Honoru Barçy broniło tylko Camp Nou, które mimo tak przykrego momentu wspierało swoich zawodników głośnym dopingiem. Xavi i spółka są dalecy od swojej optymalnej formy, ale na wspaniałych kibiców mogą liczyć zawsze. Mimo potężnego lania, Blaugrana starała się chociaż w godny sposób pożegnać z Pucharem Króla. Niestety ‘najlepszym' podsumowaniem występu Barçy było ‘dośrodkowanie' z prawej strony boiska Carlesa Puyola. Niecelne na kilkadziesiąt metrów.

Na otarcie łez honorowego gola pod koniec klasyku zdobył Jordi Alba, marne to jednak pocieszenie.

Kolejny przegrany mecz, kolejny tak bardzo ważny, kolejny, jak najbardziej zasłużenie. Mam tylko nadzieję, że dzisiejszy pojedynek będzie wreszcie nauczką dla nieudolnego sztabu trenerskiego, który moim zdaniem w dużej mierze odpowiada za dzisiejszy wynik. Gra takim ustawieniem i składem nie wypaliła z Milanem, nie wypaliła i dziś. Real jest kolejnym zespołem, który udowodnił, że nawet Barcelona nie potrafi grać bez trenera. Z całym szacunkiem dla Roury, ale obok trenera Jordi tylko stoi. Na chwilę obecną nie mamy nawet połowy trenera. Dzisiejszy mecz to również kolejny, mocny policzek dla Vilanovy, który znów się pomylił. Znów postawił na tych, co nie powinien, znów na tych, którzy zawiedli. Kiedy Villa zagra w pierwszym składzie? Chyba wtedy, gdy nas opuści. Obudź się Tito zanim będzie za późno.

PS. Camp Nou - chylę czoła!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (4242)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze