Przypominamy zasady, jakimi kierujemy się podczas wystawiania not: kryterium oceny graczy. Pamiętajcie, że przekonująca argumentacja może wpłynąć na zmianę ocen. Jednocześnie pragniemy zaznaczyć, że słowa "przekonująca" i "argumentacja" nie są równoznaczne z "dla mnie Alves 3, a Messi 6,5". Tylko rzeczowe, logiczne i kulturalne komentarze będą brane pod uwagę.
Oceniający: challenger, Ściah
Valdés – 4,5 – Nic. Nic. Nic. Nic. Nic. I gol. Nic. Nic. Nic. I drugi gol. Za obie sytuacje trudno winić Valdésa. Mimo to statystyka przepuszczenia dwóch z trzech strzałów gospodarzy w światło bramki pewnie nie jest dla niego powodem do dumy. Poza tym same bramkarskie banały i stosunkowo dużo niecelnych wybić. Bilans na „5”.
Alves – 3 – Skrajnie nieefektywny i w drugim kolejnym meczu znajduje się w centrum zdarzeń przy utracie bramki. Trochę naiwnie wyszedł do El Shaarawy’ego zostawiając za sobą lądowisko dla Muntariego. Jak nie daje rady wracać na czas we własne pole karne (widoczne w innych akcjach Milanu bardziej niż tej na 2:0), to niech rzadziej wyściubia nos poza własną połowę. Brazylijczykowi nie brakuje taktycznej inteligencji, potrafi grać ostrożniej, bliżej swojej bramki niż cudzej (choćby z Realem czy MU) przez co zostaje nam przykry wniosek, że chyba trochę zlekceważył rywala. W grze na atakowanej połowie zaprezentował się raczej rozczarowująco. Był oczywiście jednym z aktywniejszych piłkarzy Barçy, stale był opcją do rozegrania, wychodził do prostopadłych piłek, ale korzyści pod bramką Abbiatiego były z tego wszystkiego bardzo mizerne. Jak na siebie, wyjątkowo zdyscyplinowany w grze piłką („tylko” 6 strat). Może gdyby Dani miał większe wsparcie w Pedro, jego gra ofensywna byłaby skuteczniejsza, a tak musiał najczęściej salwować się wrzutkami w pole karne, które hurtowo padały łupem dobrze ustawionych, długonogich defensorów Milanu.
Piqué – 6,5 (ZM*) – Po meczach z Realem, Getafe i Granadą Geri znów był główną postacią barcelońskiej defensywy. Na San Siro pełnił rolę jedynej tarczy Barcelony w pojedynkach główkowych – wygrywał je wysoko na przedpolu i we własnej „szesnastce”. Dobrze nadążał za kontrami Milanu, pewnie w odbiorze, skutecznie w kryciu, bardzo skoncentrowany przy stałych fragmentach. Gdyby nie jego interwencja w polu bramkowym po jednym z nich, Milan pewnie podwyższyłby prowadzenie. Jak za swych najlepszych dni, świetnie wyprowadzał piłki. Zanotował przy tym aż 4 udane, odważne akcje penetracyjne, gdy Włosi odcięli go od innych możliwości. Jedyny - acz poważny - zarzut do gry Piqué to chwile niezdecydowania przy akcjach zakończonych golami. Były gracz MU nie odegrał w tych sytuacjach roli wiodącej, ale Alves faulował Montolivo właśnie w strefie Piqué, zaś przy drugim golu Włochów stoper Barçy nie zdołał wybić piłki spod nóg Nianga („19”). Końcowy fragment meczu Piqué spędził na desancie, też wygrywał tam górne piłki, a i tak pędził za każdą akcją rywali we własne pole karne. Przy tak aktywnej postawie na obu połowach boiska należy docenić tylko jedną (!) stratę. Obok Puyola symbol niezłomnej postawy zespołu do ostatniej akcji meczu.
Puyol – 4 – Jako jeden z niewielu podopiecznych Roury zostawił na boisku serce, duszę i oba płuca, ale faza pucharowa LM nie wybacza żadnych słabości i zaangażowanie Puyola tym razem nie wystarczyło do powstrzymania gospodarzy. Kontry młodych, szybkich rywali sprawiały mu problemy na przestrzeni całego spotkania, szczególnie w otwierającym mecz kwadransie i po przerwie. W interwencjach 1 na 1 nie sprawiał tak pewnego wrażenia jak Piqué, parę razy zawiodła Puyola motoryka, refleks lub timing. Trochę jak okaz bezsilności wyglądało poturbowanie Pazziniego, za co Puyi mógł obejrzeć co najmniej żółtą kartkę. Kiepsko zaprezentował się w grze piłką, notując 3 niebezpiecznie straty i parę innych podań do kolegów na ryzyku. Kilka razy zwiewał mu spod krycia El Shaarawy, ale największy zarzut pod adresem Kapitana to oczywiście jego zachowanie przy akcji na 2:0. Za wysoko wyszedł do autu wybijanego przez Albę, totalnie zaniedbał krycie i świeży Niang (w 70’ wszedł z ławki) zostawił stopera Barçy w blokach, a potem objechał go jak uczniaka w polu karnym. Po stronie plusów występu Puyola jedna ważne interwencje na „Faraonie”, kiedy w zarodku powstrzymał groźnie zapowiadające się akcję gospodarzy (16’), łącznie 5 przechwytów, aktywność przy stałych fragmentach gry i heroiczna postawa po obu stronach boiska w końcowych minutach spotkania, m.in. świetnie znalazł sobie miejsce do oddania strzału zaplastrowaną głową, ale piłka poleciała w trybuny. Brawa za poświęcenie, ale w kluczowym momencie niestety "zawalił".
Alba – 4,5 – Koncentracja i dobre ustawianie się pozwoliły mu zebrać 9 przechwytów. Bardziej niż zwykle skupiony na defensywie. Z tego względu rzadziej podróżował na połowę Milanu od Alvesa, ale jego dystrybucja w atakowanej strefie wyglądała na bardziej przemyślaną, kreatywną i chwilami skuteczniejszą. Momentami grał jako skrzydłowy i dogrywał szeroko spod bocznej linii, bo Iniesta najczęściej operował przy środkowej osi boiska. Alba miał kilka ciekawych wymian i jedną ładną piłkę do Leo. Można tylko żałować, że na generalnie pozytywnym występie wielkim cieniem kładzie się zupełnie nierozważne, idiotyczne wręcz rozegranie wyrzutu z autu w 80. minucie, brzemienne w gol Muntariego. Zamiast wysadzić piłkę w niebo po nie najlepszym odegraniu Busquetsa, Alba sprezentował rywalom kontrę, po której Milan podwoił prowadzenie. Zza linii bocznej nie miał szans powstrzymać Nianga, co spowodowało dramatyczny dla barcelońskiej defensywy efekt domina, skutkujący ostatecznie wymarzoną okazją dla Ghańczyka. Szanse Barçy w rewanżu na pewno stałyby wyżej gdyby nie ten błąd, ale nie zmienia to faktu, że pan Żordi Albi był ogólnie jednym z najlepszych graczy Barçy w tym spotkaniu.
Busquets – 3,5 – Mówiąc o grze defensywnej Busquetsa, poziom jego koncentracji na San Siro pozostawiał wiele do życzenia. Interwencjom Katalończyka często brakowało zdecydowania, a w bezpośrednich pojedynkach z gospodarzami – determinacji. Uzbierał co prawda 3 faule, ale z wieloma akcjami Włochów obchodził się nazbyt delikatnie. Statystyka wiernie oddaje tu rzeczywistość: tylko 3 odbiory w 90 minut! Busquets też ma swój udział przy golu na 2:0, bo po kiepskim odegraniu do Alby skutkującym stratą, pobiegł „na aferę” za piłką zamiast się rozejrzeć i zaopiekować wybiegającym mu zza pleców Muntarim. Względnie lepiej spisywał się w grze piłką, lecz trzeba dodać, że jego podania w ogóle nie dynamizowały gry kolegów, tak asekuracyjnie podawał ostatni raz chyba w 2008 roku. Trzeba mu oddać, że piłki ze strefy obronnej do graczy ofensywnych dystrybuował skutecznie (5/6 zagrań celnych), wspierał kolegów w rozegraniu aktywnością bez piłki i ustawieniem, no i w swym asekuranctwie zanotował 96-procentową celność podań, ale na taki AC Milan to było za mało.
Fàbregas – 2 – Dramatycznie nieprzydatny, krzykliwie bezradny. Ledwie statystował na boisku bądź podążał jak zombie za Iniestą zamiast spróbować zadziałać coś w strefie regularnie zwalnianej przez starszego kolegę. Na San Siro Cesc jakby zapomniał o swej nieprzeciętnej kreatywności, której próbki widzieliśmy już w tym sezonie wielokrotnie. Nie przejmował inicjatywy – zazwyczaj piłka to jego dobra koleżanka, na San Siro była mu raczej kulą u nogi. Gdy tylko zaroiło się przy nim parę czerwono-czarnych koszulek, tracił głowę i oddawał piłkę za darmo. Dał się zdominować rywalom, którzy błyskawicznie „wyleczyli” go z zapału do szarż ofensywnych. Aż 3 razy przegrał pojedynki „1 na 1” przy 0 udanych. Obraz gry Cesca uzupełnia statystyka pięciu strat i najniższa celność podań spośród graczy wyjściowego składu na poziomie 88%. Ze względu na odosobnione pozytywy (pojedyncze wymiany z Messim, Xavim i Alvesem, 1 otwierające podanie, co najmniej 1 ważny przechwyt zamykający kontrę Milanowi) niższa ocena byłaby niesprawiedliwością, ale „dwójka” będzie w sam raz. Philippe Mexes i spółka zjedli Cesca na kolację, a pozostałości wypluli na ławkę.
Xavi – 3 – Bez ikry, bez przekonania, bez pomysłu, bez sensu. Dwa otwierające zagrania przez cały mecz (ale: z rożnych:) i pozostałe 130 podań, które nie stanowiły praktycznie żadnego zagrożenia dla warowni Allegriego. 9 strat to jak na Creusa cała masa. Większość podań w bok lub do tyłu. Ledwie 40% skuteczności krossów. Cichy bohater statystyk jako autor jedynego celnego strzału drużyny (20’), lecz takie uderzenie nie mogło skrzywdzić Abbiatiego. Najsłabszy występ Xaviego od bardzo dawna.
Iniesta – 5 – Największe zagrożenie z trójki ofensywnych pomocników Barçy i jedyny obok Messiego, który w środku pola decydował się na akcje indywidualne, ale skala zagrożenia ze strony Iniesty i tak nie była w stanie porządniej wstrząsnąć zdyscyplinowaną defensywą Milanu. Pojedyncze szarpnięcia, 3 udane dryblingi, 3 zdobyte rzuty wolne, no i najgroźniejszy strzał Barçy w meczu po solowym zrywie. Czemu tylko jeden?
Messi – 6 – Próbował jak mógł, a że niewiele mógł, to niewiele z tego wynikało. Jedna wymuszona próba strzału (10’ – zablokowany), a poza tym rzut wolny w gołębie z 63. minuty. Szczelna defensywa Milanu nie przyniosła korzyści z gry Messiego w postaci efektu bramkowego, ale i tak przez pełne 90 minut był on najgroźniejszym i najaktywniejszym piłkarzem gości. Regularnie podejmował próby przełamania zasieków Milanu indywidualnymi zrywami i jako jedyny obok Iniesty nie wahał się ruszyć z piłką przed siebie. Gdy tylko miał wolny skrawek murawy, brał na siebie inicjatywę, próbował, nie odpuszczał. Był dla rywali jak wredny bumerang. Nie miał dużego wsparcia w partnerach. Wiele z prób Argentyńczyka nie mogło się powieść, bo w decydującym momencie nie miał komu podać, nie było z kim grać, partnerzy zostali przed linią obrony Milanu albo dali się wyprzedzić obrońcom.
Pedro – 2 – Ekstremalnie rzadko włączał się do gry, ale pewnie patrzylibyśmy na jego występ inaczej gdyby arbiter wskazał na wapno po jednym z jego sprintów w pole karne. Na San Siro praktycznie nic innego nie robił – tylko biegał. Parę razy zabrał z sobą któregoś z milanistów robiąc miejsce kolegom na skrzydle albo w środku pola, ale efektów takiej „gry” było jak na lekarstwo. W pressingu też oszczędny. Boiskowa przezroczystość Rodrígueza stanowiła duży problem w ataku Barçy, co wiernie oddaje statystyka posiadania piłki: miał ją przy nodze miał 51 razy, czyli trochę ponad dwa razy częściej niż... Víctor Valdés. Gdy już Rodríguez spotkał się z piłką i utrzymał przez chwilę, okazjonalnie próbował wykombinować coś na skrzydle z Alvesem. Bez powodzenia.
Rezerwowi:
Sánchez – 3 – Może w parze z Tello jego wejście w tym punkcie meczu miałoby jakiś sens, ale wprowadzenie samego Sáncheza nie przyniosło żadnego skutku. Wszedł żeby rozruszać atak Barçy. Nie udało się. Najwyżej dwa dobre zagrania w pół godziny plus dobre zachowanie w 79. minucie kiedy po dobrym przyjęciu zdobył dla Barçy rzut wolny na 20. metrze. Pięć strat, z czego jedna po złym przyjęciu, a druga w prostej sytuacji. Gdy już dostał piłkę, cierpiał niestety na tę samą przypadłość, co Messi przez większość meczu: samotność.
Mascherano – bez oceny – Grał za krótko.
Komentarze (347)